Podróże i zwiedzanie

Bollywood, czyli fabryka snów

Bombaj, nazywany od 1995 r. Mumbai, słynie na całym świecie, a zwłaszcza w Azji i Afryce, z przemysłu filmowego zwanego Bollywood. W sumie nie wiadomo kto pierwszy w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia zaczął używać tej nazwy, zawierającej w sobie połączenie słów Bombaj z nazwą Hollywood, amerykańskiej fabryki snów w Kalifornii. Ale tego częściowego zapożyczenia od amerykańskiej wytwórni dokonano w Indiach wcześniej, bo już w 1932 r., w odniesieniu do wytwórni filmowej we Wschodnim Bengalu, którą nazwano Tollywood (od nazwy dzielnicy Tollygunge znajdującej się w południowej części Kalkuty, gdzie ta wytwórnia miała swoją siedzibę). We współczesnych Indiach znajdują się jeszcze potężne studia filmowe dla języków telugu, tamil i malayalam. Bollywood jest największym i najsławniejszym centrum filmowym w Indiach. Filmy tam powstające realizowane są w języku hindi, chociaż językiem Stanu Maharasztra, którego stolicą jest Bombaj, jest język marati. Ale nie jest to pierwszy ani ostatni paradoks Indii. Początki kinematografii w Indiach sięgają roku 1896, kiedy w Bombaju bracia Lumière wyświetlili swoje pierwsze filmy. Podczas jednego z seansów, kiedy na ekranie pojawiła się pędząca lokomotywa, ludzie na sali wpadli w panikę, myśląc że stalowy kolos zaraz wyskoczy z ekranu i rzucili się do desperackiej ucieczki.

Kiedyś powiedziałem mojemu znajomemu księdzu z Bombaju, że z chęcią zobaczyłbym słynne na cały świat Bollywood, które podobno produkuje więcej filmów rocznie niż amerykańskie Hollywood. Podczas mojej ostatniej wizyty w tym mieście mój sen o odwiedzeniu indyjskiej „fabryki snów” stał się rzeczywistością. Mój znajomy zorganizował wycieczkę po studiu filmowym S. J. Studios. Od naszego przewodnika dowiedziałem się, że w sumie w Bombaju nie ma miejsca, które można by nazwać Bollywood. Tej nazwy używa się w odniesieniu do całego przemysłu rozrywkowego w tym mieście, gdzie według naszego przewodnika znajduje się około stu studiów filmowych, z których S. J. Studios pod względem ilości produkcji filmowych znajduje się na drugim miejscu. Największym jest podobno Film City, ale tam zwiedzanie dokonuje się zza szyb autobusu, natomiast w S. J. Studios można wchodzić i robić zdjęcia (ale bez lampy) wszędzie tam, gdzie nie jest to zabronione.

Zanim dotarliśmy do samego studio, dość długo kluczyliśmy po zatłoczonych ulicach Bombaju. Kiedy stanęliśmy przed bramą S. J. Studios trudno było uwierzyć, że to właśnie to miejsce. Zarówno otoczenie ulicy, jak i sam wygląd bramy nie zapowiadały, że właśnie tam znajduje się jedno z najsławniejszych studiów filmowych Bombaju. Po przekroczeniu bramy okazało się, że  tłok nie jest tam mniejszy niż poza nią. Naszym oczom ukazały się samochody rozpaczliwie szukające parkingu, autobusy przerobione na garderoby dla gwiazd oraz biegający we wszystkich kierunkach ludzie. Tuż przy wejściu znajdują się figury naturalnej wielkości kamerzysty i reżysera, w stylizacji z początku XX w. (niejako wizytówka wytwórni). Naprzeciwko natomiast umieszczona była figura Mahatmy Gandhiego. Wszystkie wyglądały jakby były wykonane z brązu. Po przejściu dziedzińca weszliśmy do pierwszego pomieszczenia, będącego jedną, wielką kuchnią, a potem do innego przypominającego sypialnię. Te przestrzenie, po różnych przeróbkach, używane są do kręcenia scen rozgrywających się w tych miejscach w różnych serialach. Dalej było jeszcze kilka nieokreślonych pomieszczeń, z dużą ilością bardziej lub mniej dziwnych przedmiotów. Wszystko to sprawiało wrażenie, jakby trwały tutaj przygotowania do wielkiego malowania. Ale chyba na tym właśnie polega magia kina, że z pozornego chaosu wyłania się zaczarowana na taśmie filmowej rzeczywistość.

Po drodze spotkaliśmy jeszcze innego przewodnika z grupą turystów, który z kolei był bliskim znajomym naszego przewodnika. Od razu opowiedział o przebiegu swojej kariery aktorskiej, wymieniając tytuły, w których występował, aż w pewnym momencie, z melancholią w głosie zaznaczył, że od dwóch lat już nie gra, ponieważ musiał zająć się czymś, co przynosi większe dochody, czyli oprowadzaniem grup turystów. Tę swoją wypowiedź podsumował dość filozoficznie: „rozum zwyciężył nad sercem”. Niestety, samo znalezienie się we wnętrzu fabryki snów nie gwarantuje, że własne sny się w niej zrealizują. Tych, którzy naprawdę robią karierę, w porównaniu do całej rzeszy aktorów grających role małe czy wręcz epizodyczne, jest naprawdę niewielu. Wreszcie dotarliśmy na żywy plan filmowy telenoweli pod wymownym tytułem „Prawdziwe życie”. Scenografia przedstawiała salon, gdzie miała toczyć się główna akcja. Część aktorów już się rozsiadała na kanapach i fotelach, oczekując cierpliwie na pojawienie się głównej gwiazdy, jak mi dyskretnie wyjaśnił nasz przewodnik. Pośród kamer i dużej liczby asysty, w głębi planu filmowego dostrzegłem dużych rozmiarów malowidło przedstawiające hinduską bogini Durgę, posiadającą dziesięć rąk i dosiadającą tygrysa. Przed malowidłem, na drewnianej półce ustawione były zapalone światła. Przypominając sobie nasze polskie produkcje, muszę powiedzieć, że raczej nie przypominam sobie, aby w wystroju wnętrz znajdowały się obrazy albo rzeźby o tematyce religijnej. Jednak co kraj, to inna wrażliwość. Wreszcie gwiazda pojawiła się na planie, gdzie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zapanowało poruszenie (jak w przysłowiowym mrowisku po włożeniu kija). Reżyser zaczął odliczanie od pięciu w dół i gra rozpoczęła się. Początek sceny przedstawiał ofiarowanie prezentu przez małą dziewczynkę swojej starszej siostrze. Coś jednak poszło nie tak, ponieważ reżyser przerwał kręcenie i nakazał zapakować prezent po raz drugi i scena rozpoczęła się po raz wtóry. Na pakowanie po raz trzeci nie czekaliśmy i ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie.

Kolejnym etapem były przestrzenie szpitalne, które występowały i występują w wielu serialach. Głównym ich elementem są korytarze i recepcja, w której rogu, na podwyższeniu w formie ołtarza, stała metrowej wysokości czerwona rzeźbą przedstawiająca Ganeśę, czyli hinduskie bóstwo mające postać człowieka z głową słonia. Dalej przeszliśmy do pomieszczeń biurowych. Potem nasz przewodnik pokazał nam  olbrzymią halę, gdzie budowane są dekoracje na zamówienie. Oczywiście taniej jest korzystać z gotowych wnętrz, które też można modyfikować według uznania reżysera i możliwości budżetowych. W końcu nasz przewodnik zaprowadził nas do małej sali kinowej, gdzie doszły też pozostałe grupy zwiedzające tego dnia S. J. Studios. W sali dwie pary tancerzy pokazały nam najpopularniejsze tańce indyjskie. Taniec jest nieodłącznym elementem kinematografii indyjskiej. Im więcej w danym tańcu występuje ludzi wykonujących te same gesty, tym jest piękniej. W przerwach, na ekranie wyświetlane były filmy o historii Bollywood oraz o efektach specjalnych. Nasz przewodnik powiedział nam, że w studiach komputerowych udoskonala się również i wygląd fizyczny samych aktorów. Zaraz przy sali kinowej znajduje się małe muzeum z plakatami najsłynniejszych filmów oraz zdjęciami najsławniejszych aktorów. Niektóre super gwiazdy doczekały się nawet plastikowych figur. W gablotach zaś eksponowane były najważniejsze nagrody filmowe.

Następnym etapem zwiedzania było studio dźwiękowe, gdzie w tym samym budynku mieści się również Akademia Filmowa „Face”. Przed ścianą frontową akademii znajdują się dwa pomniki z brązu, przedstawiające postacie Jamesa Camerona i Stevena Spielberga. Naprzeciwko umieszczona została kompozycja upamiętniająca obecność Bollywood na Broadwayu. Następnie udaliśmy się do pomieszczeń przedstawiających salę sądową i komisariat policji z kilkoma celami aresztu, gdzie jak nietrudno się domyśleć dość często toczy się akcja tamtejszej produkcji filmowej. Ostatnim etapem zwiedzania była wizyta w dzielnicy Bandra, gdzie znajdują się rezydencje najsławniejszych aktorów Bollywood. Nasz przewodnik z pasją opowiadał nam o różnych historiach z życia tamtejszych gwiazd. Trochę zawstydzony, że w większości te nazwiska brzmiały dla mnie obco, uświadomiłem sobie jak ważną rolę w życiu tych ludzi odgrywa kino. Mój znajomy od razu znalazł wspólny język z naszym przewodnikiem, wymieniając z nim wiadomości o aktorach i filmach. Rzeczywiście, trzeba przyznać, że kino w Indiach łączy ludzi pochodzących z różnych środowisk i miejsc. Kino indyjskie ma swoistą poetykę i ciekawy sposób narracji za pomocą tańca, pieśni i obrazów. O niektórych rzeczach, tak jak w życiu nie mówi się wprost, ale wszyscy wiedzą, o co chodzi. Filmy, tak jak życie w Indiach jest pełne ekspresji, wywołując mocne emocje. Rzeczywiście tutejsze kino jest jakby odbiciem snów widzów, jak również jest źródłem inspiracji dla marzeń i samych snów. Dlatego też aktorzy w społeczeństwie indyjskim cieszą się szczególnym szacunkiem.

Już w starożytnej Grecji niektórzy porównywali życie do teatru. Używając porównań bardziej nowoczesnych moglibyśmy porównać je do filmu. Oczywiście w tym filmie czymś ważnym jest, abyśmy nie byli tylko widzami albo statystami. Musimy sobie uświadomić, że jesteśmy głównymi bohaterami filmu, którym jest nasze życie. Dlatego też jest czymś bardzo ważnym, abyśmy pytali się o scenariusz naszego życia, którym jest po prostu wola Boża i starali się ją w pełni zrealizować.

O autorze

Ks. Henryk M. Jagodziński

Ks. Henryk M. Jagodziński

ur. w 1969 r. w Małogoszczu. Ukończył WSD w Kielcach i otrzymał święcenia kapłańskie. Uzyskał doktorat z prawa kanonicznego na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie. W 1999 rozpoczął przygotowanie do służby dyplomatycznej na Papieskiej Akademii Kościelnej, którą ukończył w 2001. W tymże roku rozpoczął służbę w dyplomacji watykańskiej pracując kolejno jako sekretarz nuncjatur: na Białorusi (2001-2005) i w Chorwacji (2005-2008). W 2008 rozpoczął pracę w Sekcji ds. Relacji z Państwami w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej. Od 6 września 2015 pracuje jako Radca Nuncjatury Apostolskiej w Indiach.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: