Wiara

Szkoła Kontemplacji Hieronimianum (wstęp)

W minionym roku w kieleckiej katedrze rozpoczęła działalność Akademia Biblijna Świętego Hieronima, którą w skrócie nazwaliśmy „Hieronimianum”. Trochę buńczucznie, tym bardziej, że grono czytelników Ewangelii Świętego Łukasza (celem akademii było wspólne przeczytanie Ewangelii Bożego miłosierdzia) dość szybko dokonało swoistej redefinicji swoich biblijnych aspiracji, nazywając się w kuluarach Towarzystwem Analfabetów Katolickich (w skrócie „TAK”). Sześć spotkań – w każdym po cztery rozdziały ewangelii – pozwoliło raz jeszcze usłyszeć Magnificat, spotkać syna marnotrawnego i pobiec w stronę Emaus. Ot, całe Łukaszowe opowieści…! Dla każdego: dla przedszkolaka i dla emeryta, dla profesora i dla cyklisty, dla mistyka i dla ateisty! A ponieważ niedzielna Msza święta o szesnastej to „msza dla niedowiarków” – jak ostatnio powiedziała Pani Teresa – więc nie wypada, by spocząć na laurach; musi być jakaś kontynuacja tych spotkań. Otwieramy zatem nowy cykl, poświęcony mistyce, duchowości i kontemplacji, jednym słowem: rzucamy się z motyką na słońce! To słońce to blask, którym żyje serce człowieka, zjednoczonego z Bogiem poprzez pokorę i Eucharystię. Wszystkiemu winny oczywiście Prof. Mieczysław Cena, i jego książka Ku doskonałości, ale nie tylko. Droga Codziennej Kontemplacji to powołanie chrześcijanina, bez którego trudno o wiarę i radość, o życie pełne cudowności.

Na początek trochę o niebezpieczeństwach, czyhających na  młodych adeptów szukających duchowej głębi. Te pułapki to przewrotne MZG, MGD i DPS, niczym przerażające potwory strzegące ukrytego skarbu: Mistyczny Zawrót Głowy, Magiczna Głębia Duchowości i Demoniczna Pustynia Samotności. W tych trzech przypadkach mistyka jest pseudomistyczna, duchowość staje się duchowością alternatywną, zwodniczą nową duchowością, a kontemplacja dotyczy jedynie medytowania własnej pustki.

Potwór Pierwszy – dobrze znana Pycha. Biada, jeżeli ambicja życia duchowego zaprowadzi nas na tzw. szczyty duchowości. Biada, jeśli z wysokości naszej „doskonałości” patrzymy na „resztę”, pospolitych i niewtajemniczonych prostaczków, „zwyczajnych” ludzi. Ten, kto doświadczył MZG, czyli (Pseudo)Mistycznego Zawrotu Głowy, Jaśnie Oświeconej Iluminacji, zaglądając w lustro – widzi już tylko twarz Antychrysta.

Potwór Drugi – wiara w skuteczność Magii. Często adeptów zgłębiania tajników duchowości pociągają rozmaite techniki, rytuały, procedury, dzięki którym (jak mniemają) można się bardziej „uduchowić”. Poszukują oni mistrzów i przewodników duchowych, elitarnych szkół i praktyk, które pozwolą wejść w krąg wtajemniczenia. Niestety (tzn. na szczęście), prawdziwe życie duchowe nie jest czynnością magiczną, a odprawienie rytuału bynajmniej nie czyni człowiekiem duchowym. Co prawda od początku świata różnorodne obrzędy magiczne posiadają rzeszę wielbicieli, ale pamiętajmy, że wejście w świat magii, praktykowanie magicznego tańca w oczekiwaniu na tajemne moce i doświadczenia spirytystyczne, to początek królowania demonów w naszym życiu.

Zwierzę Trzecie – pełna rozpaczy Samotność. Jak wiemy, egzorcyści, czyli specjaliści od sprytnych sztuczek demona, przestrzegają przed medytacją transcendentalną. Wschodni mistrzowie, rozmaitej maści guru i nauczyciele „duchowości”, zwodzą obietnicą szczęścia i wewnętrznego pokoju. Oczyszczony z wszelkich pragnień umysł „oświeconego” adepta duchowości wschodniej pogrąża się w nirwanie. Zdaniem wielu egzorcystów taki stan „oczyszczenia” umysłu to doskonały wstęp do opętania. Pusty umysł niejako zaprasza demony, które potrafią wyprowadzić człowieka na pustynię samotności, na której karmią go iluzją szczęścia. Taka pustynna egzystencja, w której Rozpacz i Samotność wloką człowieka w stronę nicości, nie pozwala na spotkanie z Jezusem, a tylko On jest zwycięzcą piekła, śmierci i szatana.

A zatem przejdźmy do kilku fragmentów, których celem jest nie tyle pobudzić nasze głowy i serca, co… skierować nasze oko we właściwym kierunku. Na dobry początek (zamiast klasyki dzieł mistycznych) spotkanie modernisty z konserwatystą, czyli abp Bruno Forte i kard. Robert Sarah. Spotkanie, w którym okaże się, że modernista nie jest aż tak modernistyczny, a tradycjonalista nie jest aż tak tradycyjny. Okaże się albo i nie, to jeszcze zobaczymy. Na razie niechaj wystarczy ta oto krótka myśl: zamiast się kłócić – ruszajmy we wspólną drogę. Kościół to wspólnota ducha, a nie dywagacje rozmazanych intelektualistów, którzy usiłują grać rolę nowych faryzeuszów w wielkim teatrze współczesności.

O autorze

ks. Stefan Radziszewski

ks. Stefan Radziszewski

Urodzony w 1971 r., dr hab. teologii, dr nauk humanistycznych, prefekt kieleckiego Nazaretu; miłośnik św. Brygidy Szwedzkiej i jej Tajemnicy szczęścia oraz Żółtego zeszytu św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Czciciel s. Wandy od Aniołów.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: