Wiara

Biedny Brat Bonifacy (X)

A wiecie Państwo, dlaczego święty Józef nie został joginem?

O co znowu chodzi, Ksiądz Kanonik ostatnio jakiś zaczepliwy! – Bonifacy nie był dzisiaj w najlepszym humorze.

A Brat Bonifacy jakoś ostatnio uszczypliwy – odpowiedział kanonik, a potem podniósł w górę palec i zaczął: Wyobraźcie sobie, kochani moi, że trzej królowie odjeżdżają, ale nie w stronę Jerozolimy, bo przecież we śnie otrzymują ostrzeżenie, by nie spotykać się ponownie z Herodem. A następnej nocy Józef śni, że o świcie trzeba opuścić Betlejem i ruszyć do Egiptu. Do krainy faraona, z której Lud Boży przed wiekami wychodził pod przewodem Mojżesza.

A warto przypomnieć, że Biblia nazywa Mojżesza najskromniejszym człowiekiem, jaki kiedykolwiek żył na ziemi – wtrącił ksiądz proboszcz, nie tyle w celu skierowania uwagi na księgę Exodus i dzieje Mojżesza, ale w nadziei, że kanonik zapomni o swoim głównym temacie. O Józefie, który zmienia się w jogina.

Nadzieje proboszcza okazały się jednak płonne.

Mojżesz Mojżeszem, ale przecież mamy wyjaśnić historię Józefa, a nie wiem, czy wszyscy już wiedzą: Rok 2018 to Rok Świętego Józefa! – kanonik spokojnie powrócił do swojego jogina.

Ach, proszę nas nie trzymać dłużej w niepewności – Pani w niebieskim spojrzała na kanonika z wyrzutem – czyżby Watykan opublikował jakiś nieznany apokryf o Józefie?

Powiało grozą, bo rozmowa wspinała się na coraz wyższe poziomy teologii, „ponad Syjony, Synaje i Karmel”, jak zwykł mawiać proboszcz, gdy był w dobrym humorze. Dzisiaj jednak nie był, bo tylko mruknął: Skoro temat schodzi na apokryfy, to ja już może pójdę. I poszedł.

Podobnie uczynił Brat Bonifacy, który jak zwykle śpieszył się na katechezę.

Na placu boju pozostał tylko ksiądz kanonik oraz dwie panie. Nastąpiła niezręczna cisza. No bo niby trzy osoby zostały, ale dwie wyszły. I to trochę protestacyjnie. Albo tylko się tak zdawało trzem, że dwóch opuściło zakrystię protestacyjnie. Dla uczciwości dodajmy, że owym dwóm zdawało się, że konwersacja trzech jest co najmniej prowokacyjna.

Nie ma to dla nas zresztą większego znaczenia, ponieważ nadal nie wiemy, co z tym joginem!

I wówczas stał się cud. Zamiast o Józefie, apokryfach, mędrcach, Egipcie i innych encyklikach przez kilkanaście minut cała trójka rozmawiała o plastrach borowinowych, kojących właściwościach olfenu oraz bolesnych przypadkach lumbago. Jakby ksiądz kanonik doznał nagłego oświecenia, niczym Szaweł pod Damaszkiem, i doszedł do wniosku, że nie warto prowadzić dalej absurdalnego dowodu na mniemany joginizm Józefa. I jakby Niebieska postanowiła na godzinę dać odpocząć swojemu duetowi E/E (egzaltacja i erudycja). I jakby Pani Kamila nie chciała być świadkiem kolejnej scysji parafialnej. Więc cała trójka rozmawiała o chorobach, frustracjach, depresjach i innych ciekawych tematach. Bo każdy temat jest ciekawy, gdy rozmawiasz z ciekawym człowiekiem.

I wydawało się, że dywagacje kanonika o losach Świętej Rodziny nie doczekają się dalszego ciągu. Aż do chwili, gdy do dyskusji o terapiach, masażach, kursach i rekolekcjach ignacjańskich, ktoś nagle niefortunnie wtrącił: „… i podobno zapisał się na kurs jogi!”

Po tych słowach nastała cisza. Grobowa. Bo wszyscy uświadomili sobie, że nie ma odwrotu. Skoro powiedziało się „A”, skoro wywołano jogina z lasu, skoro miłe złego początki, więc kości zostały rzucone. Tak tę historię relacjonowała po kilku dniach Egzaltowana Erudytka, czyli Pani Edytka w niebieskim.

– „Nasz kanonik rozejrzał się wkoło, ściszył głos i powiedział głosem, jakby za chwilę miało rozstąpić się przed nami Morze Czerwone: <Otóż Miłe Panie, tej nocy Józef miał sen. Nikt tego nie wie, ale śniło mu się, że wyrusza w świat. Ubrany w zieloną szatę, Józef pędzi pustynią, dogania trzech wędrowców, którzy zostawili w Betlejem złoto, kadzidło i mirrę. Przez następne lata pobiera u nich nauki, aż w końcu staje się Największym Joginem na świecie. Jego sława, sława Zielonego Jogina, dociera nawet do Nazaretu, w którym samotna Miriam wychowuje swego syna>.

Kobiety w napięciu słuchały apokryficznej historii. Józef zostawia wszystko? Nie chce być opiekunem Dzieciątka? Stawia na karierę? Inwestuje w swój rozwój? Jak to możliwe? Ależ to przecież… wcale nie jest niemożliwe!

– Otóż Miłe Panie, o świcie Józef zbudził się, mając w sercu wielki ból. Nie dlatego, że nie wiedział, co zrobić. Wiedział! Powoli, po cichutku, spakuje się i ruszy w daleki świat. Wyruszy do królestwa złota, kadzidła i mirry. Jednak kiedy wstał…

Ksiądz kanonik zaczął kaszleć – i naprawdę mało brakowało, by apokryf o joginie osunął się w nicość. Zamiast historii Józefa wszyscy zaczną licytować się w nowych syropach, apapach, agapach, inhalacjach i środkach wykrztuśnych. I nie zapomnijcie o plastrach borowinowych.

Kanonik jednak doszedł do siebie. I doszedł do wniosku, że nie wolno tej historii zostawić bez zakończenia.

– Otóż Miłe Panie – powiedział po raz trzeci, chociaż dwie niewiasty słyszały to już dwa razy – otóż Józef powoli, po cichutku wstał i już miał otworzyć drzwi, gdy usłyszał płacz dziecka.

Józef odwrócił się i zobaczył Miriam, trzymającą w rękach zieloną szatę.

Józefie, nie zabierasz swojej ulubionej szaty, przed tobą długa droga! – powiedziała Maryja. – Bez tej zielonej szaty twoja historia nigdy się nie wydarzy…

Józef popatrzył na nią wzrokiem smutnego sfinksa. I poczuł, że z jego serca spada niepokój, niczym ogromna skała. Ten niepokój, jaki jeszcze przed chwilą wydawał mu się powabną tęsknotą. Niczym różnobarwna szata Józefa z Egiptu. Dziwny blask zalał mu oczy, jakby armia aniołów wfrunęła do  jego wnętrza. Już wiedział, co trzeba uczynić. Ale jak to mężczyzna, odczekał kilka chwil, i dopiero potem głosem lekkim jak lot jaskółki powiedział mocno, zdecydowanie, z radością:

– Miałem sen: jeszcze dzisiaj wyruszymy do Egiptu!

Maryja uśmiechnęła się. Ale tak jakoś niewidocznie. Do środka. Józef nie musi nic tłumaczyć. Nie musi niczego wyjaśniać. Ona już wszystko wiedziała: sen Józefa był również snem Maryi.

O autorze

ks. Stefan Radziszewski

ks. Stefan Radziszewski

Urodzony w 1971 r., dr hab. teologii, dr nauk humanistycznych, prefekt kieleckiego Nazaretu; miłośnik św. Brygidy Szwedzkiej i jej Tajemnicy szczęścia oraz Żółtego zeszytu św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Czciciel s. Wandy od Aniołów.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: