Wiara

List do Świętego

W pierwszym słowie pragnę o motylku, w drugim słowie o niebie, a w trzecim o słoniach. Latających słoniach. Oczywiście nie myślę o słoniach „służących” w armii Hannibala, które tak sprytnie pokonał Scypion Afrykański podczas bitwy pod Zamą (19 października 202 r. przed narodzeniem Chrystusa). Druga wojna punicka, jazda kartagińska rusza do szarży, słonie za chwilę rozbiją w puch rzymskie legiony. Zwycięskie słonie biegną, tymczasem Rzymianie hałasują. Robią raban – i po słoniach…! Przestraszone zwierzęta czmychają z pola bitwy. Ale ja przecież nie o słoniach…

Piszę do Ciebie, Drogi Grzegorzu, a nawet Grzegorzu Wielki, święty Grzegorzu Wielki, sprowokowany twoim stanowczym napomnieniem: Głupi, kto zamiast iść do nieba, biega za motylkiem. Myślę, że w swoim życiu ganiam nie tyle za motylkiem, co za słoniem, a nawet całym Stadem Latających Słoni. Gdziekolwiek zatrąbią, tam już gonię i cwałuję jak Młoda Mrówka, która haruje i tyra, aby… otrzymać Złoty Medal Dla Wybitnych Przedstawicieli Różowego Mrowiska. Albo jak Młoda Krówka, która myśli, że jest mrówką, gdy tymczasem na selfie zawsze pojawia się Latająca Krowa Kosmitka.

Dlatego dzisiaj, w ten dzień jak co dzień, piszę do Ciebie, mądry papieżu, który wskazujesz drogę do nieba. Nie wiem, czy wiesz, ale przynajmniej posłuchaj. Tak często bywa w naszym życiu, które powinno być drogą do nieba. Najpierw spada na nas nieszczęście. I jak wiadomo, to dopiero początek: potem spada drugie, i trzecie… bo nieszczęścia chodzą parami, trójkami, stadami… Najpierw spada nieszczęście, a potem my spadamy w ciemność. Żyjąc w cieniu tragedii, zaczynamy odczuwać rosnącą złość. Do Boga. Do ludzi. Do siebie samego. Drażni mnie Ten Miłosierny, Który Nie Podał Mi Pomocnej Ręki. Ja, maleńka mrówka ludzka, błagałem, a On nic. Milczący Władca nie zwrócił uwagi na moje wołanie.

Dlatego ja, ludzka mrówka, rozwijam skrzydła i krzyczę w stronę płonących promieni: Jestem motylem, któremu nie straszne żadne armie słoni, dam sobie radę, nie potrzebuję pomocy Najwyższego. Codzienną modlitwę zamieniam na czytanie gazet (Jean d`Ormesson) i dołączam do grona krytyków Boga. Najpierw żyję obok, potem jest bez, aż w końcu nadchodzi przeciwko. Życie obok Boga – życie bez Boga – życie przeciwko Bogu. Trzy etapy niczym trzy linie w rzymskim legionie. Hannibal podaje mi rękę i składa gratulacje: Cóż za frapująca metamorfoza – z motylka słoń! Zapraszam do mojej armii.

A zatem drżyj, Scypionie, my słonie nie jesteśmy głupie, doskonale wiemy, że niebo to dobre miejsce dla naiwnych.

PS. Niestety, redakcja nie otrzymała odpowiedzi na smutny list MrówkoSłonia. Widocznie Grzegorz Wielki uznał, że zdanie Głupi, kto nie idzie do nieba, nie wymaga wyjaśnień. Chociaż istnieje dobry komentarz: Nikt nie idzie do nieba sam (święty Brat Albert). Nikt nie idzie do nieba sam – również w naszych czasach, pełnych nienawiści do Boga i do Kościoła, nienawiści do modlitwy i do sakramentów, nienawiści do kapłaństwa i do kapłanów. Nienawiści do małżeństwa, do rodziny i do życia.

Święty Grzegorzu Wielki, nie opuszczaj nas, ludzkich mrówek, i prowadź drogami mądrości!

O autorze

ks. Stefan Radziszewski

ks. Stefan Radziszewski

Urodzony w 1971 r., dr hab. teologii, dr nauk humanistycznych, prefekt kieleckiego Nazaretu; miłośnik św. Brygidy Szwedzkiej i jej Tajemnicy szczęścia oraz Żółtego zeszytu św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Czciciel s. Wandy od Aniołów.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: