Społeczeństwo

Dorośli jak dzieci

Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.
św. Paweł (1 Kor 13,11)

W dawnych czasach ludzie żyli wedle utrwalonych schematów, ułatwiających pełnienie odpowiednich ról w tradycyjnych społeczeństwach. Życie każdego człowieka podzielone było na kolejne etapy, podczas których wypełniał on odpowiednie funkcje. Dzieciństwo, młodość, wiek dojrzały do małżeństwa, wiek aktywności, starość i śmierć. Wszystkie te etapy oddzielone były rytami inicjacyjnymi, dzięki którym w sposób czytelny dla społeczności, oraz samego zainteresowanego, człowiek przechodził z jednej fazy życia do drugiej. Nieodwołalnie. Rytom przejścia mogły towarzyszyć nieraz bardzo rozbudowane zabiegi o charakterze magiczno-religijnym, prawie zawsze przejście wiązało się z widoczną zmianą w sposobie ubierania, fryzurze, sposobie zachowania. Przykładem jednego z ważniejszych rytów przejścia u naszych przodków były Postrzyżyny, które dotyczyły chłopców w okolicach 7 roku życia. Był to niezwykle ważny etap w życiu młodego człowieka a zarazem całej społeczności. Dziecko pozostające do tej pory pod wyłączną opieką matki, stawało się chłopcem i przechodziło pod skrzydła ojcowskie, by wdrażać się do męskich zajęć. Dziecięce zabawy, dziecięcy stosunek do życia i łagodność matczyna kończyły się dla chłopca, tak jak kończył się czas biegania w długiej koszulinie i z długimi włosami.

Ważnymi rytami przejścia były zaślubiny, urodzenie pierwszego dziecka lub ryty związane z przynależnością do stanu społecznego lub korporacji zawodowej. Jednym z najbardziej znanych i najbarwniejszych był rytuał pasowania na rycerza, zmieniający w bardzo wyraźny sposób status społeczny wojownika, który odtąd stawał się miles stennus. Zmieniający do tego stopnia, że nawet w sądzie słowo pasowanego rycerza było więcej warte niż słowo zwykłego szlachcica i znacznie więcej – niż plebejusza. Zewnętrznym atrybutem miles stennus był pas rycerski, kosztowny, wykonany ze srebra bądź tańszy, lecz zawsze opinający biodra, jako ozdoba, na której nigdy nie zawieszano miecza lub puginału. Pozycja pasowanego rycerza była w społeczeństwie wysoka, jednak z drugiej strony społeczność oczekiwała od niego zachowania adekwatnego do rycerskiego statusu.

Dawne wspólnoty tradycyjne przygotowywały swoich członków do pełnienia konkretnych ról społecznych, ucząc młodych chłopców i dziewczęta, jak mają się zachowywać w określonych sytuacjach. To, co uchodziło w przypadku dziecka, mogło być nieodpowiednie w przypadku młodzieńca. Studenckie żarty i wygłupy nie pasowały do statecznych ojców rodzin. Ja sam pamiętam jeszcze uwagi mojej ś.p Babci o tym, że coś jest „nieprzyzwoite” lub, że czegoś „nie wypada”. Ten, zdawać by się mogło, sztywny gorset zachowani, wynikający ze społecznego oczekiwania, niesamowicie ułatwiał jednak życie w ramach wspólnot, takich jak rodzina, parafia, korporacja rzemieślnicza.

W dzisiejszych, ponowoczesnych społecznościach, cierpimy na wyraźny brak widocznych progów, rozgraniczających kolejne etapy naszego życia. Młodość stała się obiektem powszechnego uwielbienia. Nie było by w tym może nic złego, bo przecież młodość jest czymś dobrym, gdyby potrafiono zachować proporcje. Podstarzały celebryta po pięćdziesiątce farbuje włosy, wymawia swoje imię w zdrobniałej formie, ubiera się i stara zachowywać jak nastolatek. Nie ma rodziny, dzieci ani żony, ma natomiast „dziewczynę” – kolejną w ciągu ostatnich kilku lat. „Dziewczyna” jeszcze sto lat temu uchodziłaby powszechnie za starą pannę, której najlepsze lata dawno przeminęły. Dzisiaj jednak oboje starają się czerpać z życia pełnymi garściami, niczym małe dzieci, które wtargnęły do piernikowej chatki Baby Jagi i pożerają łakocie na lewo i prawo, nie myśląc o przyszłości. Model zachowań, przypominający wiecznie niedojrzałe, rozkapryszone i samolubne dziecko, staje się coraz powszechniejszy wśród ludzi 30 i 40 letnich. Po części wynika to ze wzorców serwowanych przez masową kulturę, w której postać wspomnianego celebryty nie jest czymś wyjątkowym. Dla wielkiego businessu społeczeństwo „wiecznych dzieci” jest również atrakcyjnym rozwiązaniem, gdyż osoby niedojrzałe, kierujące się jak dzieci kolejnymi zachciankami, stanowią idealne żerowisko dla firm opierających swój byt na rozkręcaniu konsumpcji.

Jakąś część winy za powstanie kolejnych roczników „dorosłych dzieci” ponoszą także ich rodzice. Po części wynika to z ogólnego kryzysu cywilizacyjnego, błędnych teorii pedagogicznych (jak choćby osławione koncepcje dr. Spocka) po części z własnego lenistwa. Staramy się często wychowywać dzieci „bezstresowo”, chociaż wystarczy przejrzeć pierwszą z brzegu stronę z ofertami pracy, by przekonać się, że jedną z najbardziej oczekiwanych zdolności jest umiejętność pracy w stresie. Chcemy „przedłużyć dziecku dzieciństwo”, co bardzo często rozumiane jest, jako brak konfrontowania dzieci ze skutkami ich własnych czynów lub zaniechań. W rezultacie otrzymujemy coraz większą ilość osób metrykalnie dorosłych, lecz emocjonalnie pozostających na etapie rozwoju kilkuletniego, rozkapryszonego brzdąca. Ksiądz Kneblewski zwykł był mawiać, że w dzisiejszych czasach rządzą nami dwa okrutne misie: MI SIĘ CHCE i MI SIĘ NIE CHCE. Co krok spotykamy osoby niedojrzałe i nieodpowiedzialne, które idą przez życie niczym przez przyjęcie z suto zastawionym szwedzkim stołem, na którym każdy znajdzie coś dla siebie a można pokosztować i tego i owego. Znaczna część późniejszych problemów małżeńskich, o ile osoby takie zdecydują się na heroiczny czyn założenia rodziny, wynika po części z kompletnej niedojrzałości i roszczeniowego stosunku do świata, a co za tym idzie, do współmałżonka – mi się chce i mi się nie chce.

Nie zmienimy zapewne otaczającej nas cywilizacji, ale to, co możemy robić, to przypominać dawne wzory zachowań, przypominać, najlepiej własnym przykładem, o dojrzałości i odpowiedzialności, które powinny cechować ludzi dorosłych.

O autorze

Marcin Bąk

Marcin Bąk

Studiował dziennikarstwo i historię, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Autor licznych audycji radiowych popularyzujących
historię w Radiu Józef, tworzył cykl audycji dla Radia PLUS, współpracował z TV Misericordia. Aktualnie prowadzi programy w TV Republika. Autor tekstów popularyzujących Europejskie Sztuki Walki między innymi w miesięcznikach: "Mówią Wieki" i "Wiadomości Historyczne". Instruktor szermierki sportowej, zajmuje się też szermierką historyczną i choreograficzną oraz boksem francuskim - savate, których naucza w warszawskiej Wszechnicy Szermierczej. Żonaty, ojciec Marysi i Tymoteusza.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: