Historia

Honor ’44

(Tekst pochodzi z 71 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego w 2015 roku)

Pierwszy sierpnia.

Rano pomyślałam: nie jestem historykiem, dziś raczej historycy powinni zabrać głos, napiszę artykuł na jutro. Siedziałam więc pisząc tekst na zupełnie inny temat, ale że dzień piękny i kilka spraw trzeba było załatwić, wyszłam. Wracając wstąpiłam do kiosku i oczom moim ukazała się okładka ostatniego wydania „Uważam Rze. Historia” z wielkim białym napisem „Harakiri’44” i pytaniem: „dlaczego powinniśmy osądzić i zdegradować tych, którzy podjęli decyzję o powstaniu warszawskim?”. Przyznam, że skoczyło mi ciśnienie. Otworzyłam magazyn na temacie numeru, nic mnie nie zdziwiło, te same argumenty, zgrane jak stara płyta i jako ta płyta płytkie, patrzące na historię oczami Polaka A.D. 2015, nie 1944, rażące naukowym dyletanctwem nawet nie-historyka, grające tylko pod wroga zachodniego, podczas kiedy wrogów było dwóch.
Znam już do znudzenia tego typu tezy i innych specjalistów od „polskiego interesu” wybiegających w swoje historical fiction na okres na tyle długi, żeby pasowało do zamierzonego celu i robiło wrażenie na zapalczywej młodzieży a na tyle krótki, żeby nie pokazać skutków złamanego kręgosłupa. Patrzyłam tak na to zdjęcie i napis i przyszło mi do głowy, że aby złamać ducha narodu w pierwszej kolejności trzeba wyśmiać jego momenty chwały, honor postawić pod znakiem zapytania i zdegradować mentalnie bohaterów. To właśnie się z nami czyni. Wydarzenie, które pozwalało nam trwać niezmiennie podczas dalszych kilkudziesięciu lat dziejowych zawirowań nazywa się już nie tylko głupstwem, ale zbrodnią. Czyje nieczyste sumienie próbuje sprowadzić do własnego poziomu, wykpić i zmieszać z błotem honor i odwagę, której próżno było wtedy szukać gdzie indziej? To pytanie niech zawiśnie w próżni, nie będę bawić się dziś w spekulacje. Odłożyłam gazetę i wyszłam.

Idąc ulicą patrzyłam na zegarek, ponieważ dochodziła 17.00. Kiedy godzina wybiła, stanęłam i zamknęłam oczy, po paru sekundach zaczęły wyć syreny, wokół dochodził mnie gwar toczącego się życia. Pomyslałam, że nawet jeśli nie pamięta zbyt wielu, to tym bardziej powstańcom dziękuję. Otworzyłam oczy i ze zdumieniem spostrzegłam, że prawie cała ulica stoi, wokół biegało kilkoro małych dzieci i zdezorientowane rozglądały się osoby z wycieczki zagranicznej. Kiedy po minucie wszyscy ruszyli ze swoich miejsc udając się we własnym kierunku, moje spojrzenie spotkało się na chwilę ze spojrzeniem kobiety z wycieczki, której już wcześniej ktoś wyjaśnił dlaczego przechodnie stali, kobieta patrzyła mi w oczy a we wzroku miała podziw i tęsknotę. A ja pomyslałam po raz kolejny tego dnia: dziękuję Wam, że wobec wszystkich narodów mogę dziś chodzić z podniesioną głową.

Słuchając jednym uchem toczącej się nadal na ten temat rozmowy w ojczystej mowie turystów, pomyślałam sobie: War-saw. The city, which saw the War.

źródło: UważamRze.Historia/nr8/2015

Foto: Wikipedia

O autorze

Ola Jakubiak

Kompulsywna obserwatorka zajęta nieustanną analizą rzeczywistości, być może nie do końca bezstronna wobec rozmaitych ideologicznych i politycznych nurtów, bowiem nierozerwalnie związana z kulturą chrześcijańską. Fascynatka filozofii, teologii, polityki i publicystyki a nade wszystko miłośniczka i obrończyni życia w każdym wymiarze.
Uwielbia naturalną dietę, baśnie i spacery po plaży.

Leave a Reply

%d bloggers like this: