Edukacja

Edukacja domowa i dziewięć powodów, dla których warto

ED nie jest dla mnie po prostu alternatywą edukacyjną. ED to styl życia i wychowania, angażujący całą rodzinę i determinujący jej funkcjonowanie.

Sama miałam okazję doświadczać przez 12 lat dobrodziejstw ED i bez wahania wskazuję ją jako coś, czego bardzo pragną dla własnych dzieci. Dlaczego – o tym mogłabym pisać w nieskończoność; tu wypowiem się krótko, a poszczególne punkty mam nadzieję rozwijać w osobnych wpisach.

  1. Oszczędność czasu

W przypadku dziecka dość oczywista: nie traci go na transport do placówki i różne organizacyjne procedury na miejscu. Co więcej, czas potrzebny na przerobienie takiej samej partii materiału w szkole i domu różni się z dużą korzyścią na rzecz nauki w domu.

ED nakłada wiele dodatkowych obowiązków na rodziców, ale wbrew pozorom także niektóre z nich zdejmuje, na przykład codzienne szykowanie i transport dzieci (wielu rodziców wypowiada się z ulgą o tym, że po przejściu na nauczanie domowe nie muszą się kłopotać przymusowym dwukrotnym wyjściem z domu od poniedziałku do piątku). Odpada także obowiązek pojawiania się na wywiadówkach, radach rodziców i różnych szkolnych galach.

Warto też wspomnieć, że brak przymusowych wczesnych pobudek może sprzyjać wysypianiu się rodziców i dzieci.

  1. Mniej stresu

I tego porannego, związanego z wychodzeniem do szkoły, i tego w placówce, która bardzo często jest nieprzystosowana do potrzeb dzieci i obarcza je ogromną ilością silnych stresorów (hałas, niewygodne ławki, brak ruchu podczas długich lekcji, duszne sale, sztuczne światło to tylko niektóre z nich). Mniej zestresowane dzieci są bardziej wypoczęte i dzięki temu zdolne do większego zaangażowania w naukę i hobby. Oczywiście przekłada się to na obniżenie poziomu napięcia u rodziców.

  1. Rozwój samodzielności w nauce

Zazwyczaj jest to po prostu konieczne, zwłaszcza w rodzinach, w których jednocześnie na ED jest więcej niż dwoje dzieci. A samodzielność ta przydaje się bardzo na wyższych etapach edukacji, a także w pracy.

  1. Realizowanie pasji i zainteresowań

Dzieci na ED mają do tego lepsze warunki dzięki większej ilości wolnego czasu, jakim dysponują. Są też bardziej wypoczęte. Do rozwoju pasji często motywuje je również chęć prowadzenia życia towarzyskiego, którego nie zapewnia im szkoła.

  1. Indywidualizacja nauczania i wychowania

Łatwiej rodzicowi, najlepszemu specjaliście od swojego dziecka, podążać za jego potrzebami, niż pedagogowi mającemu pod opieką trzydzieścioro obcych dzieci. Rodzic nie jest też w takim stopniu jak nauczyciel ograniczany przez program i szkolne regulaminy.

  1. Lepsza socjalizacja wewnątrz rodziny

Dzieci w ED spędzają więcej czasu ze swoimi rodzicami i rodzeństwem niż dzieci szkolne, często jest to przeważająca część ich czasu. To ułatwia budowanie silnych i bogatych relacji wewnątrz rodziny.

  1. Większy wpływ rodziców na dziecko

Ten punkt wiąże się z dwoma zjawiskami. Wspomniana wyżej ilość czasu, jaką dziecko spędza z rodzicami, ułatwia oddziaływanie przez dobry przykład. Natomiast fakt, że rodzice są w ED głównymi wychowawcami swojego dziecka, zmniejsza negatywne skutki konfliktu między metodami wychowawczymi i światopoglądem rodziców oraz metodami i światopoglądem innych dorosłych, z którymi dziecko ma styczność (a taki konflikt jest bardzo częstym zjawiskiem).

  1. Możliwość dobierania dziecku towarzystwa

Dziecko na ED nie jest skazane na grupę rówieśniczą w postaci klasy; może dobierać się z innymi dziećmi czy nastolatkami ze względu na wspólne zainteresowania lub działanie dla sprawy. Każdą z takich grup łatwiej opuścić niż klasę w razie gdyby przestała dziecku odpowiadać. W ED także rodzic ma większą sprawczość w tej kwestii; a biorąc pod uwagę, że dzieci często schodzą na złą drogę (np. popadają w nałogi) właśnie ze względu na akceptację grupy, wydaje mi się, że może to być spory plus.

  1. Ochrona przed zagrożeniem

Nie mogę nie wspomnieć na samym końcu, że szkoła często jest dla dziecka miejscem niebezpiecznym – jest tam narażone na przemoc fizyczną i psychiczną, a nawet seksualną, na źle przeprowadzone uświadomienie seksualne, kontakt z używkami – w tym narkotykami. Są też inne zagrożenia: indoktrynacja, zabicie chęci poznawania świata, zarażenie konformizmem, nieuczciwością. Nie chcę przez to powiedzieć, że każda szkoła stanowi piekło na ziemi, na pewno nie; ale że placówkom publicznym, zwłaszcza dużym, daleko do ideału, to żadna tajemnica. Prywatne też mają swoje grzeszki.

Na pewno popełniłam w powyższych rozważaniach wiele uproszczeń. Powtórzę na swoje usprawiedliwienie, że każdy z punktów postaram się rozwinąć w osobnym wpisie. Ale zachęcam do komentowania już teraz. Co byście dopisali do tej listy? Co uważacie za przesadę? A może sądzicie, że gdzieś brakuje związku przyczynowo-skutkowego? Chętnie poczytam Wasze opinie!

O autorze

Kinga Lubańska

Kinga Lubańska

Mam na imię Kinga. To zdrobnienie od germańskiego Kunegunda, które tłumaczone jest jako „walcząca o swój ród” lub „bojowniczka rodu”. Kocham swoje imię, nie mogłabym wymarzyć sobie lepszego; cenię rodzinę jako konkretną grupę społeczną, którą współtworzę, ale także jako instytucję, i jestem gotowa bronić jej zawsze i wszędzie.

Jestem katoliczką i Polką, a także pielęgniarką i żoną lekarza, najlepszego mężczyzny na świecie. Chciałabym mieć dużo dzieci i uczyć je w domu. Na razie nie mam dzieci, więc pracuję, prowadzę dom, noszę sukienki, układam zdjęcia w rodzinnych albumach i piszę komentarze w internecie.
Prowadzę blog Bojowniczka .

2 komentarze

  • Podziwiam mamy uczące swoje dzieci na ED. Jednak osobiście nie dałabym rady… Czy są kursy dla mam które chcą uczyć dzieci w domu?

    • Większość edukatorów domowych, których znam ma takie same przemyślenia przed rozpoczęciem przygody z edukacją domową. Nie nadaję się, to nie dla mnie, nie dałabym rady. Ba, ja mam takie przemyślenia przed każdym rokiem szkolnym;-) O kursach dla mam nie słyszałam, bo przecież każde dziecko jest inne i uczy się inaczej. Czasem kilkoro dzieci z jednego rodzeństwa wymaga innego podejścia. I właśnie tu jest cały urok edukacji domowej, że nie ma jednej recepty, jednego planu, jedni uczą się z książek , inni w naturze, inni jeszcze inaczej. To co jest świetne dla jednego dziecka u drugiego nie zda egzaminu. Pani najlepiej zna swoje dzieci i powoli będzie Pani z nimi odkrywać jaki sposób nauki najbardziej pasuje. Można nawiązać kontakty z mamami uczącymi w domu poprzez liczne grupy na FB, albo i w realu. Pytać dowiadywać się, patrzeć jak to wygląda u innych. Ciężko tak coś tu pisać nie wiedząc w jakim wieku są dzieci czy mówimy o dzieciach wczesnoszkonych czy o póxnej podstawówce. Pozdrawiam i myślę, że warto przynajmniej spróbować, żeby się przekonać czy to jest dla mnie czy nie.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: