Relacje

Jaka jestem?

Patrzę na swoje odbicie w lustrze i zadaję sobie pytanie: Kim jest osoba, którą widzę? Jak dobrze ją znam? Czy inni ludzie mnie znają? Co o mnie sądzą ludzie? Co myślą o mnie moje dzieci?

Zmieniają się rysy twarzy z wiekiem, zmienia się myślenie, doświadczenia wpływają na kształt marzeń. To, co mnie spotkało, zostawiło we mnie swój ślad, a ja też zaznaczyłam siebie w świecie na wiele sposobów, w wielu miejscach. I trwa to cały czas. Powtórzyć mogę za Heraklitem: „ Wszystko płynie. Nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki.”

Dzisiejszy świat to jednak nie rzeka – to rwący potok, olbrzymi wodospad wydarzeń. Ludzie pędzą w nim co raz szybciej, wyprzedzają dźwięk, starają się dogonić światło. Przyśpieszają wzrost roślin, wpływają na szybszy rozwój zwierząt, wspomagają rozwój człowieka. Szybciej, więcej, teraz, już!

Jak odnaleźć w takim kołowrotku siebie? Czasem przecież trudno usłyszeć swoje własne myśli. Szum świata wokół rozprasza skupienie. Wołanie o uwagę rozlega się z każdej strony: Mamo, nudzę się! Mamo, nie rozumiem tego zadania! Mamo, gdzie jest młotek? Mamo, nakarmisz moje myszki, bo ja już muszę wychodzić? Zapłaciłaś za prąd? Co dziś na obiad? Nie ma już bułek? Widziałaś gdzieś klucz do świec?

Coś się zepsuje, coś zagubi. Zarasta żywopłot, rośnie trawa, chwasty zarastają grządki. Gdaczą kury, szczekają psy, miauczą koty, skrzeczą papugi… Nawet rybka cichym pluskiem zwraca na siebie uwagę. I wszyscy czekają na reakcję, na pomoc, odpowiedź. Zawsze na pierwszej linii walki o codzienne, lepsze życie swoich bliskich.

Nieskończone pokłady cierpliwości są potrzebne do stawiania czoła wszystkim tym wyzwaniom. Nie zawsze się uda spełnić pokładane nadzieje, zrobić niezbędne, zrobić dokładnie. Pytania o czas dla siebie nie mają sensu, schować się nie ma gdzie przed światem. Zaraz odnajduje człowieka wyrzut sumienia, że szkoda marnować czas, że można spożytkować go inaczej. Nigdy nie wiadomo ile nam czasu zostało dane, ile zdążymy zrobić.

Pamiętam z dzieciństwa chwile, gdy wieczorem gasło światło i wiadomo było, że nie wiadomo kiedy włączą. Siadaliśmy wtedy przy stole całą rodziną i graliśmy w karty. W różne gry. Często wtedy prosiliśmy rodziców, żeby opowiedzieli nam coś z naszego dzieciństwa. Chcieliśmy słuchać o sobie, o swoim życiu sprzed lat, o tym, czego nie pamiętamy już. Czasem wielokrotnie prosiliśmy o tą samą opowieść. Zdarzało się też, że rodzice opowiadali nam o swoim dzieciństwie. To były niezapomniane chwile.

Chciałam to przenieść do swojego domu i nie udało się. Światło nie gaśnie już tak często jak kiedyś (kto by pomyślał, że można za tym zatęsknić!), album ze zdjęciami nie przyciąga wzroku dzieci tak łatwo jak ekran telefonu, komputera czy telewizora. Moja propozycja przegrywa w starciu z elektroniką. Jestem zbyt wolna, za mało we mnie ruchu i koloru. Bo głośna to jednak potrafię być!

Nie chcą słuchać, więc nie opowiadam. Czekam na chwilę, gdy do tego dorosną. Choć patrząc na współczesny świat widzę, że niektórzy dorośli nie wyszli nigdy ze swojej piaskownicy i jeszcze tłumaczą wszystkim wokół, że to w porządku, że tak ma być. Za duża ilość zabawek wypacza i dzieci i dorosłych.

Chciałabym, by dzieci mnie znały nie tylko jako matkę, ale także jako człowieka. Do tego potrzeba poznania historii rodziny, wydarzeń, które miały wpływ na podjęte decyzje, które ukształtowały światopogląd, zmieniły ścieżki życia. Co było ważne, a co nie miało żadnego wpływu. Gdzieś w tle myśl się pojawia, że może opowieść o błędach przeze mnie popełnionych pomogłaby moim dzieciom uniknąć podobnych wpadek? Choć najlepiej zapamiętuje się lekcje odebrane osobiście, to jednak każdy rodzic chciałby oszczędzić bólu własnemu dziecku. Chociażby tylko przez opowiadanie o swoich potknięciach.

Klucz do poznania tkwi w rozmowie i obserwacji. Spójności obu tych elementów. Chęci do mówienia i chęci do słuchania. Wyrozumiałości i empatii. Zrozumienia, że czasami nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na zadane pytanie.

Jaka jestem? Różna. Czasem za dużo mówię, a czasem nie odezwę się, choć powinnam. I potem mam żal do siebie. Raz jestem pełna entuzjazmu, ale zdarza się, że mam wszystkiego dość. Lepsze i gorsze dni są udziałem każdego człowieka. Staram się jednak cały czas czegoś nowego nauczyć, rozwijać, chcę dążyć ku lepszemu, bo stanie w miejscu oznacza jednak krok wstecz. Tę cechę przede wszystkim chciałabym pokazać i przekazać swoim dzieciom.

 

grafika:  Gerd Altmann Pixabay

O autorze

Beata Bogusz

Beata Bogusz

Żona z ponad 20-letnim stażem, matka czwórki dzieci, z wykształcenia chemik, z zamiłowania zielarka, obecnie pracująca jako człowiek od wszystkiego w domu, obejściu i ogrodzie. Uwielbia czytać książki, czasem nawet do późnej nocy.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: