Podróże i zwiedzanie

Banjalucka opowieść

Któż z nas nie słyszał wyrażenia „opowiadać banialuki”, albo nawet sam go użył. Niedawno udało mi się wreszcie dotrzeć do źródła tego słowa, a mianowicie do miasta Banja Luka.

W języku polskim „banialuki”, pisane razem jako jedno słowo, oznaczają niedorzeczności, głupstwa. Wyrażenie to pochodzi od imienia bohaterki baśni fantastycznej, napisanej wierszem przez Hieronima Morsztyna (ur. około 1581 – zm. około 1623), zatytułowanej „Historia ucieszna o zacnej królewnie Banialuce wschodniej krainy”, która została wydana już po śmierci autora (w roku 1650). Do dziś jednak nie udało się ustalić, dlaczego Morsztyn nadał takie imię bohaterce swojego romansu. Wyrażenie natomiast pozostało i do dziś dnia jest używane, a biorąc pod uwagę otaczającą nas rzeczywistość, nieprędko wyjdzie z użycia.

Samo miasto Banja Luka znajduje się w kraju o pięknej nazwie Bośnia i Hercegowina, i jest stolicą Republiki Serbskiej, jednej z dwóch jednostek administracyjnych, z których składa się ten kraj. Druga to Federacja Bośni i Hercegowiny, która z kolei podzielona jest na dziesięć kantonów. Oprócz władz centralnych, każda jednostka administracyjna oraz każdy kanton, posiadają własne parlamenty i regionalne rządy. Na szczeblu centralnym, jak na przykład kolegialny urząd prezydencki, wiele instytucji musi składać się z przedstawicieli trzech narodów konstytucyjnych: Chorwatów, Serbów i Bośniaków. To nie wszystko, ponieważ oprócz tego istnieje jeszcze autonomiczny Dystrykt Brczko, który do 2012 r. pozostawał pod kontrolą międzynarodową. Do kompletnego politycznego obrazu należy dodać funkcję Wysokiego Przedstawiciela dla Bośni i Hercegowiny, którego głównym zadaniem jest kontrola, nadzorowanie i wcielanie w życie oraz przestrzeganie ustaleń z układu pokojowego z Dayton. Z kolei Dayton to miejscowość w USA w stanie Ohio, gdzie w tamtejszej, amerykańskiej bazie wojskowej toczyły się negocjacje pokojowe, od 1 do 21 listopada 1995, które miały na celu położyć kres, trwającej od 1992 w Bośni i Hercegowinie, wojnie pomiędzy trzema wspomnianymi narodami konstytutywnymi. Obecny kształt polityczny tego kraju to właśnie owoc układu pokojowego z Dayton. To wszystko w telegraficznym skrócie, ponieważ rzeczywistość jest jeszcze bardziej skomplikowana.

Co do samej nazwy miasta, po długich rozprawach etymolodzy ustalili, że Banja Luka oznacza tyle co równina bana. Z kolei ban był tytułem wysokiego dostojnika na południu Europy, coś w rodzaju wice-króla.

Nazwa Banja Luka została po raz pierwszy wspomniana w dokumencie węgierskiego króla Władysława II Jagiellończyka (1456-1516), 6 lutego 1494 r. Król Władysław był synem polskiego króla Kazimierza IV Jagiellończyka (1456-1516). Oczywiście tych związków dynastycznych z Polską, wcześniej i później, było o wiele więcej. Jest to zbyt szeroki temat, aby go przedstawić w tym artykule, który dotyczyć ma przecież samej Banja Luki.

Po przyjeździe do tego miasta pierwsze kroki skierowałem oczywiście do katolickiej katedry Świętego Bonawentury. Katedra zwraca uwagę swoją nowoczesną formą. Wieża, postawiona obok głównej bryły świątyni, sprawia wrażenie wieży kontrolnej, przeniesionej jakby z jakiegoś lotniska, jest to jednak sympatyczne wrażenie i od razu kieruje myśli ku niebu. Sama katedra zaś swoim kształtem przypomina ręce złożone do modlitwy albo namiot z ostrym szczytem, przywołując na pamięć namiot spotkania ze Starego Testamentu, gdzie przechowywana była Arka Przymierza. Może także przywoływać na myśl niepostawione namioty z Góry Przemienienia Pańskiego (to już Nowy Testamentu). Przed głównym wejściem do katedry stoi dwumetrowa figura Jezusa, z otwartymi ramionami, który przygarnia i zaprasza do środka. Po przekroczeniu progu świątyni „wita” wchodzących wielki obraz Jezusa Miłosiernego, z napisem po chorwacku „Jezu ufam Tobie”, na tle witraża Zmartwychwstania. Po lewej stronie od strony prezbiterium, tabernakulum w formie kuli ziemskiej, promieniujące na cały świat, jakby chciało ogarnąć wszystko Bożą miłością. W całej Bośni i Hercegowinie trudno znaleźć kościół, gdzie nie byłoby obrazu Bożego Miłosierdzia. To światło, które za pośrednictwem św. Faustyny Kowalskiej zapaliło się w Polsce, w bardzo krótkim czasie rozeszło się na cały świat i dotarło aż tutaj.

Do tego miasta, 22 czerwca 2003 r. pielgrzymował św. Jan Paweł II. Podczas swojej jednodniowej pielgrzymki beatyfikował Ivana Merza (1896-1928), świeckiego katolika, pochodzącego z Banja Luki. Chociaż wizyta trwała tylko jeden dzień, jest ona ciągle żywa w pamięci tamtejszych katolików.

Mówiąc kolokwialnie, tuż „za płotem” katedry znajduje się katedra prawosławna, utrzymana według kanonów Serbskiej Cerkwi Prawosławnej. Po drugiej stronie ulicy mieści się budynek parlamentu Republiki Serbskiej, wybudowany w tonacji raczej socrealistycznej. Niedaleko od katedry znajduje się teatr miejski i rozpoczyna główny deptak miasta, z elementami architektury przełomu XIX/XX wieku, które przyniosły ze sobą tutaj Austro-Węgry. Na głównym placu miasta znajduje się sobór Chrystusa Zbawiciela, otoczony stylizowanymi, klasycystycznymi budynkami pałacu prezydenckiego, władz miasta i muzeum narodowego. Podczas mojej wizyty, chociaż były to pierwsze dni marca, świeciło jasne słońce, które nadawało ludziom, drzewom i budynkom wyraz bardzo radosny. Posłałem kilka fotografii z tej przechadzki mojemu przyjacielowi, pułkownikowi włoskich karabinierów, który jako młody oficer przebywał tutaj na misji stabilizacyjnej, zaraz po zakończeniu wojny 1992-1995. Stwierdził, że miasto wypiękniało nie do poznania, w porównaniu z tym, co zapamiętał z czasów swojego pobytu. Rzeczywiście, patrząc na to miasto, nikt by nie przypuszczał, że jeszcze nie tak dawno trwała tu wojna. Życie jednak silniejsze jest od śmierci. Podczas Mszy świętej beatyfikacyjnej bł. Ivana Merza, św. Jan Paweł II, wypowiedział w swojej homilii znamienne słowa:

Z tego miasta, naznaczonego w całej historii tyloma cierpieniami i krwią, błagam Wszechmogącego Pana, aby zlitował się za grzechy popełnione przeciwko człowiekowi, jego godności i wolności, również przez dzieci Kościoła katolickiego, i niech przeniknie wszystkich pragnieniem wzajemnego przebaczenia. Tylko w atmosferze prawdziwego pojednania, pamięć o wielu niewinnych ofiarach i o ich poświęceniu nie pójdzie na marne, zachęcą nas do budowania nowych relacji braterstwa i zrozumienia.

Nieprzypadkowo w Banjaluckiej Katedrze znajduje się obraz Jezusa Miłosiernego. Bóg wybaczył nam jako pierwszy, abyśmy sobie nawzajem wybaczali i okazywali miłosierdzie. Bez przebaczenia, bez miłosierdzia nie można wyjść z zaklętego kręgu nienawiści. Nienawiść ostatecznie niesie za sobą śmierć, a przebaczenie i miłość dają życie.

O autorze

Ks. Henryk M. Jagodziński

Ks. Henryk M. Jagodziński

ur. w 1969 r. w Małogoszczu. Ukończył WSD w Kielcach i otrzymał święcenia kapłańskie. Uzyskał doktorat z prawa kanonicznego na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie. W 1999 rozpoczął przygotowanie do służby dyplomatycznej na Papieskiej Akademii Kościelnej, którą ukończył w 2001. W tymże roku rozpoczął służbę w dyplomacji watykańskiej pracując kolejno jako sekretarz nuncjatur: na Białorusi (2001-2005) i w Chorwacji (2005-2008). W 2008 rozpoczął pracę w Sekcji ds. Relacji z Państwami w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej. W latach 2015-2018 Radca Nuncjatury Apostolskiej w Indiach, obecnie pracuje w Nuncjaturze w Bośni i Hercegowinie.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: