Społeczeństwo

Dlaczego zabijacie dzieci, zamiast je leczyć?

Na dziś zaplanowano wykonanie wyroku śmierci na 23-miesięcznym Brytyjczyku Alfie’m Evansie. To skandaliczna sprawa – nie udało się zdiagnozować co dolega chłopcu, zdesperowani rodzice walczą o jego życie jak lwy, inne placówki medyczne zaproponowały swoją pomoc, tysiące ludzi protestują, papież Franciszek apelował o danie dziecku szansy na leczenie, ale dyrekcja szpitala Alder Hey Children’s Hospital w Liverpoolu oraz sąd pozostają nieugięte i Alfie ma umrzeć.

Dlaczego szpital i sąd tak zdecydowanie optują za uśmierceniem chłopca? Dlaczego w podobnych okolicznościach pozbawiono życia innych małych pacjentów: Charliego Garda (pisaliśmy o nim tutaj) i Isaiaha Haastrupa? Otóż lekarze, pod których opieką znalazły się te dzieci, zadecydowali, że ich życie nie jest wystarczająco wartościowe, by je ratować. Niska jakość życia stała się wystarczającym argumentem, by te istnienia zakończyć i to pomimo możliwości leczenia i rehabilitacji dziś oraz nadziei, że rozwijająca się medycyna będzie w stanie pomóc im w przyszłości. Nie wspomnę o wielkim zaangażowaniu w opiekę rodziców, ich odpowiedzialnej miłości, desperackiej walce o życie maluchów.

Mentalność eutanazyjna już od dawna jest zakorzeniona w brytyjskiej służbie zdrowia. Pod koniec lat 90-tych NHS (National Health Service – brytyjska Narodowa Służba Zdrowia) wprowadził niesławną procedurę o nazwie Liverpool Care Pathway (LCP) – do stosowania wobec umierających i terminalnie chorych pacjentów, która polegała na pozbawieniu ich wody, jedzenia i lekarstw, często również poddaniu sedacji (głęboko uśpiony człowiek nie będzie pił ani jadł), bez obowiązku informowania o tym rodziny (zgoda była konieczna w przypadku dzieci, o czym za chwilę). W wyniku stosowania LCP rocznie umierało średnio 60 tys. pacjentów. Średnia długość życia pacjenta od momentu zastosowania wobec niego procedury wynosiła 29 godzin, a główną przyczyną śmierci było odwodnienie. Dochodziło jednak do wielu nadużyć i LCP stosowano nie tylko wobec osób umierających, ale po prostu wiekowych lub ciężko chorych, prowadząc tym samym do ich przedwczesnej śmierci. I to często śmierci w męczarniach, gdy pozbawieni wody pacjenci konali wiele dni. Dochodziło do zgonów, którym można było zapobiec – uśmiercano np. chorych na raka, mimo, że prognozowana długość ich życia wynosiła od roku do nawet czterech lat. Za zgodą rodziców uśmiercano też noworodki, które urodziły się niepełnosprawne lub doznały uszkodzeń okołoporodowych. Wielu rodziców przechodziło ogromną traumę, kiedy odkrywali, że umieranie pozbawionych wody i jedzenia maleństw trwa bardzo długo. Jedną z bardziej bulwersujących spraw była śmierć kilkunastoletniego chłopca, chorego na raka. Chłopak pozbawiony wody, jedzenia i lekarstw, długo umierał i cierpiał z pragnienia tak bardzo, że pielęgniarki zaprotestowały z powodu obciążenia psychicznego jakie to u nich spowodowało. Pomimo, że procedurę wycofano w 2014 roku, to brytyjska prasa, na czele z dziennikiem Daily Mail, który szeroko opisywał nadużycia z nią związane, donosi, że jest ona nadal stosowana, tylko pod innymi nazwami. Pokusa zaoszczędzenia pieniędzy, które skonsumuje „nie rokujący” pacjent, zwolnienie łóżka dla kogoś „bardziej wartego” opieki i – przede wszystkim – brak szacunku dla życia jako nadrzędnej wartości, robią swoje.

Myślenie, że życie ludzi, którzy są nieproduktywni, bo chorzy, starzy, niepełnosprawni i nie rokujący na poprawę, jest niższej wartości niż życie ludzi zdrowych, w pełni sił i zdolnych do pracy nie jest niczym nowym dla ludzkości. Na przestrzeni wieków były społeczności, które pozbywały się swoich „nie rokujących” noworodków lub swoich „nieproduktywnych” starców. W całkiem niedalekiej przeszłości starano się wyhodować rasę ludzi silnych, zdrowych i w określonym typie urody. Ta pokusa stale towarzyszy ludzkości. Co się stanie jeżeli większość jej ulegnie? Czy wprowadzenie śmiertelnych procedur zastopuje rozwój medycyny, badań naukowych i technik ratujących życie oraz kształcenie lekarzy w postępowaniu z trudnymi przypadkami? To się już dzieje chociażby w Belgii – często lekarz nie umie pacjentowi proszącemu o pomoc zaproponować nic poza eutanazją, bo brak mu wiedzy. Sprawa Alfiego Evansa też mieści się w tej kategorii – szpital nie potrafi postawić diagnozy, ale ( a może: więc) naciska na uśmiercenie dziecka. Czy będziemy czuć się bezpiecznie i szczęśliwie żyjąc ze świadomością, że gdy zachorujemy to szpital może odmówić nam leczenia i w majestacie prawa pozbawić życia, by uzbierane przez nas w ramach składki zdrowotnej fundusze przeznaczyć dla lepiej rokujących pacjentów? Warto o tym myśleć. Nawet w Polsce, która wydaje się być póki co wolna od belgijskich czy brytyjskich pomysłów. Zawsze jednak jest ten pierwszy krok, pierwszy wyłom. Czy takim wyłomem nie jest przypadkiem odrzucenie przez nasze władze wszelkich prac i dyskusji nad projektem Zatrzymać aborcję, który zakłada zaprzestanie uśmiercania nienarodzonych niepełnosprawnych dzieci?

O autorze

Marta Dzbeńska-Karpińska

Marta Dzbeńska-Karpińska

Z wykształcenia politolog i manager, z wyboru fotograf i dziennikarz. Autorka książki i wystawy „Matki: mężne czy szalone?” Żona i mama trójki dzieci. Fanka czarno-białej fotografii analogowej. Bardzo lubi ludzi, spacery i muzykę, a niekiedy także gotowanie.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: