Społeczeństwo

Biedny Brat Bonifacy (VII)

Brat Bonifacy chrząknął, po czym powiedział:
Księże Proboszczu, wszystkiemu winny jest pełen pychy rozum ludzki. Okrutny i wyrachowany, przemądrzały i zarozumiały, zdolny do wyrachowania i cynizmu! Przecież to właśnie inteligencja jest szczególną cechą szatana.
No tak, mój miły Bonifacy, dobrze wiemy, że prawdziwa mądrość prowadzi do Boga, a wiedza wbija w pychę.

Słyszeli Księża, że Pani Beata Szydło już nam nie premieruje? – zapytał nieoczekiwanie Ksiądz Kanonik, który interesował się polityką, i to nie tylko polską. Wszyscy w parafii wiedzieli, że kanonik jest fanem Victora Orbana i że nie warto z nim wchodzić w spory polityczne, bo szybko traci cierpliwość i zaczyna mówić podniesionym tonem.
Na razie kanonik przemawiał tonem w normie, ale – tradycyjnie, bo przecież to nie był pierwszy raz kanonika – kapłani zignorowali jego uwagę. Zresztą słusznie. Skoro nie na temat, więc nie warto strzępić języka. A w dodatku kanonik jest lekko głuchawy, coś powie, potem nie dosłyszy odpowiedzi, złości się i wymachuje rękami.

Wie Ksiądz – perorował proboszcz – opowiadają bezbożne głupoty i jeszcze nazywają to nauką. „Światopogląd naukowy!”, mówią, toż to kpina w żywe oczy.
No właśnie – ożywił się Bonifacy – a czy mamy jakieś badania naukowe, które potwierdzają, że istnieje coś takiego, jak „światopogląd naukowy”.
Co ten Kaczyński wyprawia – niby sam do siebie odezwał się kanonik – Gdyby żył Lech, świeć Panie nad jego duszą, na pewno by do tego nie dopuścił.
Ten tak zwany światopogląd naukowy to tak naprawdę pogląd na świat, który mają ateiści. Zamiast naukowy należy mówić: światopogląd ateistyczny – proboszcz uderzył w swój ulubiony ton. Za kilka chwil na pewno zacznie opowiadać o humanizmie ateistycznym oraz „śmierci Boga”. I jeszcze o zaniku sacrum, czyli – powie, że „bez Boga ani do progu”.
– A przecież istnieją wybitni ludzie nauki, którzy są głęboko wierzący – wtórował Bonifacy.
Otóż to, ma brat całkowitą rację! A ja odnoszę wrażenie, że pobożny człowiek pracuje i modli się, na przykład wierzący naukowiec prowadzi badania naukowe, bo jest sumienny i solidny, a wszystko co robi, czyni z miłości do Boga i ludzi, natomiast ateista wcale nie zajmuje się nauką, bo w tym czasie zamiast pracować naukowo opowiada głupoty o światopoglądzie naukowym.
I taki pseudonaukowiec stroi się potem w piórka człowieka oświeconego, a wierzących oskarża o średniowieczną ciemnotę – Bonifacy nie pozwalał, by ostatnie słowo należało do proboszcza.

I być może konwersacja trwałaby dalej, aż do obiadu, gdyby nie nasz niezawodny kanonik, który nagle wstał i huknął (dodajmy, że był jedyną osobą, której wolno był huknąć, no bo staruszkowi wolno więcej) i fuknął na proboszcza:
Wy tutaj gadu gadu, a tam Pani Beata przestaje być premierem polskiego rządu!
Nastała cisza. Cóż bowiem powiedzieć, skoro wiadomo, że temat „Bóg – Honor – Ojczyzna” jest dla kanonika najważniejszy i lepiej nie stawać okoniem. Ani żadną inną rybą.
Wobec kłopotliwej ciszy (milczy proboszcz, milczy kanonik) Brat Bonifacy próbuje ratować sytuację:
Ach, Księże Kanoniku, każda epoka ma swoje problemy. Kanonik walczył z modernizmem, a my musimy zmagać się z hydrą postmodernizmu.
Ta banalna uwaga okazała się zgubna.
Po chwili ciszy, kanonik ruszył z kontrnatarciem:
Ależ, proszę księży, nie bądźcie naiwni, postmodernistyczne bzdety nie mają nic wspólnego z modernizmem! Główna różnica dotyczy pojmowania podmiotowości człowieka. Dla postmodernistów „podmiot” i „podmiotowość” to puste słowa, podmiot nie istnieje – to jedno z haseł postmodernizmu, a zarazem wyznacznik jego negatywnej antropologii.  Tymczasem moderniści uznawali podmiot, jednostkę, indywidualność za najważniejszą kategorię, za coś, co domaga się głębokiego namysłu. Prawie jak u Psalmisty: „kimże jest człowiek?” Dla postmodernistów wszystko jest sztuczne, wtórne i śmieszne, postmodernistyczny playboy (zanim zamieni się w deadboya) chce się bawić, gardzi oryginalnością i głębokim sensem, ponieważ uważa, iż prawdziwy sens nie istnieje. Jego zdaniem wszystko jest grą, konwencją, parodią. Dlatego w świecie postmodernistów prawda nie istnieje. Zupełnie inaczej patrzą na rzeczywistość moderniści. Dla nich życie jest tajemnicą, pełną sensów i idei, ekscytującą przygodą, w której szukamy Absolutu. Wierząc w swoje genialne ptasie móżdżki moderniści próbują wzbić się w niebo, a nawet przebić to niebo i osiągnąć wyzwolenie. Współcześni moderniści to tacy starożytni gnostycy, tyle że z laptopami w ręku.

Ponownie nastała cisza. Może nie grobowa cisza, ale prawie.
Kanonik ruszył do drzwi.
Proboszcz milczał.
Brata Bonifacego zatkało.
No bo co powiedzieć na takie dictum księdza kanonika?
A sprawca konfuzji na odchodne, jakby usprawiedliwiając się, dodał:
– Wiecie, kiedyś też byłem młody… Karol Wojtyła przed maturą chodził na kremówki, a ja w młodości ciągle czytałem. Schulza, Witkacego i Gombrowicza. No i jeszcze Leśmiana. Takie to były czasy! Nieustannie o tym gadaliśmy. Jurek Malewski, Włodek Bolecki i ja.
Powiedział i wyszedł.

Proboszcz spojrzał na Bonifacego.
– No tak, wyszło szydło z worka, kanonik jest…
Nie usłyszałem ostatniego słowa, bo zadzwonił dzwonek do kancelarii. Jakaś starsza pani z uśmiechem zapytała:
– Przepraszam, czy jest Ksiądz Kanonik? Mam dla niego ważną wiadomość.
– Niestety, Kanonik przed chwilą wyszedł.

Foto: Manuel Orazi, La maison moderne (1902)

O autorze

ks. Stefan Radziszewski

ks. Stefan Radziszewski

Urodzony w 1971 r., dr hab. teologii, dr nauk humanistycznych, prefekt kieleckiego Nazaretu; miłośnik św. Brygidy Szwedzkiej i jej Tajemnicy szczęścia oraz Żółtego zeszytu św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Czciciel s. Wandy od Aniołów.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: