Podróże i zwiedzanie

Mjanma i pagoda Shwedagon

O Mjanma zrobiło się głośno na świecie za sprawą pielgrzymki Ojca Świętego Franciszka do tego kraju, która miała miejsce w dniach od 26 do 30 listopada 2017. Dużo mówiono o tej wizycie również w Polsce. Osobiście udało mi się odwiedzić ten kraj w połowie lutego 2018. Przy okazji odwiedziłem prawie pół Azji, jak mi się początkowo wydawało, ale kiedy spojrzałem na mapę, to stwierdziłem, że było to tylko moje osobiste wrażenie. Pomimo że Mjanma graniczy z Indiami, to jednak pomiędzy dwoma krajami są bardzo słabe połączenia lotnicze. W tamtą stronę lecąc do Rangun, miałem przesiadkę w stolicy Tajlandii, w Bangkoku, a z powrotem przesiadałem się w Kuala Lumpur, w stolicy Malezji. Postanowiłem odwiedzić ten kraj, zanim opuszczę definitywnie Indie. Egzotyka Mjanma zaczyna się już przy jego nazwie. W czasach kolonialnych Brytyjczycy nazywali ten kraj „Burma” albo w wersji potocznej „Bamar”. Zaś jego mieszkańcy nazywali go „Myanma”, co dosłownie oznacza „Kraj silnych jeźdźców”. Junta wojskowa w 1989 roku przyjęła angielski zapis nazwy kraju „Myanmar” (Union of Myanmar), zamiast dotychczasowej formy „Burma” (Union of Burma). Jednakże pomimo zmiany nazwy kraju, nowa forma nie jest uznawana przez część państw. Przyjęła ją jednak Organizacja Narodów Zjednoczonych, jak również Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej (Association of South-East Asian Nations, ASEAN). Od 2006 r. nową stolicą państwa jest Naypyitaw, miasto wybudowane od podstaw z przeznaczeniem na pełnienie roli głównego miasta kraju. Poprzednią stolicą był Rangun, gdzie wylądowałem i gdzie w sumie rozpocząłem zwiedzanie Mjanma.

Już w drodze z lotniska dało się wyczuć subtelną różnicę pomiędzy stolicą Indii a Rangun. Kierowcy używali mniej klaksonów, poruszali się z mniejszą szybkością i miałem wrażenie, że przywiązywali większą wagę do przestrzegania przepisów drogowych. W hotelu czekała kolejna niespodzianka w postaci korowodu pełnego kolorów, z przewagą jednak czerwieni. Główną postacią był chiński smok w otoczeniu innych postaci, zapewne z chińskich bajek. Całe to kolorowe towarzystwo przemieszczało się z jednego do drugiego krańca udekorowanego hallu hotelu w rytm noworocznej chińskiej muzyki. Jednak co jakiś czas zatrzymywali się na chwilę, aby roześmianym turystom dać możliwość wykonania fotografii. W recepcji poinformowano mnie, że to niecodzienne widowisko to obchody chińskiego nowego roku. Jak się później dowiedziałem, mniejszość chińska jest dość dynamiczna w tym kraju i ciągle się rozwija. Następnego dnia udałem się do chińskiej dzielnicy, mając nadzieję na jakiś spektakularny widok rodem z Hollywood. I tutaj nastąpiło pewne rozczarowanie. Poza czerwonymi, chińskimi lampionami oraz chińską świątynią, do której wchodził i z której wychodził tłum ludzi, nie było tam jakichś szczególnie chińskich elementów. Tłum też obecny był na ulicach, pełnych restauracyjek, barów i straganów. W każdym razie w powietrzu dało się wyczuć, chińską noworoczną atmosferę.

Następnego dnia udałem się na zwiedzanie najsłynniejszego zabytku w Rangun, którym jest pagoda Shwedagon. Złoty wierzchołek budowli widać już z daleka. Im bliżej pagody, tym więcej ludzi. Przed wejściem na teren świątynny obowiązkowo trzeba zostawić buty. Potem wspinamy się w górę po długich schodach, których niektóre odcinki są ruchome. Widać że i do życia religijnego buddystów wkroczyła technika. Wreszcie stanieliśmy przed złotą pagodą, która ma prawie 100 m wysokości. Wokół tej olbrzymiej budowli wybudowano jeszcze 64 mniejszych pagód. Turyści mieszają się tutaj z pielgrzymami, pomiędzy którymi przemykają pojedynczo lub grupowo buddyjscy mnisi. Zaskakuje panujący tu porządek i czystość, a przede wszystkim niemalże doskonały stan wszystkich budowli, jakby dopiero co zostały przekazane do użytku przez budowniczych.

Według legendy pagoda ma pochodzić z czasów Buddy, czyli powinna mieć ponad 2500 lat. Jednak badania historyczne i archeologiczne sugerują, że została zbudowana dopiero w VI w. po Chrystusie. Od tego czasu była wielokrotnie powiększana i odnawiana. Ta sama legenda głosi, że dwóch kupców z Okkalapa (dzisiejszy Yangon), którzy żyli około 2500 lat temu, spotkało Buddę w Indiach. Budda dał im osiem swoich włosów i powiedział im, aby zakopali je w tym samym miejscu na wzgórzu w Okkalapa, gdzie zostały pochowane relikwie poprzednich trzech wcieleń Buddy. Bracia wrócili do Okkalapy i przynieśli relikwie Buddy królowi, który zaczął szukać dla nich odpowiedniego miejsca, ale nikt nie wiedział, gdzie znajdują się pozostałości po poprzednich wcieleniach Buddy. Po latach próżnych poszukiwań duch Nat, zwany Sularata, postanowił pomóc królowi. Nat, który miał miliony lat, był świadkiem wizyt trzech poprzednich wcieleń Buddy i przypomniał sobie miejsce na wzgórzu Singuttara, gdzie przechowywano ich relikwie. Na tym miejscu właśnie zbudowano pagodę Shwedagon. Tyle legenda o powstaniu sławnej pagody. Do świątynnego kompleksu prowadzą cztery wejścia, z których wszystkie oprócz wschodniej mają ruchome schody lub windę. Wszystkie wejścia są strzeżeni przez gigantycznych Chinthesów, czyli birmańskie lwy mitologiczne o białym ciele i złotej głowie. Górna część ścian przy wejściach do kompleksu jest ozdobiona pięknymi birmańskimi przedstawieniami z opowieści Jataka, mówiącej o poprzednim życiu Buddy. Główna pagoda zawiera relikwie czterech poprzednich Buddów, w tym relikwie ośmiu włosów ostatniego Buddy. Miejsce to jest najświętszym miejscem dla buddystów w Birmie, dlatego też każdego dnia do Shwedagon przybywają tłumy wyznawców buddyzmu. Pielgrzymi chodzą wokół pagody i składają ofiary Buddzie. Na każdym rogu ośmiokątnej pagody znajduje się małe sanktuarium z obrazem Buddy, po jednym sanktuarium na każdy dzień tygodnia oprócz środy, która jest podzielona na dwie części. Każde takie sanktuarium posiada odpowiednie planety i znaki zwierząt, które przypisane są, według wschodniej astrologii, określonemu dniu tygodnia. Wierni buddyści modlą się przed sanktuarium należącym do ich dnia narodzin paląc świece, ofiarowując kwiaty i wylewając wodę na znajdujący się tam obraz.

Po przemierzeniu ulic i uliczek tego buddyjskiego sanktuarium ma się wrażenie jakby to było swego rodzaju małe miasteczko. Jak później się dowiedziałem zajmuje ono obszar 8 hektarów. Na budynkach dominują złocenia. Na każdym kroku można spotkać posągi Buddy, złote lub białe, przed którymi modlą się wierni. Cały ten kompleks można by nazwać złotym miastem Buddy i nie byłoby to wcale żadną przesadą.  Oprócz olbrzymiej pagody, cały kompleks zawiera wiele innych pięknych i ciekawych budowli. Pagoda Naungdawgyi, do której wstęp mają tylko mężczyźni, jest miejscem, gdzie zgodnie z legendą miały zostać złożone włosy Buddy, zanim zostały umieszczone w głównej pagodzie. W sali modlitewnej znajduje się 8-metrowy, rozkładany wizerunek Buddy. Innym ciekawym miejscem, jest pawilon dzwonu, w którym znajduje się 23-tonowy dzwon, który został odlany w drugiej połowie XVIII wieku. Inny pawilon zawiera 9-metrowy obraz Buddy siedzącej w złotej szacie. Bardzo atrakcyjna pagoda przypominająca świątynię Mahabodhi w Indiach ozdobiona jest bardzo kolorowymi buddyjskimi obrazami. Pawilon modlitewny Arakanese ma z kolei bardzo piękne rzeźby w drewnie. Znajduje się tam jeszcze duża liczba innych misternie zdobionych pawilonów z wielopoziomowymi dachami zwanymi Pyatthat i kilkoma Tazaungs, ale których nazwy i szczegółowej funkcji już nie pomnę.

Podczas gdy najstarsza oryginalna struktura Shwedagonu znajduje się w głównej stupie, najstarszym datowanym zabytkiem jest jednak napis tzw. Dhammazedi. Jest to tablica napisana w języku birmańskim Mon i starożytnym języku Pali na platformie pagody z 1485 r., zawierająca informacje o historii Złotej Pagody. Jak w wielu miejscach na świecie, również tutaj punktem odniesienia dla historii państwa jest religia i jej tradycja. Wpływ religii również widać w codziennym zachowaniu ludzi i ich relacjach międzyosobowych. Nawet wrażliwość estetyczna poszczególnych społeczeństw pozostaje w pewnym sensie pod wpływem tradycji religijnej tam obecnej czy jest jej pozostałością. W szczególny sposób dało się to odczuć w Shwedagon, że jest to jednak inna tradycja niż nasza. Ale rodzi się pytanie: na ile i na jak długo chrześcijaństwo będzie miało wpływ na Europę?

O autorze

Ks. Henryk M. Jagodziński

Ks. Henryk M. Jagodziński

ur. w 1969 r. w Małogoszczu. Ukończył WSD w Kielcach i otrzymał święcenia kapłańskie. Uzyskał doktorat z prawa kanonicznego na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie. W 1999 rozpoczął przygotowanie do służby dyplomatycznej na Papieskiej Akademii Kościelnej, którą ukończył w 2001. W tymże roku rozpoczął służbę w dyplomacji watykańskiej pracując kolejno jako sekretarz nuncjatur: na Białorusi (2001-2005) i w Chorwacji (2005-2008). W 2008 rozpoczął pracę w Sekcji ds. Relacji z Państwami w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej. W latach 2015-2018 Radca Nuncjatury Apostolskiej w Indiach, obecnie pracuje w Nuncjaturze w Bośni i Hercegowinie.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: