Wiara

Między dietą a postem

Zasłyszane w aptece:
„Poszczenie w Wielki Post i jakieś postanowienia z tej okazji to średniowiecze jakieś, żyjemy w XXI wieku, a ludzie tacy ociemniali!”
Ta sama kobieta parę zdań później:
„Ja do fryzjera to umówiłam się w pełnię księżyca, bo wtedy włosy ładniej rosną(…) Wie pani, na zapalenie oskrzeli najlepiej przykładać sobie kryształ do szyi, a nie brać jakieś trujące antybiotyki”
[źródło: Facebook]

Mama przeczytała ten dialożek w jakimś fejsbukowym komentarzu (Mama przeprasza autora, ale go nie zapamiętała; cytat przywołany z pamięci) i zadumała się nieco, bo od jakiegoś czasu ze smutkiem obserwuje gwałtowną przemianę naszej kultury z już nawet nie chrześcijańskiej, a post chrześcijańskiej na stricte pogańską, zabobonną. Widzimy triumfalny powrót pogańskich obrzędów, które wydawały się zasypane pyłem wieków, a które są stopniowo ekshumowane ze swoich grobowców i ożywiane mocą jakichś czarnoksiężników.

Do Stonehenge powrócili druidzi, a w Olsztynie obchodzi się Jare Gody ku czci Peruna i Mokoszy; stowarzyszenie Rodzima Wiara proponuje odgonienie złych mocy przy blasku ognia i dźwięku klekotania drewnianych kołatek. Naprawdę, gdyby ktoś 20 lat temu przekonywał Mamę, że do tego dojdzie,  nie byłoby tego bloga, bo Mama dawno umarłaby ze śmiechu.

Nasz przedziwny świat, wyrzucający Kościół do lamusa i oddający pokłon słońcu i matce ziemi…Sława bogom…

Jak więc przechodzić ten obciachowy, średniowieczny Wielki Post, kiedy zawalają nas kontr propozycjami umartwień tak drakońskich, że wskazania Kościoła wydają się przy nich jak kaszka z mleczkiem. My, katolicy, utknęliśmy gdzieś miedzy dietą oczyszczającą a postem, pomiędzy medytacją transcendentalną a kontemplacją, pomiędzy pozytywnym myśleniem a wdzięcznością Bogu.

Mama, która od dwóch lat jest na dosyć restrykcyjnych dietach, sama złapała się na dywagowaniu, jak by tu jakoś bardziej popościć. No bo cukier Mama odstawiła, łącznie z konfiturami i miodem; na tak zwane słodycze Mama czeka do weekendu, podobnie jak na kawę. Tłuszcze Mama ogranicza, nawet jajecznicę zaczęła robić na wodzie… Przyzwyczaiła się Mama do tej ascezy.  Mama zauważyła, że to właśnie przyzwyczajenie i rutyna staje się większym umartwieniem, niż sam brak ulubionego pożywienia. Trudno jest wytrzymać przez dłuższy czas nudę jedzenia wciąż tego samego, bez żadnego urozmaicenia. Mama stara się przy tym, aby to były naprawdę potrawy maksymalnie proste i, tak właśnie, ubogie. Już sama świadomość, że dla nas, beneficjentów pierwszego świata, szczytem postu jest posiłek składający się ze świeżego chleba i czystej wody, podczas kiedy dla milionów ludzi czysta woda jest nieosiągalnym marzeniem…nie mówiąc już o chlebie… Sprawić, aby w dzisiejszym świecie, pełnym najwymyślniejszych książek kucharskich i blogów kulinarnych, w którym kucharze stają się światowymi gwiazdami celebrytyzmu, jedzenie wróciło na swoje miejsce, ważne – ale nie najważniejsze. Czy Panu Bogu potrzebna jest nasza wstrzemięźliwość? Bynajmniej. To nam jest ona potrzebna. Wybieramy post nie po to, żeby szukać cierpienia, tylko żeby panować nad pewnymi skłonnościami. Jeden z ojców pustyni, Ewagriusz z Pontu, mówi na przykład, że człowiek obżarty nie jest w stanie dobrze myśleć, a już na pewno nie jest w stanie dobrze się modlić, o ile w ogóle jest w stanie się modlić. Kiedy pościmy, oczyszcza się nie tylko nasze ciało, ale również nasz umysł i nasza dusza. Nasze oczy są w stanie więcej zobaczyć, jakby przestrzeń wokół zrobiła się bardzie przejrzysta, jakby wokół nas uniosła się mgła. Oddajemy Jemu coś, co naprawdę do nas należy, nasze prawo do wygody, żeby pokazać Mu, jak bardzo Go kochamy. Śmieszne rzeczy: poranna kawa, łyżeczka cukru, tost z konfiturą z pomarańczy. Jak przedszkolaki ze swoimi laurkami… Póki się nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie… Kiedy jednak Mama słyszy od Taty – Nie zjesz ze mną? To chociażby miała najszczytniejsze plany umartwienne, siada i zjada z nim tego kotleta, czy tę tartę, czy cokolwiek tam innego. W końcu chodzi tu o miłość, prawda? To jest ten post, który wybieram.

Wielki Post daje nam szansę na ponowne stanie się czystą kartką; pozwala nam wiele spraw zacząć na nowo.

Post pomaga nam  oczyścić się z pewnych zachcianek, uwolnić się od rzeczy, których się kurczowo trzymamy. Post skłania do zadania sobie takich pytań: Czy ja jestem tylko zwierzęciem, czy jestem jednak czymś więcej? 

Jeżeli jesteśmy czymś więcej, to nasz rozum i nasza wola są w stanie zapanować nad zmysłami. Czy jesteśmy tylko jednym z wielu  ssaków, czy jednak zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga? Czy my kontrolujemy swoje zachcianki, czy raczej one kontrolują nas? Czy naprawdę musimy je spełnić? Nie musimy. Jak wiadomo, wszystko możemy, ale zdecydowanie nie wszystko przynosi nam korzyść. Jak więc mamy pościć?

Pościmy, dotrzymując terminów, na które się umówiliśmy. Pościmy, przyjmując wymówki męża, który od tygodnia prosi o jedną rzecz do załatwienia, a o której notorycznie zapominamy. Pościmy, nie krytykując tych wszystkich ludzi, których uważamy za beznadziejnych. Pościmy, zaczynając i kończąc pracę w wyznaczonym czasie. Pościmy, nie tracąc czasu na oglądanie filmików w internecie. Pościmy, odkładając wszystko na miejsce. Pościmy, wstając rano na tyle wcześnie, że mamy czas na spokojne pościelenie łóżka i przygotowanie rodzinnego śniadania. Pościmy, ustalając w swoim grafiku czas na codzienną modlitwę: piętnaście minut z 24 godzin. Drobne rzeczy. Najtrudniejsze rzeczy.

Jednak w tych wszystkich postanowieniach musimy zachować pewną ostrożność. Nie chodzi o to, aby udowodnić sobie i światu, że posiadamy super silna wolę i żadne wyrzeczenia nam nie straszne. Jeśli decydujemy się na praktykowanie postu chrześcijańskiego, to powinniśmy mieć przed oczami Jezusa przebywającego na pustyni. Jezus był tam kuszony przez Szatana, więc dlaczego my mielibyśmy uniknąć takiej próby? Szatan to nie idiota, zawsze zaczyna od najbardziej podstawowej potrzeby, czyli od chleba. Wiadomo, jak trudno się oprzeć pokusom związanym z jedzeniem, zwłaszcza, kiedy ktoś jest naprawdę głodny. Jeśli uda się komuś zrezygnować z chleba to już myśli, że jest mocarzem, supermenem, herosem. Wpada w taką pułapkę samouwielbienia, pompuje się własną mocą. Na to tylko czeka diabeł i uderza w bardzo czuły punkt, w osobowość. Mówi – Hej, możesz być jeszcze bardziej wyjątkowy. Skoro nie poddałeś się tej pokusie, a nie każdy to potrafi, to jesteś naprawdę świetny. Przenosi wtedy takiego domorosłego supermena na narożnik świątyni i zachęca -Skacz, no, skacz, przecież cię złapią. Wtedy często ten człowiek czuje się tak wybrany, ma tak napompowane ego, że gotów jest uwierzyć we własną wyjątkowość i skoczyć. Znamy smutne historie takich upadków. Nasz post nie może karmić naszej próżności ani naszej pychy. Paradoksalnie często bywa tak, że jeśli zdarzy nam się przegrać walkę z naszymi zmysłami, zaczynamy mieć bardziej realny obraz samych siebie, uczymy się zdrowej pokory i jeszcze zdrowszego dystansu do własnych dokonań. Poczucie własnej słabości, niewystarczalności jest dla nas cenne, bo zawraca nas z drogi pogardy drugim człowiekiem. JA potrafię, a on nie. JA nie jem mięsa w piątek, a on je. Gorszę się i nadymam jednocześnie.

Wielki Post jest chyba jednak dla nas przede wszystkim wędrówką. Nie jest sztuką dla sztuki, ale drogą do celu, przejściem do Ziemi Obiecanej. Doświadczenie umartwienia, trudności, słabości ciała przygotowuje nas na doświadczenie Zmartwychwstania Jezusa i tego wszystkiego, co Zmartwychwstanie oznacza i obiecuje.

 I otrze z ich oczu wszelką łzę,
a śmierci już odtąd nie będzie.
Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu
już [odtąd] nie będzie,
bo pierwsze rzeczy przeminęły.

I rzekł Zasiadający na tronie:
«Oto czynię wszystko nowe».

W starożytności Wielki Post był, ale jest i dzisiaj, czasem katechumenów, ostatnim etapem przygotowania do chrztu, z ważnymi wydarzeniami i obrzędami, które kończą się w Wielkanoc sakramentem chrztu. Dla już ochrzczonych jest czasem odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych. Wymowa tych odwiecznych rytuałów jest taka: stajemy się na nowo chrześcijanami, z Chrystusem przechodzimy ze śmierci do życia. Odnawiamy nasze życie, a ono prowadzi nas do celu, który po ludzku nazywamy Niebem. Biblia i tradycja chrześcijańska często przedstawiają Niebo jako wspaniałą ucztę. I tak oto przez post zmierzamy ku uczcie! Mam nadzieję, że kiedyś wszyscy się tam spotkamy.

Popatrzmy przez chwilę na tę zapowiedź nowej ziemi, chociaż muzyka Oli Gjeilo potrafi przenieść prosto do nieba.

O autorze

Katarzyna Głowacka

Katarzyna Głowacka

Mama piątki dzieci, babcia jednego wnuka; z zawodu doradca rodzinny, z upodobania blogerka (Mama w dużym brązowym domu) oraz nałogowa czytelniczka. Mieszka z rodziną w podwarszawskim Józefowie.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: