Społeczeństwo

Dom na wzgórzu. Bez rygli.

To Wzgórze. Dom na Wzgórzu.

Nie wiem ile razy przechodziłam obok obojętnie. Bo takie czasy, bo szybko, zaraz mi zamkną, zaraz się spóźnię, nie zdążę. Potem – równie szybko się wracało. Bo zimno, bo późno, bo ciemno, bo strach – bo niedaleko nieoświetlony park i nie wiadomo, co może się zdarzyć.

Tysiące razy pewnie przechodziłam gdzieś z boku, nie patrząc, nie myśląc, bez najmniejszego ułamka uwagi. Aż do tamtego dnia.
„Przyjdź, chcę porozmawiać”. Poszłam. Bez żadnych przeczuć, bez nastawiania się na cokolwiek… I czemu tamtego dnia nie poszłam jak zawsze – obok – ale przez bramę i aż pod same drzwi? Oczywiście, że były zamknięte.
Zabrzmi jak frazes, ale takie mamy czasy, że trzeba zamykać, pilnować, czuwać, zakładać łańcuchy, włączać alarmy… Nieprawda, nie trzeba. Ale tak się przyzwyczailiśmy. Taki nawyk. Włączyć i udawać, że wszystko jest pod kontrolą.
Tam też było zamknięte. Ale wcale mi się nie chciało stamtąd odchodzić. Stałam przed drzwiami. Kolana same się ugięły. Uklęknęłam. Ja, proch, w progu Domu Bożego.
W końcu trzeba było wstać i pójść, gdzie się szło.
Ale i rozmowa była inna, niż mogła być, gdyby nie to Spotkanie… na Wzgórzu, przed Domem Boga samego… i powrót też był inny, bez pośpiechu zwykle towarzyszącego, i bez strachu, że park i że co to będzie…
Jeszcze o zamykaniu… bo może sobie tak kombinujemy, że jak pozamykane to bezpieczne – że i serca nasze czasem zamykamy na klucze, skoble, zamki i zasuwy – żeby nam się nikt nie włamał i nie wszedł? A potem dziwimy się, że jakoś tak pusto, ciemno, że samotni jesteśmy w tłumie ludzie, że wszyscy znajomi ale nikt serdecznie nawet się nie uśmiechnie, że jakoś w życiu nam się nie układa, że ciągle coś by się chciało ale nie do końca wiadomo co…
A może zaryzykować i otworzyć? Może – uchylić drzwi, nie klajstrować się w swoim doskonale wyprofilowanym widzimisię? Próbować zaufać, że ktoś, kto przyjdzie, to może nie od razu złodziej i łobuz, ale – może dobry człowiek i może nawet przyjaciel?
Photo credit: Mrs Airwolfhound via Foter.com / CC BY-ND

O autorze

Dorota Szczepańska

Dorota Szczepańska

Z wykształcenia i zamiłowania polonistka i pedagog, z pasją teatralną. Pracuje z dziećmi i młodzieżą, ale bardzo lubi też pracować dla niepełnosprawnych. W wolnych chwilach zajmuje się quillingiem i decoupage`em. Robi różańce z nasion łzawicy i kłokoczki. Bardzo dużo czyta. Coraz więcej pisze. Wolontariusz i pracownik biblioteczny.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: