Być mamą, być tatą

Mama kontra frustracja

“W pracy odpoczywam, nie jestem w stanie wytrzymać psychicznie z dziećmi”, usłyszałam ostatnio od mamy dwójki (4 i 2 lata).

Bardzo mnie to zastanowiło. To trochę podobnie jak ze sformułowaniem, że „coś mnie doprowadza do szału”. Szał zostaje zapodmiotowiony w kimś drugim. To język, który nie przypisuje nam mocy sprawczej, odpowiedzialności. Tu – coś strasznego i nie do wytrzymania jest w dzieciach. A przecież to nieprawda. Przecież to my, dorośli, modelujemy zachowania dzieci i jesteśmy po to, by im pomagać sobie radzić z trudnymi emocjami. Coś więc tutaj się wymieszało.

Myślę, że irytacja jest serdeczną siostrą frustracji. O ile te panie są zdolne do ciepłych uczuć. 🙂 Pewnie ma wiele przyczyn i część z nich leży w naszych przekonaniach i oczekiwaniach, które nie do końca są zgodne z realiami. Jak wtedy, gdy żona oczekuje, że mąż czy dzieci będą „jacyś”. Na przykład że dzieci będą siedziały nieruchomo i układały puzzle (dwa tysiące kawałków), a mąż zamieni się w najlepszą przyjaciółkę. Więc otwarcie się na rzeczywistość (i uchwycenie jej piękna w tym, co inne niż oczekiwania) jakoś z irytacji może leczyć.

Druga rzecz, to nasze potrzeby. Irytacja mówi nam, że jakieś ważne potrzeby nie zostały zaspokojone. Jak wtedy, gdy lista zadań permanentnie wykreśla odpoczynek i rozpoczyna się nasza jazda na oparach. I czekamy, aż ktoś powie: „zdrzemnij się”, „idź wcześniej spać”, „odpocznij”, „robota nie zając”. Ale tak jak „doprowadzanie do szału” nie jest odpowiedzialnością innych, podobnie mój odpoczynek, moja drzemka, moja lektura – leżą w sferze mojej własnej odpowiedzialności.

Dobrego odpoczynku – i byśmy dali się pozytywnie zaskoczyć temu, co inne niż chcieliśmy.

O autorze

Małgorzata Rybak

Małgorzata Rybak

Żona Andrzeja, mama trójki dzieci, z wykształcenia anglistka; w latach 2011-17 związana z Fundacją Pomoc Rodzinie i warsztatową formą pracy z małżeństwami. Autorka książki "Raz się żyje. Przewodnik po work-life balance", którą napisała z ks. Jarosławem Szymczakiem. Pisze i publikuje od lat. Prowadzi warsztaty rozwojowe oraz własnego bloga na stronie malgorzata-rybak.pl.

1 Komentarz

  • Droga Pani Redaktor,
    “W pracy odpoczywam, nie jestem w stanie wytrzymać psychicznie z dziećmi”. Z tego zdania wcale nie wynika, że Matka zrzuca odpowiedzialność za swój stan psychiczny na dzieci. Wręcz przeciwnie. Sama przyznaje, że to ona „nie jest w stanie”. Zawsze obejmuję ciepłą troską i pełnym zrozumieniem osoby w takim stanie. Bo życie to nie jest odcinek rodzinki/pl. Sama również pracuję w zawodzie tym wystudiowanym i wyspecjalizowanym i uważam, że w pracy mentalnie odpoczywam! Prowadzę rozmowy z wykształconymi ludźmi, efekty mojej pracy służą ludziom, są widoczne i przydatne. Nie mówiąc o tym, że w pracy mogę odebrać telefon i porozmawiać w spokoju, wypić gorącą herbatę, zjeść lunch w spokoju. No i mieć stały zarobek i ubezpieczenia. Tymczasem obowiązki domowe są … poniżej pewnego poziomu intelektualnego. Oczywiście miło usłyszeć „Mamo pycha ta zupa” ale to nie jest szczyt mojej ambicji, aby smażyć naleśniki i prasować. Wychowanie dzieci to ciężka praca, której efektów nie widać od razu. Jednak dużo prawdy jest w stwierdzeniu, że szczęśliwa i spokojna mama to szczęśliwe i spokojne dzieci. U nas się to sprawdza. Dlatego Drogie Panie Czytelniczki, aby nie frustrować się działaniami poniżej swojej ambicji i nie przelewać tego żalu na rodzinę, można odnaleźć równowagę psychiczną dzięki podzieleniu czasu na pracę zawodową i najukochańszą pracę z własnymi dziećmi.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: