Historia

King Kong na bolszewików

Co łączy Kazimierza Pułaskiego, asów lotnictwa polskiego z wojny bolszewickiej 1920 roku i King Konga? Młody Amerykanin, kapitan Merian C. Cooper. Jak to możliwe?

tak rodzinie Urodzony 24 października 1894 roku w Jacksonville na Florydzie, Merian od najmłodszych lat wychowany był w kulcie przodka, pradziada, pułkownika Johna Coopera, który na własnych plecach wyniósł z pola bitwy pod Savannah rannego przyjaciela, generała Kazimierza Pułaskiego. Przy pułkowniku Cooperze Pułaski wydał ostatnie tchnienie.

POMOC DLA LWOWA
Od najmłodszych lat Meriana Coopera ciągnęło do wojska. We wrześniu 1917 roku ukończył szkołę lotniczą na Long Island w Nowym Jorku i został skierowany na front pierwszej wojny światowej. Rok później zestrzelony nad Niemcami, jako jedyny ocalał. Poparzony, dostał się do niewoli.
Po zakończeniu wojny Cooper niósł pomoc humanitarną zniszczonej Europie. Trafił do misji żywnościowej we Lwowie. „Walczyłem wspólnie z batalionem Polaków z Poznania. Po paru dniach ciężkich walk udało nam się otworzyć połączenie kolejowe i drogowe, przewiozłem więc mąkę i żywność […]. Stwierdziłem, że Lwów rzeczywiście głodował, ale nie złamało to ducha polskich mieszkańców”. Cooper przekonał się naocznie, że bardziej od żywności Polska potrzebuje wsparcia wojskowego. Na początku maja 1919 roku z poznanym we Lwowie generałem Tadeuszem Rozwadowskim Cooper udał się do Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego i zaoferował mu, że zrezygnuje ze służby w armii amerykańskiej i wstąpi do polskiego lotnictwa. Wspominając tę rozmowę, Amerykanin powiedział, że [Piłsudski początkowo zrozumiał, iż chcę zostać najemnikiem i skrzywił się, a ja] „zerwałem się na nogi i powiedziałem mu, że nie przyjmę żadnego awansu, póki nie zasłużę na to w walce, i że nie przyjmę ani centa ponad to, co otrzymuje polski oficer. Płomienne, wiercące oczy Marszałka patrzyły na mnie przez sekundę, a potem wstał i uścisnął mi rękę”.

ESKADRA „KOŚCIUSZKI ”
W Paryżu, dokąd Cooper udał się w celu demobilizacji, wpadł na pomysł stworzenia „Kościuszko Squadron” – ochotniczej eskadry pilotów amerykańskich walczącej w Polsce. Potraktował to jako swego rodzaju „spłatę długu za Kościuszkę i Pułaskiego”, a na znak wybrał trzynaście amerykańskich pasów i gwiazd oraz skrzyżowane swojskie kosy i czerwoną krakowską rogatywkę z pawim piórem z czasów insurekcji 1794 roku.
Wkrótce mieszany amerykańsko-polski (sześciu Amerykanów i trzech Polaków) 7. Dywizjon Lotnictwa Wojskowego rozpoczął regularne patrole polskiego nieba. Choć z początku dowództwo polskie niezbyt przychylnie patrzyło na ów nowy rodzaj broni, jakim jawiło się wówczas lotnictwo, wkrótce dokonania Coopera i jego kolegów zmieniły poglądy skostniałych mundurowych decydentów.
Rozpoczęta w kwietniu 1920 roku polska ofensywa, walki o Kijów, zwalczanie pociągów pancernych, a przede wszystkim stałe nękanie 1. Konnej Armii Budionnego, pokazały całą siłę nowej formacji, niezastąpionej w kwestii rekonesansu i wsparcia. Podobnie podczas bolszewickiej kontrofensywy samoloty Coopera i kolegów zapobiegły wielkim stratom i wspierały odwrót polskich jednostek. 13 lipca 1920 roku kapitan Merian C. Cooper nie powrócił z lotu. Oczywiście eskadra ponosiła straty, ale żeby zastępca dowódcy i tak doświadczony pilot… Okazało się, że kapitan samotnie zaatakował duży oddział kawalerii Budionnego pod Równem i seria z taczanki trafiła w silnik jego maszyny. Samolot spadł, ale pilot, mocno poobijany, przeżył katastrofę.

U PIŁSUDSKIEGO
Kozacy, którzy wyciągnęli „przeklętego Polaka” z wraku, chcieli go natychmiast rozstrzelać. Cooper nie stracił jednak głowy. Znając kilkadziesiąt słów po ukraińsku, przekonał Kozaków, że jest biednym robotnikiem siłą zaciągniętym do burżuazyjnego wojska, a na poparcie swoich słów pokazał ręce z bliznami po oparzeniach z 1918 roku.
Trafił do sowieckiego więzienia w Moskwie. Zimą 1921 roku podczas pracy przy zbiórce drewna obok toru kolejowego, wykorzystując nieuwagę strażników, zdołał uciec wraz z dwoma polskimi kolegami- -jeńcami. Po przejściu pieszo ponad 700 kilometrów, w kwietniu 1921 roku dotarł do Rygi na Łotwie. 10 maja wraz z innymi pilotami swojego dywizjonu zameldował się w Belwederze u marszałka Józefa Piłsudskiego, który z całą serdecznością udekorował Meriana C. Coopera, teraz już podpułkownika, Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych z dwiema belkami.
Po zakończeniu wojny Cooper powrócił do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował jako dziennikarz, reżyser filmowy i producent w Hollywood. Jego najbardziej znanym filmem jest… „King Kong” z 1933 roku. W jednej ze scen, kiedy olbrzymi goryl dociera na szczyt wieży Empire State Building, atakują go samoloty. Za sterami jednego z nich zasiada Merian C. Cooper, kawaler orderu Virtuti Militari, bohater wojny bolszewickiej 1920 roku. To właśnie on zabił King Konga.

PS Po drugiej wojnie światowej Merian C. Cooper (w 1950 roku) został awansowany do stopnia generała brygady. Jego syn Maciej Słomczyński znany jest polskim czytelnikom kryminałów jako Joe Alex.

Photo: Foter / Public Domain Mark 1.0

O autorze

Andrzej Łukasiak

Andrzej Łukasiak

Publicysta, grafik, historyk, miłośnik Polski szlacheckiej, fantasy i muzyki lat 50. i 60., współautor systemu fabularnego "Dzikie Pola", szczęsliwy mąż, ojciec sześciorga dzieci.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: