Być mamą, być tatą

Alfabet macierzyństwa

Mama, mamusia, mamuś…
Tak mnie nazywają moje dzieci.
Kiedyś, dawno temu chciałam być mamą. Patrzyłam na inne mamy, które prowadziły swoje dzieci za rączkę. Ja też tak chciałam.
Patrzenie z zewnątrz na uśmiechnięte dzieci – zachęcało do posiadania własnych.

Po latach praktyki już wiem, że nie wszystko jest takie, jak z reklamy. Są chwile pięknie i radosne, ale są też chwile smutne czy trudne. Przychodzą choroby, troski… Ale to nie jest ważne.
Najważniejsza jest miłość. A konsekwencją miłości jest postawa ofiarowania swojego życia dzieciom.I tu zawsze przychodzi mi na myśl fragment z Ewangelii św. Jana: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”

I tak myślę, że jeśli chcę wytrwać w macierzyństwie, muszę (musiałam) porzucić oczekiwania co do mojego życia i poświęcić moje pragnienia i potrzeby dla dobra rodziny. To ona jest dla mnie najważniejsza. Teraz, dzisiaj moje dzieci i mój mąż są dla mnie najważniejsi. Taką decyzję podjęłam 11 lat temu i codziennie i wytrwale ją realizuję.

„Raz wybierając, codziennie wybierać muszę” – tak mówił święty Augustyn.Myślę, że każda z mam, ma coś w rodzaju alfabetu macierzyństwa.
Mój brzmi tak:
A – jak AKCEPTACJA. 
Przyjmuję wszystko, co przychodzi każdego dnia. Choć czasem jest to trudne…

B – jak BŁOGOSŁAWIEŃSTWO.
Codziennie przed wyjściem z domu do szkoły, a wieczorem przed zaśnięciem błogosławimy nasze dzieci robiąc im znak krzyża na czole. Przyzwyczaiły się do tego. Czasem gdy mama jest chora, przychodzą i same proszą o błogosławieństwo.  
Błogosławcie, a nie złorzeczcie! Weselcie się z tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy płaczą. Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach! Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne! Nie uważajcie sami siebie za mądrych! Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi!(Rz 12 14-17)

C – jak CIERPLIWOŚĆ.
Każdej minuty czy godziny – moje dzieci uczą mnie cierpliwości. Po kilku latach nauki i praktycznych ćwiczeń są efekty:  ściany pomalowane kredkami, powódź na stole, bo picie się rozlało. Wrzaski o zabawkę, którą jednocześnie chcą się bawić trzy osoby, powodują już tylko niewielki wzrost ciśnienia, a nie prawie zawał, jak dawniej…

D – jak DOM.
Ognisko domowe, schronienie, moje królestwo, świat i miejsce, w którym mogą formować się wspaniałe dusze! Prawdziwy dom. Z umiejętnościami stworzenia prawdziwego klimatu domu nikt się nie rodzi. Kiedyś kobiety uczyły się tego od swoich mam i babć. Prowadzenie domu to tworzenie bezpiecznej przystani dla naszej rodziny i znajomych. Dom powinien być wesołym, ciepłym, pachnącym ciastem miejscem, a nie hotelem, do którego przychodzi się spać. Ale ta atmosfera zależy od każdego członka naszej rodziny.

E – jak ETAT. 24- GODZINNY ETAT.
Być mamą to towarzyszyć dzieciom w ciągu dnia i przez cały czas w naszej wspólnej przygodzie, jaką jest życie. W domu nie ma godzin pracy od – do. Tu są ciągłe nadgodziny. Praca w dzień, praca w nocy. Praca, gdy dzieci chorują, gdy budzą się z płaczem, gdy masz ochotę poczytać sobie książkę, a któreś z dzieci przychodzi z jakimś problemem i trzeba wysłuchać i poradzić.
Pobudka, śniadanie, przygotowanie śniadania i kanapek do szkoły, obiad, przyprowadzanie ze szkoły i przedszkola, pranie, sprzątanie, odrabianie lekcji, szycie, kolacja, kąpiel, modlitwa, czytanie bajek, usypianie…
Na szczęście nie jestem sama, w tym pomaga mi mój kochany mąż!

F – jak FAMILIA.
Nasza rodzina wydaje kronikę rodzinną pod tytułem „FAMILIA”. Pierwszy numer wyszedł w grudniu 2007 roku. Do tej pory ukazało się prawie 90 numerów. Jest to miesięcznik, w którym opisujemy wydarzenia dotyczące naszej rodziny w danym miesiącu. W ciągu roku wydajemy 12 numerów, które rozsyłamy mailowo do rodziny i znajomych dziesiątego dnia miesiąca.

Kronika jest pomysłem mojego męża, który z racji mojego wykształcenia mianował mnie redaktorem naczelnym. Uznał, że warto zapisywać pewne szczegóły dotyczące nas, naszych dzieci, świąt czy uroczystości rodzinnych. Odnotowujemy każdą uroczystość rodzinną, szkolną czy przedszkolną, nasze wspólne wycieczki, ciekawe powiedzonka i „dorosłe” komentarze dzieci oraz śmieszne historyjki.
Na ostatniej stronie mam swój cykliczny felieton: „Prosto z kuchni”. Moim miejscem dowodzenia w domu jest kuchnia. To właśnie z jej perspektywy patrzę na świat, który staram się opisać. Stałą rubryką jest również kronika towarzyska, w której odnotowujemy wizyty naszych gości i nasze wizyty. Zazwyczaj nasza gazetka ma cztery strony, na których opisujemy mijający miesiąc. Jednak kiedy więcej się dzieje, gazetka rozrasta się do sześciu, a nawet ośmiu stron. Wydawanie gazety wymaga dyscypliny — numer jest tworzony przez cały miesiąc. Na bieżąco zapisujemy szczegóły dotyczące poszczególnych ważnych wydarzeń. Myślę, że bez „FAMILII” nie pamiętalibyśmy już większości historyjek naszych dzieci. A tak, w każdej chwili można zajrzeć do segregatora z „FAMILIĄ”. Zawsze jest przy tym dużo śmiechu. Dzieci z lubością czytają o sobie i o swoim rodzeństwie. Tak bardzo przyzwyczaiły się do tego, że mamy taką rodzinną kronikę, że często mówią: „mamo, zrób zdjęcie do „FAMILII” albo „mamo, trzeba to zapisać do „FAMILII”.

G – jak GRYPA I INNE CHOROBY.
Chyba nigdy nie przyzwyczaję się, że dzieci czasem chorują. Te katary nie są takie straszne, ale choroby zakaźne czy epidemie rota-wirusów zawsze wytrącają mnie psychicznie z równowagi. Jak każda mama martwię się tym, nie mogę spać wstaję w nocy. A cieszy mnie szybki powrót do zdrowia. I tak do następnej choroby…

H – jak HUMOR i HISTORYJKI RODZINNE.
Bardzo lubię słuchać dzieci, gdy opowiadają ciekawe, a nawet śmieszne historyjki. Jak z poważną miną przekręcają niektóre słowa. Ostatnio króluje u nas słowo „pacjata”, czyli facjata! Ile przy tym śmiechu. Albo gdy prawie ośmiolatek z miną poważną opowiada swoje odkrycia o jakimś z dinozaurów i mówi: „wiesz mamo, sądzę…” i tu następuje cały wywód o długości, ciężarze i wzroście takiego osobnika.

I – jak INTUICJA.
Nagle stała się bardzo ważną częścią mojej osobowości. Zaczęłam jej ufać. Kiedy moje dziecko płacze zdaje się na nią, kiedy mimo braku sygnałów nagle coś „mówi mi”, że dzieje się coś niepokojącego, biegnę do sypialni dzieci i sprawdzam. Niezawodna matczyna intuicja.

J JEDZENIE.To oddzielny i niekończący się temat. Co zrobić na obiad by dzieci zechciały zjeść. I tak codziennie się nad tym zastanawiam. I codziennie mam ten sam problem. Ten chce zjeść taką zupę, a drugi inną. Jak naleśniki – to jeden z serem, inny z serkiem, a jeszcze inny z dżemem.
Podobno w wieku dorastania dzieci jedzą! Tylko czy ja do tego czasu dożyję?!

K – KOKAM, czyli KOCHAM w języku Kornelii.
Dla takich chwil chce się żyć! Gdy małe łapki, ale i duże obejmują mamę i mówią, że kochają. Świat wtedy nabiera innych barw! Życie staje się prostsze. Choroby i złe humory nie takie ważne. Kocham i już!
L – jak LISTA ZAKUPÓW.
Przed kilku laty wprowadziliśmy listę zakupów. Gotowy szablon, do którego wpisujemy lub tylko zaznaczamy „x” potrzebny produkt. Żona ma mniej pisania, a mąż zadowolony, bo wie co kupić. Nasza lista znalazła już naśladowców wśród rodziny i znajomych…

Ł – jak ŁAGODNOŚĆ.
Tego ciągle mi brakuje. Chciałoby się tak tylko uśmiechać i być radosną. Nie zawsze to wychodzi, bo zmęczenie, zapracowanie. Ale uczę się!

M -MUZYKA, MIŁOŚĆ, MAŁŻEŃSTWO, MODLITWA.
Mogłabym jeszcze wyliczyć wiele wyrazów zaczynających się na tę literę. Muzyka – lubimy w domu słuchać muzyki klasycznej. Zwłaszcza takiej, gdy nogi same się rwą do tańca. Miłość – bez niej nic nie może się udać! Czasem jest, jak powalająca fala wszechogarniająca i spływająca na mnie od chwili narodzin mojego dziecka. Słowo „wielka” jest zbyt małe by opisać jej ogrom. Bezwarunkowa, nieustająca, najpiękniejsza i najsilniejsza z uczuć doświadczanych w ciągu całego życia.
Małżeństwo – ono dało początek naszej wspólnej przygodzie, po latach dołączyły nasze dzieci i dalej wędrujemy…
Modlitwa – podstawa naszej egzystencji.  
„Za wszystko dziękujcie!” – mówi Pismo święte.

N – jak NIEDOUCZONA?!
Ciągle się czegoś nowego uczę.
Odkrywam w sobie ciągle
nowe umiejętności:
– plastyczne,
– muzyczne,
– kulinarne,
– a nawet krawieckie.
I muszę przyznać, że dobrze mi z tym!

O – jak ORGANIZACJA, ODPOWIEDZIALNOŚĆ.
Ułatwia życie pralka, zmywarka, kuchenka etc. Ważne jest włączenie dzieci w zajęcia domowe. My mamy specjalną listę obowiązków domowych. Dzieci pomagają w sprzątaniu swoich sypialni, odkurzają, ścierają kurze, pomagają w nakrywaniu i sprzątaniu ze stołu przed i po posiłku, wyjmują jedzenie z lodówki. Nasze maluchy mają też dyżury w zbieraniu zabawek wieczorem po zabawie. Pilnują swoich zadań i mówią młodszym co dzisiaj będą robić wspólnie dla naszego domu.
Będąc rodzicem poznajemy prawdziwe znaczenie słowa – odpowiedzialność. Stajemy się bardziej świadomi konsekwencji swojego zachowania i gotowi na poniesienie jego skutków.

P – jak  POŚWIĘCENIE.
To walka ze swoim egoizmem. Matka nie może być egoistką. Rezygnowanie z siebie dla dobra moich dzieci.
„Mamo, poczytaj mi książeczkę!”
„Mamo, daj mi jabłko.”
„Mamo, pograj ze mną w grę.”
„Mama, oć!”  – i najmłodsza ciągnie mnie do pokoju z książeczkami.
„Mamo, chcemy iść do lasu.” – a miałam zaplanowane czytanie ulubionej książki, składanie ubrań, naszywanie łat na spodnie… Wszystko musi poczekać. Dzieci wzywają!

R – jak ROZWAGA i ROZSĄDEK.
odkąd jestem mamą nie podejmuje decyzji tak spontanicznie, jak kiedyś. Staram się być bardziej rozsądna, bo decyzje, które podejmuję mają wpływ już nie tylko na moje życie, ale także na życie mojej rodziny.

S – jak SZKOŁA .
Miejsce, gdzie moje dzieci spędzają pół dnia. Jest przyjazna, kameralna. Mają swoich kolegów, a my nowych znajomych. Jest fajna!

T – jak TEATR, TORT, TROSKA.
Torty – domowe, smaczne i zdrowe. Średnio rocznie wyrabiam w naszej kuchni 15 tortów. Każdy ma przecież imieniny, urodziny, a do tego jeszcze rocznica ślubu…
Teatr – ostatnio dwa razy w miesiącu zabieramy nasze dzieci na ciekawe i śmieszne przedstawienia. Rozwijają zmysł estetyczny. Dzieci lubią świat bajek i baśni.
Troska jest dobrze znana każdej mamie. Opiekujemy się naszymi dziećmi od ich pierwszych chwil życia. Dbamy o nie najlepiej jak potrafimy. Martwimy się o nie i troszczymy.

U – jak UŚMIECH.
Punkt 1: Mama musi być zawsze uśmiechnięta.
Punkt 2: Nawet jeśli czasem się smuci lub złości,
to patrz punkt 1! A na poważnie – uśmiech rozładowuje konflikty. Rozbraja nawet najbardziej bojowo nastawionego malucha, który w oczach pała złością. Musi być zadowolona, wyspana, tryskająca pomysłami etc.

V – jak VICTORIA czyli ZWYCIĘSTWO.
Każda dobra ocena, wyrecytowany wiersz, medal zdobyty na zawodach sportowych, piękny rysunek – to wszystko są nasze małe zwycięstwa.

W – jak WAKACJE.
Bardzo je lubimy i czekamy z utęsknieniem. Lubimy z dziećmi zwiedzać naszą piękną Ojczyznę. Chłoną wiedzę, jak gąbka, z zachwytem oglądają piękne widoki, zamki, muzea, skanseny. To dla nas czas, w którym jesteśmy razem i mamy dla siebie czas. Cieszymy się słońcem, ładną pogodą i wspólnie zjedzonymi lodami!

Z – jak ZABAWY i GRY PLANSZOWE, ZABAWY WSZELKIE.
Często bywamy na okolicznych placach zabaw. Podczas naszych wycieczek też nie omijamy miejscowych placyków. Lubimy bieganie, grę w piłkę, skoki na trampolinie. Gry planszowe królują u nas w domu. Młodsi grają w „Pędzące żółwie”. Starsi lubią „Kolejkę” czy słynny „Monopol”. Dużo jest przy tym emocji. Czasem radość z wygranej, a innym razem łzy złości z przegranej.
Mówimy wtedy: „człowieku, nie irytuj się!”
Myślę, że moje macierzyństwo – choć czasem trudne, bo noce nieprzespane, bo dzieci hałasują i znowu ktoś płacze – bardzo mi się podoba.
Przyjmuję je z radością 🙂

Foto: archiwum rodzinne Autorki

O autorze

Joanna Jakubowska

Joanna Jakubowska

Z wykształcenia dziennikarz, z miłości żona i mama piątki dzieci: Karol — 10 lat, Mikołaj — prawie 8; Dominik 6, Klara 4,5; Kornelia 2 lata.
Zajmuję się domem i dziećmi — wychowuję je razem z mężem Bronisławem. Lubię czytać książki, fotografować. Od niedawna odkryłam uroki ogrodu — sadzę i sieję kwiaty, aby wokół było kolorowo.

Prowadzę blog:
http://podrodzinnymdachem.blogspot.com

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: