Świadectwa

Ekstremalna Droga Krzyżowa – moja droga do Boga

Niniejszy tekst jest moim świadectwem o spotkaniu Chrystusa na Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Jest to też krótka relacja, sprawozdanie dla tych, którzy poszukują czym jest EDK, wahają się czy na aby na pewno to dobry pomysł pójść tą drogą. Jeśli nie potrzebujesz drogi Czytelniku argumentów i uzasadnień, jedynie odpowiedzi, to powiem Ci: TAK, WARTO IŚĆ!

Pierwszy raz o EDK usłyszałem od kogoś znajomego. Zainteresowało mnie, zaintrygowało i chciałem w tym uczestniczyć. Minęło jednak sporo czasu i o całej sprawie zapomniałem, nie poszedłem, rok później podobnie. O tym oryginalnym przedsięwzięciu zaczęło się jednak robić coraz głośniej. O początkach EDK, jej idei zaczęto mówić w mediach: w radiu, internecie, telewizji.

Zdecydowałem, że w tym roku nie odpuszczę. Pójdę na spotkanie z Chrystusem i sam osobiście przekonam się czym jest Ekstremalna Droga Krzyżowa. Z moim serdecznym Kolegą Grzesiem Jurkiewiczem (często nazywanym „Grubym”) zdecydowaliśmy się pójść w 2017 roku na trasę św. Sebastiana z Wieliczki do Kalwarii Zebrzydowskiej, to jest 45 km. W sercach nieśliśmy swoje własne intencje ale jako członkowie Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „Wrzesień 39” zdecydowaliśmy, że pójdziemy wspólnie w intencji poległych polskich żołnierzy z września 1939 roku. Ubraliśmy nasze sukienne mundury, zarzuciliśmy karabiny i objuczeni torbami na maskę i chlebakami wyruszyliśmy w drogę. Niewygodne obcierające buty, ciężar i mało komfortowe ubranie, w swoim czasie zaczęły dodawać cierpienia. Trudno nie wspomnieć, że był to piątek ostatni dzień tygodnia, po całym dniu i tygodniu pracy. Na początku było wspaniale, uczucie zbliżającej się przygody, tajemniczy nastrój, myśli o szansie na sprawdzenie samego siebie (czy dam radę?) odrobinę emocji i szansa na obcowanie z Bogiem. Potem zaczęły się „schody” i prawdziwa Droga Krzyżowa. Na stopach pojawiły się odciski i obtarcia, pasek od karabinu obtarł plecy, oprócz paska swoje cięgi dołożył również plecak załadowany wodą, gorącą herbatą i czymś na przegryzienie. O ile marsz po miękkiej trawie lub ziemi był jeszcze do przeżycia, tak marsz po asfalcie zmuszał mnie do kombinowania jak ustawić stopę w bucie by nie bolało. Zmęczenie, brak snu dawały się we znaki. Pojawiały się pierwsze pytania: „po co mi to było?”, „jaki to ma sens?”, „może przeliczyłem się z siłami i nie dam rady, kto wtedy po mnie przyjedzie?”. Szedłem cały czas uparcie mimo bólu, zmęczenia i narastającego zniechęcania. Siły dodawały mi rozważania i ciągłe rozmowy z Panem Bogiem, pamięć o tym, że On dla mnie nie zrezygnował krzyża, nie odpuścił swej męki. Pytałem Go o sens cierpienia myśląc o sobie w obecnej sytuacji życiowej i myśląc o żołnierzach walczących w czasie kampanii wrześniowej. Pytałem o rozwiązania dla mnie w moich prywatnych trudnych sprawach. Całą noc z Nim rozmawiałem i wtedy pojawiła się we mnie radość. Zrozumiałem, że owszem kosztuje mnie ta droga wiele wysiłku, że mogłem teraz w cieple z Żoną oglądać jakiś dobrym film, zajadając się pizzą. Wybrałem jednak spotkanie z Bogiem, który mnie kocha. Jest On dla mnie, a ja dla Niego przez całą noc! W ciągu roku trudno znaleźć dla Boga więcej czasu, a tej nocy jestem tylko dla Niego. Byłem szczęśliwy, że wybrałem Jego, że zrezygnowałem z wygód by być z Nim. Powoli wstawało słońce, nogi miałem już tak zmęczone i obolałe, że myślałem że za chwilę upadnę lub że gdy pojawi się jakaś nierówność, przeszkoda to się na niej połamię. Zmęczenie zaczęło coraz bardziej wygrywać. Wstające słońce już muskało twarze pątników, wędrujących w ciszy. Miałem już dość, a przede mną wyrosła góra, którą trzeba było pokonać. Pomyślałem, że nie będzie wstydu jeśli teraz po kogoś zadzwonię, mogę spróbować jeszcze raz za rok.

W chwili załamania uciekłem się do Chrystusa: „Przecież Ty nie zrezygnowałeś ze swojego Krzyża. Nie odpuściłeś. Chce iść z Tobą, przez Twoją mękę”. Ta myśl dawała mi sił. Motywowały mnie moje intencje, zwłaszcza ta za poległych, którzy walczyli za naszą Polskę. Muszę Wam się jednak przyznać: nad ranem był moment w którym pojawiły się łzy w moich oczach. Trudny czas w pracy, zmęczenie, brak snu, ból i myśl że jeszcze tyle kilometrów przede mną. Załamałem się, nie chciałem już iść dalej. Jakby tego było mało, martwiłem się o Grześka, który pojechał z innym kolegą do lekarza, ponieważ „Grubego” ugryzł wcześniej pies. On został trochę z tyłu. Rozdzieliliśmy się. Na szczęście nie było to nic poważnego.

W tym moim najpoważniejszym kryzysie w którym miałem już dość i chciałem wracać do domu, zawierzyłem wszystko Bogu: „Boże nie mam siły już iść, moje nogi odmawiają posłuszeństwa, bolą mnie plecy, nie mam fizycznie sił. Oddaję to Tobie mój Panie. Zawierzam Ci i jeśli mi pozwolisz iść dalej pójdę z Tobą. Wszystko Tobie to zostawiam, zdecyduj Ty co dalej”. To był moment kluczowy mojej drogi. Poczułem bliskość Boga, zrozumiałem, że jest on obok mnie i dzięki niemu mogę iść dalej. Zrozumiałem, że Bóg nie jest dziś przy mnie tylko tej nocy, a Jego wsparcie otrzymuje znacznie częściej. Z Lanckorony wlekłem się powoli, to nie był marsz lecz włóczenie nogami, ale doszedłem. Było to dla mnie ogromne przeżycie. Dziś uważam, że było to istotne spotkanie z Bogiem. Uświadomiło mi to, że mimo braku sił, chęci i możliwości powinienem zdać się na Niego, również i w codziennym życiu. On sam poprowadzi mnie na spokojne wody. Muszę tylko mu się poddać, powiedzieć mu „czyń co uważasz”. Dziś jedynie żałuje, że nie spisałem tych wspomnień od razu. Pamięć bywa zawodna i dziś nie pamiętam wszystkich szczegółów, które mógłbym przytoczyć. Najważniejsza rzecz czyli samo spotkanie zostało wyryte w moim sercu na długo i bardzo mocno, co bardzo mnie cieszy. Zadanie jakie sobie wyznaczyłem czyli napisanie świadectwa nie jest łatwe. Przelać na papier to co się czuje jest niemożliwe. Po prostu trzeba to przeżyć samemu. Czy zrozumielibyście mój zachwyt, gdybym Wam opowiadał jakie to uczucie oglądać Ziemię stąpając po Księżycu? Pewne rzeczy trzeba poczuć na własnej skórze.

W tym roku drugi raz wyruszyłem na EDK. Ponownie z Grzesiem. Co ciekawe, Grześ może być doskonałym przykładem, że nic nie dzieje się bez przyczyny. A Pan może mieć swoje sposoby i powody. Mianowicie, mój serdeczny Kolega powiedział, że gdyby nie ugryzł go pies i doszedłby rok wcześniej do Kalwarii nie wie czy by poszedł drugi raz… jak przyznał – najprawdopodobniej nie. A tak w 2018 roku poszedł ponownie, gdzie tym razem on przeżył chwilę zwątpienia. Miał podobne myśli jak ja rok wcześniej: „a może tak odpuścić, zrezygnować”. Grzegorz opuścił swoją strefę komfortu i poszedł Jezusowi na spotkanie. Jakie ono było musielibyście zapytać już jego samego. Moje tegoroczne spotkanie nie było już takie „mistyczne”. Byłem przepełniony radością, że mamy z Bogiem całą noc dla siebie. Jestem ja i mój Bóg. Rozmawiałem z Nim dużo. Niestety w tym roku nie poczułem tak mocno Jego obecności. Może kto wie, bardziej skupił się na Grzesiu, który tego potrzebował.

Podsumowując: EDK to wyjście Chrystusowi naprzeciw. Rezygnując z wygód i przyjemności by z Nim być okazujesz Mu swoją miłość. Ekstremalna Droga Krzyżowa pozwala wyjść na spotkanie. Idzie się w ciężkich warunkach: ciemność, błoto, zimno, chaszcze, góry, czasem trzeba pokonać strumień. Przez noc towarzyszy Ci senność, zmęczenie i po czasie zniechęcenie. Wiele zależy też od Was. Jeśli przejdziecie tę drogę dla samej przygody i dla przebycia trasy nie spotkacie Go. Owszem każdy kto dotrze, dojdzie do końca będzie miał satysfakcję i to w pełni zasłużoną. Przejść 40 km nocą jest wielkim wyczynem dla zwykłego zjadacza chleba. Pytanie tylko co jest Twoim celem? Dotrzeć i mieć poczucie dumy? Czy może wyjść na spotkanie? Na to odpowiedz sobie sam drogi Czytelniku. To Twoja Droga…

Pozdrawiam Was serdecznie, Jerzy Borkowski

PS

Chcesz więcej, potrzebujesz jakiś informacji? Pisz do mnie!

O autorze

Jerzy Borkowski

Jerzy Borkowski

Historyk, nauczyciel, prywatnie mąż przepięknej Agnieszki. W wolnych chwilach rekonstruktor odtwarzający postać żołnierza z 20 Pułku Piechoty Ziemi Krakowskiej w SRH Wrzesień 39. Autor książki „Tajemnica nocy Dęba”. Prowadzi profil autorsko- historyczny Jerzy-Borkowski - Tajemnica Nocy Dęba
Lubi dobrą kuchnię, rubinowe wina, jazz i ogrom morza.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: