Świadectwa

Legendarna Emilia Jasnogórska

Pani Profesor odeszła z tego świata 14 marca. W dniu liczby „PI”! W wigilię śmierci Cezara, Juliusza Cezara. Po przeżyciu osiemdziesięciu czterech lat życia. Ksiądz Dariusz Gącik mówił podczas kazania o górach, na których spotykamy Jezusa. Górach, na których odkrywamy sens swojego życia. Góra Powołania i Góra Słowa. Góra Przemiany i Góra Samotności. Góra Cierpienia i Góra Wniebowstąpienia. I jeszcze o tym uroczym wierszyku, który wygłosiła Nasza Pani Profesor na prymicjach:

A gdy się wprawicie,

To mi na pogrzebie mowę wygłosicie…

O tym odejściu Pani Profesor Emilii Molskiej z kazimierskiego liceum powiedziano wiele pięknych i mądrych słów. Jakby każdy uczestnik żałobnej liturgii chciał dodać coś od siebie, jakiś okruch pamięci, iskierkę, która w sercu została. Raz po raz pojawiał się refren: Pani Profesor, już za życia legendarna! Wypada też dodać – „Jasnogórska”, ponieważ wiadomość o śmierci znakomitej polonistki z LO Marii Skłodowskiej Curie w Kazimierzy Wielkiej podawano sobie z ust do ust – z serca do serca – podczas pielgrzymki maturzystów na Jasną Górę. Przy Sercu Czarnej Madonny…

Tak o tym piszę, jako wychowanek Pani od Polskiego, który też stał się polonistą. Trochę mimo woli, przypadkowo, ale trudno… stało się i nie żałuję.

W Kazimierzy Wielkiej i w Ręcznie (w rodzinnej parafii, gdzie spoczęła Nasza Pani Profesor, obok swojego męża, Władysława Molskiego) myślałem o pierwszym spotkaniu w murach liceum. Pierwszego września Roku Pańskiego 1985. Jako wybitny absolwent kazimierskiej „Trójki” (obecnie szkoły, której patronuje Święty Jan Paweł II), zajmujący się kopaniem piłki i czytaniem każdego rodzaju literatury z wyjątkiem lektur – dostałem się pod przyjazne skrzydła mądrej Pani Profesor. A ta ruszyła z kopyta:

RÓB COŚ!

KOCHAJ KOGOŚ!

NIE BĄDŹ GAŁGANEM!

To były pierwsze notatki, które nakazała nam zapisać – a potem zrealizować! I tak każdego dnia, i tak każdego roku…! Z tym Norwidem, Herbertem, Cortazarem. Z Mater dolorosą od Wittlina. I z Gałczyńskim, żeby ocalić od zapomnienia. I z jeansowym Edwardem Stachurą, bo wędrówką życie jest człowieka.

Straszne to były czasy dla młodych serc, Pani Profesor – i strasznie piękne!

Coś tam próbujemy robić. Żeby żyć naprawdę, a nie być tchórzem i leniem. Kochamy jak umiemy. Pana Boga i człeka drugiego. Te dwie nauki staramy się wypełniać. Ale najtrudniej nam idzie z tym ostatnim… Już chyba do końca gałganami zostaniemy!

 

Enguerrand Quarton (Charonton), Pietà de Villeneuve-lès-Avignon (1455)

O autorze

ks. Stefan Radziszewski

ks. Stefan Radziszewski

Urodzony w 1971 r., dr hab. teologii, dr nauk humanistycznych, prefekt kieleckiego Nazaretu; miłośnik św. Brygidy Szwedzkiej i jej Tajemnicy szczęścia oraz Żółtego zeszytu św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Czciciel s. Wandy od Aniołów.

1 Komentarz

  • Drogi Stefanie,
    pomiędzy „Kochaj kogoś” a „Nie bądź gałganem” było jeszcze: „Żyj poważnie!”… Poważnie to znaczy z szacunkiem dla każdej chwili, każdej myśli, każdego słowa, obrazu, wzruszenia…, a przede wszystkim dla każdego człowieka!
    Właśnie kupiłam kartki na Wielkanoc, pierwszą zawsze pisałam do Pani Profesor! Pierwszą zawsze dostawałam od Niej… Będzie mi brakowało tego: „Żywot nasz ciągle łaskawy!”, które brzmiało radośnie, optymistycznie i kojąco, i tej niezwykłej pamięci, serdeczności, uwagi…
    Ot, my z niej Wszyscy!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: