Zarządzanie domem

Jak oswoić budżet. Nie masz czasu na kanapki? Sprawdź ile tracisz!

Wczesny ranek, wstajesz do pracy, budzisz dzieci do szkoły. Wszyscy zrywają się chętnie z łóżek z odpowiednim zapasem czasu… Taak…, pomarzyć – dobra rzecz. Zazwyczaj pewnie dosypiasz do granic możliwości (3 drzemki), dzieciaki są rano tak zmęczone, że na nic nie mają siły. Generalnie jesteście spóźnieni. Każdy coś powinien w pracy lub w szkole zjeść. Na zrobienie kanapek nie ma szans – nie starczy czasu. Wręczasz dzieciom po 10 zł, rzucając „kupcie sobie coś w sklepiku”. Ty zaopatrzysz się po drodze na stacji benzynowej, ewentualnie na stołówce lub w automacie, który stoi w pracy.

Brzmi znajomo? Znam wiele osób, które w taki właśnie sposób „organizują” drugie śniadanie dzieciom w szkole i sobie w pracy. Ty też może do nich należysz? Jeśli choć w małym zakresie Twoja odpowiedź brzmi „tak”, to sprawdź proszę, czy nie warto zmienić porannych nawyków. Korzyści z tego płynące mogą Cię pozytywnie zaskoczyć i zdecydowanie wpłynąć na poprawę Twoich domowych finansów.

Korzystanie z gotowych posiłków w obecnym „zagonionym” świecie staje się powoli pewną modą. Tak jest po prostu wygodniej. Nie musimy się martwić, co rano przygotować, czy mamy wszystkie potrzebne kanapkowe produkty, czy starczy nam czasu itp. itd. Do pracy dojeżdża catering lub w ogólnodostępnym miejscu stoi automat, który „serwuje” bułeczki, dzieci w szkole mają stołówkę, lub sklepik. Wystarczy 8 – 10 zł i dwie smakowicie wyglądające kanapeczki lub drożdżówki stają się naszą śniadaniową własnością. Z tej perspektywy przynoszenie kanapek z domu – mówiąc delikatnie – trąci myszką.

Ale przyjrzyjmy się dwóm zasadniczym argumentom przemawiającym za domowymi kanapkami.

Pierwszy – walory zdrowotne. Gotowe kanapki przygotowane są zazwyczaj z białego pieczywa, które nie niesie ze sobą praktycznie żadnych wartości odżywczych, a jedynie niezbyt wartościowe węglowodany. W środku plasterek szynki z masowej produkcji „bogaty” w związki fosforu, sodu (np. glutaminian, cytrynian itp.), z dużą zawartością soli i wody, ewentualnie żółty ser (wyrób seropodobny), źródło dużej ilości raczej niepożądanych tłuszczów nasyconych. Wszystko to okraszone „smacznym” sosem lub majonezem, a więc cukier, sól, glutaminian sodu, ciężkostrawne tłuszcze… To może tyle o gotowych „kanapeczkach”. Inna możliwość, to często „polecane” dzieciom przez rodziców drożdżówki. Słodkie, białe pieczywo z dodatkiem owoców, sera czy budyniu łatwo może stać się ulubionym posiłkiem dziecka. Wpływ powyższych „gotowców” na zdrowie nasze i naszych pociech jest wręcz rujnujący – nadmierne ich spożywanie może być w przyszłości jedną z przyczyn pojawienia się takich chorób jak: nadciśnienie tętnicze, cukrzyca czy choroby serca.

Jeśli jednak czujesz, że powyższe argumenty nie do końca Cię przekonują, bo np. wybierasz nieco droższe, ale lepszej jakości kanapki z pieczywa pełnoziarnistego, to przyjrzyjmy się argumentowi nr 2.

Zatem argument drugi – oszczędności finansowe. Z pozoru może nie wyglądają na duże – przecież trzeba kupić chleb czy bułki, do tego wybrać jakiś „wsad”, typu wędlina, sery, warzywa. To także kosztuje. Ile? Przekonajmy się.

Przygotowując codziennie kanapki dla siebie, Asi i dzieci, podskórnie czułem, że ich koszt zdecydowanie odbiega od tych gotowych. Niemniej i mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła wysokość kwot, które zaoszczędza nasza rodzina, a które – przy odrobinie chęci i odrobinie (15 – 20 min) krótszym spanku mogą stać się i Twoimi oszczędnościami. Jeśli jeszcze dodatkowo borykacie się z jakimiś trudnościami w zakresie finansów – motywacja będzie zdecydowanie większa.

Żeby przekonać się, ile tak naprawdę kosztuje domowa kanapka, rozłożyłem ją na czynniki pierwsze.
Koszt chleba i koszt pojedynczej kromki już jest znany – opisałem go szczegółowo w artykule Jak oswoić budżet. Jak zaoszczędzić do 840 zł rocznie na… chlebie. Inne produkty są stale przez nas kupowane, a na potrzeby obliczeń wziąłem te z ostatnich zakupów (na marginesie: pamiętasz o zbieraniu paragonów?). Mamy zatem ser kozi (3 plasterki), ser mozzarella (3 plasterki), swojski boczek rolowany (1 krążek), solidny plasterek pomidora, dwa paski papryki, listek sałaty, masło. Wszystko zmierzone, zważone. Zerknij na poniższą tabelkę:

Myślę, że wszystko jest w niej jasne. Wątpliwości może budzić sposób ujęcia sałaty. Wynika on z naszego, domowego doświadczenia. Z moich obliczeń wynika, że duża główka zielonej sałaty (3 zł) wystarcza nam na około 50 kanapek, stąd koszt jednego listka (połówki, ćwiartki – to zależy, jak duży liść) wynosi w zaokrągleniu 0,06 zł. Są jeszcze miejsca, gdzie 200g masła można kupić po 5 zł (dokładnie 4,99), a są i takie, gdzie przy odrobinie sprytu da się kupić i za 3 zł. Ale do obliczeń przyjąłem właśnie 5 zł. Za przepyszny serek kozi płacimy 12 zł za ok 310g, lubiana w naszym domu mozzarella to koszt 6 zł za 250g, a kupiony na rynku (sprawdzony!) boczek rolowany to koszt 34 zł za kg. Ostatnio za kg pomidorów (polskich) i papryki (też polskiej) zapłaciłem po 7 zł. Wybrałem właśnie te produkty, aby było podobnie, jak w kanapkach gotowych. My generalnie do kanapek używamy domowej roboty past z soczewicy lub ciecierzycy, co wychodzi zdecydowanie taniej, ale o tym innym razem. Poniżej zestawiłem koszty przygotowania trzech rodzajów domowych kanapek:

kanapka z serem kozim

1,61 zł

kanapka z boczkiem rolowanym

1,86 zł

kanapka z serem mozzarella

1,37 zł

Pora na konfrontację naszej domowej roboty z produktem masowym. Ja najtańszą kanapkę znalazłem w cenie 4 zł za sztukę (biała średnia bułka, wędlina, dwa plasterki ogórka, sałata, sos czosnkowy /chyba?/). Do pracy biorę zwykle cztery kanapki, ale czy takimi kupionymi czterema bym się najadł – wątpię. W naszym domu miesięcznie „produkujemy” ok. 350 kanapek (głównie do pracy i do szkoły), zatem wykonajmy obliczenia:

Zwracam uwagę, że oszczędności roczne liczę za 9 miesięcy, odliczając wakacje, ferie i inne dni wolne – wtedy przynajmniej dzieci, a i rodzice po części jedzą więcej w domu.
Kwoty – jak pisałem – i mnie samego wprawiły w osłupienie.

PRAWIE 7.000 ROCZNYCH OSZCZĘDNOŚCI!!!*

*- przy najdroższej kanapce domowej

„Odjeżdżają” dobre wakacje dla całej rodziny!!! Kwota jest po prostu powalająca.

I jeszcze jedno. „Wiem, co jem” – jak zrobisz sobie kanapkę w domu, to wiesz co do niej wkładasz, a z czasem dołożysz wszelkich starań, aby zdrowo odżywić i siebie i swoich najbliższych.

PODEJMIJ DECYZJĘ! ZMIEŃ NAWYKI I ZACZNIJ OSZCZĘDZAĆ – TO SIĘ KAŻDEMU OPŁACI!

Powodzenia! I nie zapomnij przestawić budzika na tylko 1 (słownie: jedną) drzemkę!

O autorze

Sławomir Sidorek

Sławomir Sidorek

Szczęśliwy mąż Asi (od 16 lat), ojciec 5-ki dzieci (jedno w niebie), wraz z rodziną zaangażowany we wspólnotę Ognisk Świętej Rodziny (Instytut Św. Rodziny w Łominakach), indywidualnie w ruch Mężczyzn Św. Józefa; absolwent AGH - inżynier elektronik, magister zarządzania, ukończył podyplomowe studia z controllingu na UE; autor bloga Compass - Boża droga do finansowej wolności, gdzie zgłębia temat zarządzania domowymi finansami z perspektywy Słowa Bożego.

1 Komentarz

  • Często spożywam kanapki z rozmaitym „wsadem” często jest to dżem, warzywo lub plasterki wędliny do tego tuczący sos. Owszem oszczędności są i to nie małe. Do pracy kanapki podstawa przecież nie ma tam czasu na rozkładanie się z całym drugim śniadaniem w innej postaci niż kanapeczki lub bułki. Nieraz dla urozmaicenia drożdżówka lub duży jogurt.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: