Wiara

Biedny Brat Bonifacy (VIII)

Nie usłyszałem ostatniego słowa, bo zadzwonił dzwonek do kancelarii. Jakaś starsza pani z uśmiechem zapytała:
– Przepraszam, czy jest Ksiądz Kanonik? Mam dla niego ważną wiadomość.
– Niestety, Kanonik przed chwilą wyszedł.
– Jak to wyszedł, przecież mówił, że będzie!
– Szanowna Pani – Brat Bonifacy szybko tracił cierpliwość. – Nie wiem, co mówił, ale nie ma go. Coś przekazać?
„Szanowna pani” zastanowiła się i odpowiedziała:
– No sama wiem, bo skoro go nie ma… ale z drugiej strony, przecież miał być.
Miał być, ale nie ma! Tak to w życiu bywa – Brat Bonifacy. – Ale oczywiście powiadomię, iż miał gościa.
– Gość dom, Bóg w dom – powiedział „gość” i… usiadł.
Brat Bonifacy też usiadł z wrażenia i wbił w niewiastę swoje oczy zbitego psiaka, który za kwadrans musi rozpocząć katechezę i dlatego się spieszy.
Zapewne mam przyjemność z księdzem Bonifacym? – wolno zaczęła niewiasta. – Ksiądz kanonik wiele mi o księdzu opowiadał, że jest ksiądz taki młody, inteligentny i miły.
W skrócie m-i-m pomyślał Bonifacy i zrobił minę. Jak to mim.
W skrócie „mim” – niewiasta uśmiechnęła się (do siebie, nie do Brata Mima) – bardzo mi mim(o), przepraszam… bardzo mi miło, że mogę księdza wreszcie poznać. Daria Kucharczyk.

Powiedzieć, że Brat Bonifacy z wrażenia usiadł, to nic nie powiedzieć, bo przecież już siedział. Starsza pani wbiła w niego swoje uważne spojrzenie, wyciągnęła z torebki karteczkę, na której zielonym atramentem zapisano trzy punkty.
Właściwie to nawet dobrze, że nie ma kanonika, spodziewałam się, że zapomni o naszym spotkaniu. Ale dzięki temu zapoznałam księdza! Proszę przekazać Księdzu Kanonikowi, że była miłośniczka feniksów, on już będzie wiedział o co chodzi…
– Miłośniczka feniksów? To jakaś sekta…? – Bonifacy powoli odzyskiwał zimną krew.
Ależ skąd, to kryptocytat z „Ukrytych twarzy” – odpowiedziała miłośniczka literatury oraz księdza kanonika. – Powieść Salvadora Dalego, dodała widząc rosnące zdumienie Brata Bonifacego.
Zdumiony Brat Bonifacy chrząknął. Nastąpiła niezręczna cisza. A właściwie nastąpiłaby niezręczna cisza, gdyby nie Daria, która z każdym słowem zdobywała terytorium.
Otóż, Drogi Książę, byłby książę łaskaw przekazać naszemu kanonikowi trzy sprawy:
Po pierwsze: jutro w Lublinie koncert barokowej muzyki misyjnej, takie boliwijskie klimaty. Na pewno Ksiądz Kanonik będzie zainteresowany.
Po drugie: Mam obowiązek przekazać Księdzu Kanonikowi pozdrowienia z Rzymu… Nie, nie, nie od Papieża Franciszka! Otóż, niech sobie ksiądz wyobrazi, modlę się u Świętego Pawła za murami, patrzę i oczom wierzę: Ojciec Kazimierz Wójtowicz! Tak, tak…! Obiecałam, że pozdrowię od niego kanonika. Ach, jakże ten świat mały, wszędzie można spotkać przyjaciół.

Zdumiony Brat Bonifacy przestał chrząkać. Ta gadatliwa parafianka, miłośniczka feniksów, z każdą minutą zaczynała mówić więcej, szybciej i bardziej intrygująco. Z każdym słowem rosła jej przewaga nad krasnoludkiem Bonifacym, który utracił wszelką nadzieję…
I wówczas stał się cud.
Kanonik wrócił? Nie! Ale jego duch wyraźnie uniósł się nad mimem. To znaczy nad Miłym Inteligentnym i Młodym księdzem Bonifacym. Zanim jednak nastąpiła kontrrewolucja, Pani Daria wypowiedziała trzecią kwestię:
– Po trzecie – kontynuowała Pani Daria – byłam ostatnio na filmie o tych Lutrach i Kalwinach, no… filmie Grzegorza Brauna, i zupełnie nie wiem, co myśleć. Przecież modlimy się za innowierców, ciągle spotkania ekumeniczne, a tymczasem ten sympatyczny Pan Braun twierdzi, że Luter to zbrodniarz i heretyk. I jeszcze daje na to dowody! Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Umilkła, a wówczas duch kanonika napełnił naszego mima.
Brat Bonifacy wstał, podniósł w górę palec wskazujący i zaczął:
– Szanowana Pani, heretyk nie przestaje być heretykiem tylko dlatego, że od jego wystąpienia minęło tysiąc lat. Kain jest zbrodniarzem, chociaż minęły wieki od jego zbrodni. A żeby zrozumieć sprawę Lutra, proszę przypomnieć sobie przypowieść o zagubionej owcy.
Pasterz zostawia 99 owieczek i idzie, by odszukać tę jedną, jedyną, zabłąkaną. Proszę zwrócić uwagę, że istnieją trzy kwestie: 1) pasterz podejmuje ryzyko, akcję ratunkową może przypłacić życie; 2) nie mamy żadnej pewności, że zaginiona owieczka żyje, może jej poszukiwanie nie ma żadnego sensu; 3) najgorsze jest to, iż 99 pozostałych owieczek pozostało bez opieki, być może to pułapka: gdy pasterz ruszył, ocalić jedną owieczkę, złodzieje ukradli pozostałe!
Ale najgorsze dopiero przed nami: wyobraźmy sobie, że ta zaginiona owieczka wcale nie jest taką niewinną owieczką! Ciągle wysyła sms-y do pozostałych 99 owieczek: Znalazłam znakomite pastwisko, ze smakowitą trawką, szybko dołączcie do mnie, bo wasz pasterz jest głupim baranem! Powiedzmy, że nasza antybohaterka to owieczka Luter, albo lepiej owieczka Lu (Lou), która próbuje rozbić owczarnię Chrystusową. Cóż, nie oglądałem filmu Pana Brauna, ale myślę, że musimy uwzględnić dwa wymiary: wymiar dogmatyczny oraz wymiar psychologiczny.

1) pamiętajmy, że Kościół jest Kościołem Chrystusowym i nie należy do Lutra, Kalwina albo jakiegoś innego rabina! To Chrystus umarł na krzyżu za Kościół, a nie Luter. Skoro poza Kościołem nie ma zbawienia (jak uczy święty Cyprian), więc tezy Lutra są nie do przyjęcia. A jego nienawiść do Kościoła, sakramentów, Matki Najświętszej są z piekła rodem.

2) naprawdę, nie bądźmy naiwni: w przypowieści jest pasterz i owce, ale nie wolno zapominać o wilku. Owieczka Lou to wilk w przebraniu barankowym. Jeżeli jestem naiwny (a naiwność to inna forma ignorancji, czyli głupoty), to wilk szybko wzbudzi we mnie nieufność wobec pasterza, a potem doprowadzi do rozłamu. Jak to możliwe, że tysiące młodych ludzi wychodzi z Kościoła? Wiara wydaje się im naiwna, po prostu głupia, ponieważ marzą o wyzwoleniu się z bycia grzeczną, miłą i sympatyczną owieczką. Zamiast szczęścia w owczarni Chrystusa, szukają wrażeń w stadzie wilka. Do czasu, bowiem za chwilę zostanie po nich strzęp skrwawionej wełny.

https://www.youtube.com/watch?v=uKrKqS3rjHM&list=RDZNeYBdGN7OQ&index=2

O autorze

ks. Stefan Radziszewski

ks. Stefan Radziszewski

Urodzony w 1971 r., dr hab. teologii, dr nauk humanistycznych, prefekt kieleckiego Nazaretu; miłośnik św. Brygidy Szwedzkiej i jej Tajemnicy szczęścia oraz Żółtego zeszytu św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Czciciel s. Wandy od Aniołów.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: