Małżeństwo

Czy jest życie po ślubie? (2)

Tak wiele się zmienia

Mieszkanie razem to jedna z największych zmian (oczywiście pod warunkiem, że wcześniej mieszkało się osobno). Od tej pory ilości spędzanego wspólnie czasu nie ogranicza nic oprócz naszych zobowiązań zawodowych i chęci. Nareszcie nie musimy się rozstawać wieczorami, nikogo już nie dziwi, że na spotkaniach towarzyskich pojawiamy się przeważnie we dwoje. Każdego wieczora wracamy do siebie, każdego poranka budzimy się obok siebie, razem gotujemy posiłki, razem sprzątamy, wspólnie ustalamy plany na bliższą i dalszą przyszłość, prowadzimy wspólny budżet. Wszystko to jest o wiele łatwiejsze i bardziej naturalne, gdy mieszka się razem.

I wiem, że nie każdy odnajduje się w takim „papużko-nierozłączkowym” modelu małżeństwa; jednak wydaje mi się, że wiele par czuje ulgę w sytuacji, gdy rozstania przestają być ich codziennością.

…ale my pozostajemy tacy sami

Wspólna codzienność i więcej czasu spędzanego razem sprawia też, że szanse na granie kogoś innego, zakładanie masek i prezentowanie się tylko i wyłącznie od najlepszej strony gwałtownie maleją. W małżeństwie każda wada szybko się ujawnia, a jeśli już o niej wiedzieliśmy – szybko staje się jeszcze bardziej irytująca niż przedtem, i równie szybko może się stać zarzewiem mniejszych i większych konfliktów. To właśnie stąd biorą się te słynne kłótnie o porozrzucane skarpetki (granie na telefonie/podjadanie/słuchanie głośnej muzyki/zakupoholizm/wstaw cokolwiek).

Na szczęście ten sam mechanizm dotyczy zalet obojga małżonków, w codziennym bliskim kontakcie mają one szansę rozkwitnąć i zaprezentować się w pełnej okazałości.

Zawarcie małżeństwa nie ma magicznej mocy zmieniania przyzwyczajeń z dotychczasowego życia. Jeśli zawsze jadaliśmy samotnie, nie musi być oczywiste, że zaczniemy dopasowywać godziny posiłków tak, aby jeść razem. Jeśli ktoś od dawna przesiaduje przed komputerem do późna w nocy lub w wolne dni chodzi po domu od rana do wieczora w piżamie (nie żeby był to grzech, ale osobiście wolałabym nie mieć takiego zwyczaju), sam ślub tego nie zmieni, podobnie jak nie będzie błyskawicznym i bezproblemowym odwykiem od nikotyny. Nie ma co się łudzić – wszystko, czego się nie przepracowało przed ślubem, po ślubie wyjdzie na wierzch. Nie znaczy to, że w małżeństwie nie można pracować nad sobą, wręcz przeciwnie, motywacja bywa nawet większa; trzeba jednak pamiętać, że zmiana przyzwyczajeń zawsze wymaga jakiegoś wysiłku z naszej strony.

Zmieniać można tylko siebie

Kolejna istotna zmiana związana ze ślubem (zwłaszcza kościelnym), to wspomniana wyżej decyzja wraz z jej konsekwencjami. Teraz już nie ma odwrotu – wybraliśmy tego konkretnego człowieka, tworzymy z nim ten konkretny związek, a zmieniać możemy już tylko siebie, bo przysięga brzmi „…aż do śmierci”, nie „…dopóki będziesz tak dobrym kochankiem jak dotąd” albo „…jeśli zmienisz się z rozrzutnej w oszczędną kobietę”.

Nie chcę przez to powiedzieć, że nie możemy rozmawiać z partnerem o swoich oczekiwaniach względem niego. Nie chcę też powiedzieć, że jeśli małżonek się stoczy, nie możemy ze względu na własne dobro go opuścić – inna sprawa, że w katolickim małżeństwie nie możemy go wymienić na kogoś innego. Chcę natomiast powiedzieć, że jeśli byliśmy w chwili ślubu świadomi jakiegoś istotnego „defektu” partnera i tego, że nie będziemy w stanie z nim żyć jeśli się nie zmieni, to na ustalenia dotyczące zmian był czas przed, nie po. Ale o tym – innym razem.

Małżeństwo to początek dojrzewania miłości

Konsekwencją decyzji jest obowiązek dbania o całość, którą się staliśmy w chwili ślubu. Od tej pory co jest dobre dla małżeństwa, jest dobre dla żony i dla męża, a co jest dobre dla każdego z nich z osobna – jest też dobre dla małżeństwa. Z tego wynika, że aby utrzymać związek w dobrej kondycji, musimy dbać o siebie nawzajem – dla własnego dobra.

Po udanych zalotach (których finał stanowi ślub) nie mamy prawa spocząć na laurach – wręcz przeciwnie, to właśnie wtedy rozpoczyna się okres najintensywniejszej i najbardziej owocnej pracy nad związkiem. Zaloty służą określeniu, czy odpowiadamy sobie na tyle, zdecydować się na wspólne życie aż do śmierci; natomiast małżeńską jedność i miłość budujemy już po przysiędze. Umożliwia nam to spędzany razem czas, wspólnota celów i planów życiowych oraz – rzecz jasna – światopoglądu; natomiast świadomość, że nie ma już odwrotu, wspiera nas w tej pracy.

 

Czy jest życie po ślubie? część pierwsza

O autorze

Kinga Lubańska

Kinga Lubańska

Mam na imię Kinga. To zdrobnienie od germańskiego Kunegunda, które tłumaczone jest jako „walcząca o swój ród” lub „bojowniczka rodu”. Kocham swoje imię, nie mogłabym wymarzyć sobie lepszego; cenię rodzinę jako konkretną grupę społeczną, którą współtworzę, ale także jako instytucję, i jestem gotowa bronić jej zawsze i wszędzie.

Jestem katoliczką i Polką, a także pielęgniarką i żoną lekarza, najlepszego mężczyzny na świecie. Chciałabym mieć dużo dzieci i uczyć je w domu. Na razie nie mam dzieci, więc pracuję, prowadzę dom, noszę sukienki, układam zdjęcia w rodzinnych albumach i piszę komentarze w internecie.
Prowadzę blog Bojowniczka .

1 Komentarz

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: