Wiara

Biedny Brat Bonifacy (XVIII)

Spotkanie Trzech Muszkieterów przy herbatach, kawach i szarlotkach, odbywało się według planu. Trochę o muzyce (o wyższości Cocteau Twins nad Thompson Twins), o sporcie (Krzysztof Piątek nie strzelił gola i Napoli wygrało), o turystyce (podobno zachód słońca z piramidami w tle jest przereklamowany). Aż w końcu zaczęło się. Polityka wtargnęła pomiędzy rozmówców niczym galopujący koń, bynajmniej nie nowy Pegaz, raczej jak ślepy Incitatus.

Mnie to najbardziej denerwuje, kiedy słyszę, że Ten Zakonnik z Torunia dostaje od rządu dwieście tysięcy na jakieś litery na ołtarzu – rozpoczął Pan Heniek, który zdecydowanie nie był entuzjastą Znanego Ojca Redemptorysty.

Toż to skandal, szalbierstwo w żywe oczy i w dodatku w biały dzień – przyłączył się Pan Ziutek, który całkiem niedawno otrzymał trzysta tysięcy na własny projekt, ale ogólnie „nie lubił” i „nie popierał”. Szczególnie, kiedy wpuszczano go w maliny.

Otóż to, otóż to… Bracie Bonifacy, z tym Rydzykiem to powinniście zrobić w końcu porządek. To przecież antyreklama Kościoła! – dodał trzeci tenor, to znaczy Pan Zenek, miejscowy James Bond, który słuchając o projektach, grantach i dotacjach, o tysiącach złotych, setkach tysięcy euro i milionach dolarów, przypomniał sobie o swoim aston martinie, kupionym w maju, okazyjnie, za czterysta tysięcy.

Ludzie odchodzą od Kościoła, wiarę tracą przez takie skandale – dodał Pan Heniek.

Same skandale, niechże ten Franciszek weźmie się za tych aferzystów w sutannach – Pan Ziutek, który ogólnie „nie lubił” i „nie popierał”, tym razem postanowił stworzyć koalicją i zaczął machać palcem Bratu Bonifacemu przed nosem.

Otóż to, otóż to… Bracie Bonifacy, trzeba zrobić w końcu porządek. Jak tak dalej pójdzie, to Kościół upadnie – uzupełnił Pan Zenek. Chociaż nie przypomniał zgromadzonym Wielbicielom Szarlotki o Panu Władku, który wczoraj opowiadał mu z przejęciem…

[Pan Władek, 24 godziny wcześniej, gdzieś w Polsce, być może w okolicach Pcimia]

I widzisz pan, Panie Zenku, ten biznesmen to ma łeb, że też ja na to nie wpadłem, ale nawet gdybym wpadł, to przecież nie mam takich pleców, jak oni. Posłał swojego człowieka do stolicy, z reklamówką pełną kasy. Podobno pięć milionów. I ten miał załatwić, żeby działkę pchnęli mu za osiemdziesiąt. Milionów, rzecz jasna. Rozumiesz pan, Panie Zenku! Działkę, która warta jest trzysta milionów, mieli mu opchnąć za osiemdziesiąt! A… i jeszcze te pięć, czyli rachunek jest prosty: wyda osiemdziesiąt pięć, a „zaoszczędzi” dwieście piętnaście! To się nazywa biznes, Panie Zenku, palce lizać!

Zamiast powyższej historyjki Pan Zenek powiedział do Bonifacego:

Kościół musi się otrząsnąć, bo za chwilę ludzie odwrócą się od Boga – wzniósł oczy do nieba – ależ pyszna szarlotka, no po prostu „niebo w gębie”.

Po tych słowach Brat Bonifacy otrząsnął się i rzekł, a nawet rzekł był:

Nie wiem, czy wiecie, że jezuita, ks. Mateusz Jeż, dopisał do „Roty” dodatkową strofkę. Tak, tak… ci jezuici to wszędzie wrzucą swoje trzy grosze. Prawie jak ta uboga wdowa z Ewangelii. W dodatku jest autorem kolędy (oczywiście jezuita, a nie wdowa), kolędy, którą dobrze znamy: „Nie było miejsca dla Ciebie”. Powstała osiemdziesiąt lat temu, w 1938, w Nowym Sączu. Wczoraj o tym opowiadałem o szesnastej w katedrze. Podczas Mszy za Ojczyznę...

Pan Heniek chrząknął,

Pan Ziutek kaszlnął, bo też ostatnio nie czuł się najlepiej,

Pan Zenek sapnął, bo pomyślał, że w niedzielę jedzie do teściów

swoim żółtym aston martinem.

Rozmowa dobiegła kresu, podobnie jak ostatnie kawałki pysznej szarlotki. Po czym nastąpiło rozwiązanie Spotkania Patriotów Zatroskanych o Los Ojczyzny i Kościoła. Kres nocnych Polaków rozmów.

O autorze

ks. Stefan Radziszewski

ks. Stefan Radziszewski

Urodzony w 1971 r., dr hab. teologii, dr nauk humanistycznych, prefekt kieleckiego Nazaretu; miłośnik św. Brygidy Szwedzkiej i jej Tajemnicy szczęścia oraz Żółtego zeszytu św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Czciciel s. Wandy od Aniołów.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: