Społeczeństwo

Mieszkam w Krakowie i cieszę się na ŚDM

Poniżej publikujemy list, który wpłynął do naszej redakcji w związku ze Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie

Wśród moich znajomych panuje przerażenie na myśl o ŚDM. W rozmowach towarzyskich od kilku miesięcy jest jeden temat – dokąd wyjeżdżasz na ŚDM, bo przecież wtedy w mieście nie da się żyć.
Uciekam z miasta/ wyjeżdżam już w połowie lipca, bo będzie jakaś masakra. Na pewno wyłączą nam telefony , nie będzie internetu, nie będzie nic w sklepach… Czeka nas totalny paraliż… – takie głosy powtarzają się najczęściej.
A ja zostaję. Już rok temu zgłosiłam chęć przyjęcia 2-3 pielgrzymów i nie możemy się doczekać, kiedy młodzi ludzie (podobno z Francji) do nas przyjadą.
Nie mamy dużego domu. Mieszkamy na jednym z krakowskich blokowisk, w 50m2 mieszkaniu – ja z mężem i dwójką dzieci.

Wiem, że będą utrudnienia, niektórzy nie dojadą samochodami do pracy, ale przecież komunikacja miejska będzie działać. A że będzie trochę ciaśniej i dużo weselej niż zwykle? Trochę wesołych śpiewów w tramwaju jeszcze nikomu nie zaszkodziło 🙂 zwykle wszyscy ponuro jadą do pracy, tylko w smartfony się gapią…

Dlaczego zostajemy? Po pierwsze mój mąż wtedy normalnie pracuje, więc urlop w tym terminie nie wchodził w grę. Ja prowadzę własny biznes on-line, pracuję przez internet i mam nadzieję, że internet jednak będzie. Jasne, że mam lepiej, bo nie muszę dojeżdżać do pracy do centrum, pracuję z domu. Cwaniara się znalazła, do pracy jeździć nie musi i się cieszy na ŚDM. 🙂
Po drugie – bo chcemy przyjąć pielgrzymów. Chcę oddać to, co dostałam od innych podczas moich pielgrzymek i spotkań młodych.
Zanim założyłam rodzinę jeździłam na pielgrzymki, byłam na ŚDM w Rzymie w 2000 roku i na kilku Europejskich Spotkaniach Młodych organizowanych przez wspólnotę z Taize. Na kilku wyjazdach spałam w szkołach. Kiedy w 2001 roku przyjęła nas barcelońska rodzina, udostępniła pokój, poczęstowała noworocznym obiadem, zaufała nam i ugościła – wspominam to do dzisiaj.
Pielgrzymując przez cały dzień, w upale, albo ulewnym deszczu bardzo doceniałam, jeśli byliśmy przyjmowani przez rodziny w domu, które dały miejsce do spania (na podłodze), dostęp do prysznica, a czasem i dobrą kolację.

Teraz sama chcę „odpłacić” gościną wobec młodych, którzy przybędą z całego świata.
Poza tym – niech moje dzieci uczą się otwartości, niech zobaczą trochę „chaosu” w domu. Niech same kiedyś ruszą w taką pielgrzymkę.
Moje córki (w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym) cieszą się na myśl, że będziemy mieć „egzotycznych” gości. Oddadzą im swój pokój, a same będą spać w dużym pokoju.
Mój mąż, który nie ma takich doświadczeń, nie jeździł na spotkania młodych ani nie chodził na pielgrzymki, trochę nie rozumie tego zamieszania wokół ŚDM. Ale dał się przekonać, żeby zaprosić do nas gości. Będzie wesoło, radośnie, inaczej niż zwykle.

W 1991 roku, kiedy ŚDM były Częstochowie, byłam za mała, żeby jechać na to wydarzenie. Oglądaliśmy je w telewizji z zazdrością – jak tym młodym fajnie. Dzisiaj, kiedy już nie zaliczam się do młodzieży, cieszę się, że mogę uczestniczyć w ŚDM jako przyjmująca gości.
Na koniec – Krakowowi przyda się odrobina dobrego szaleństwa, pozytywnej energii i tysięcy rozśpiewanych młodych ludzi. Nawet jeśli będą korki. Wspomnienia tych dni zostaną z nami na zawsze, a korki przecież i tak mamy na co dzień.
Karolina

O autorze

Redakcja

Redakcja

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: