Społeczeństwo

Jesień życia

Jadąc na Mszę Świętą, każdej niedzieli mijamy po drodze kilka domów opieki dla osób starszych. Zachęcają ogłoszeniami rozwieszonymi na płotach. „Spokojne miejsce, dobra opieka, ciekawe towarzystwo”…
Ze zdjęcia zamieszczonego obok spoglądają na nas starsze osoby w otoczeniu dzieci. Wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni…
Kiedyś wzięłam do ręki lokalną gazetę i znalazłam tam kilkadziesiąt ogłoszeń w stylu: „Nasz dom skierowany jest do osób, dla których bardzo ważny jest najwyższy standard usług oraz życzliwość obsługi. Chcemy, żeby osoba bliska Twemu sercu cieszyła się życiem z dala od trosk, wśród przyjaznych dla siebie ludzi. Rodzina atmosfera Chcemy, aby czas spędzony u Nas był dla każdego z Twoich bliskich satysfakcjonujący”.
Albo:oferujemy całodobową opiekę pielęgniarską, rodzinną atmosferę, kontynuację leczenia farmakologicznego, indywidualne podejście do każdego pensjonariusza, domową kuchni”…
Te ogłoszenia w gazecie spowodowały, że zaczęłam przyglądać się temu tematowi bliżej. Okazuje się, że istnieją specjalne informatory, które są kopalnią wiedzy na ten temat. Wymienione są tam i wyszczególnione według województw ośrodki opieki. Są specjalne strony internetowe. Na uczelniach otwierane są nowe kierunki o specjalizacji geriatrycznej, a nawet studia podyplomowe.

Od kilku lat demografowie ostrzegają, alarmują. Nasze społeczeństwo się starzeje. W Polsce można zaobserwować zmieniający się model społeczny, w którym tradycyjna wielopokoleniowa rodzina jest coraz rzadziej spotykana. Młodsze pokolenie, poświęcające na pracę i karierę więcej czasu niż ich rodzice czy dziadkowie, coraz chętniej dopłaca do emerytur rodziców, by zapewnić im dobrą opiekę. Z kolei osoby urodzone w czasie wyżu z lat 50‑tych ubiegłego wieku, nie chcą być zdani jedynie na opiekę swoich dzieci.
Inne zjawisko społeczno-demograficzne wiąże się z setkami tysięcy, głównie młodych Polaków, którzy w ostatnich latach wyemigrowali do Europy Zachodniej i nie są w stanie zajmować się swoimi rodzicami.

Jest taka sztuka  Edmunda Morrisa „Drewniana miska”. Kiedyś oglądałam ją teatrze telewizji pod zmienionym tytułem „Drewniany talerz”. Warto ją zobaczyć, przemyśleć.
Drewniana miska – symbol niepotrzebnej, uciążliwej nawet dla własnych dzieci starości. Je z tej drewnianej miski stary Lon. Z drewnianej miski, bo tłucze talerze. Nie ze złości. Wbrew temu, co mówi, jest jut zniedołężniały, ma 80 lat. Sztuka pokazuje banalny konflikt między teściem, a synową.
Ale czy to tylko banalny konflikt? To dramat. Każda z postaci sztuki przeżywa jakiś swój dramat, związany ze starym Lonem. I każda ma tam jakieś subiektywne racje.
Ale tu nie wolno dopuszczać racji subiektywnych. Trzeba odrzucić precz drewnianą miskę, trzeba znaleźć miejsce dla starości innej, niż w „Przystani dla osób starych na wzgórzu Alamo”, starej ruderze dla starych nędzarzy, biedniejszych od najbiedniejszych biedaków, bo skazanych na starość bez rodzinnego ciepła,
Stary Lon odchodzi z podniesionym czołem. W tej najcięższej chwili jego życia dodała mu siły wnuczka, Suzie, która chce się nim zaopiekować. Pomocy nie przyjmie, ale ten jeden odruch ludzkiej dobroci starczy mu na resztę wygnania z życia w domu starców.
Tak, jak do końca życia syn jego Glen i synowa Klara będą mieli przed oczyma drewniana miskę.
Dziadek już z nimi nie mieszka. Synowa chce wyrzucić tę starą, drewnianą miskę.
Na to nie pozwala jej córka mówiąc: „zachowam ją. Dla was” – kończy spektakl Suzie, zwracając się z miską do rodziców…

Photo credit: Foter.com

O autorze

Joanna Jakubowska

Joanna Jakubowska

Z wykształcenia dziennikarz, z miłości żona i mama piątki dzieci: Karol — 10 lat, Mikołaj — prawie 8; Dominik 6, Klara 4,5; Kornelia 2 lata.
Zajmuję się domem i dziećmi — wychowuję je razem z mężem Bronisławem. Lubię czytać książki, fotografować. Od niedawna odkryłam uroki ogrodu — sadzę i sieję kwiaty, aby wokół było kolorowo.

Prowadzę blog:
http://podrodzinnymdachem.blogspot.com

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: