Świadectwa

Moja święta z walizką miłości

Kardynał Angelo Comastri znał Matkę Teresę kilkadziesiąt lat. Był zafascynowany tą prostą zakonnicą, która całe swoje życie poświęciła najuboższym i najbardziej potrzebującym pomocy; dała im przede wszystkim to, czego potrzebuje każdy człowiek – bezgraniczną miłość. Dzisiaj, jako przewodniczący administracji Bazyliki św. Piotra i jej archiprezbiter, czynnie uczestniczy w przygotowaniach do uroczystej kanonizacji albańskiej zakonnicy, która odbędzie się 4 września 2016 r. Z tej okazji napisał również książkę poświęconą Matce Teresie, która nosi znaczący tytuł: „Ho conosciuto una santa” („Znałem świętą”). By przybliżyć wszystkim postać nowej świętej, przeprowadziłem rozmowę z tym włoskim kardynałem.niedziela
W. R.

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Kiedy po raz pierwszy usłyszał Ksiądz Kardynał o Matce Teresie z Kalkuty i w jakich okolicznościach ją poznał?

KARD. ANGELO COMASTRI: – Po raz pierwszy spotkałem Matkę Teresę w Rzymie w 1968 r. Uderzył mnie wtedy jej wzrok – patrzyła na mnie jasnymi i przenikliwymi oczami. W czasie tego spotkania zapytała mnie: „Ile godzin modlisz się codziennie?”. Byłem zaskoczony tym pytaniem i próbowałem się bronić, mówiąc: „Spodziewałem się od Matki wezwania do miłości, zaproszenia, by bardziej kochać ubogich. Dlaczego pytanie: ile godzin się modlę?”. Wtedy Matka Teresa ścisnęła moje ręce w swoich, tak jakby chciała przekazać mi to, co było w jej sercu, po czym powiedziała: „Synu mój, bez Boga jesteśmy zbyt biedni, by móc pomagać biednym! Pamiętaj, ja jestem tylko biedną kobietą, która się modli. Gdy się modlę, Bóg wlewa swoją miłość w moje serce i dlatego mogę kochać biednych”.
Nigdy nie zapomnę tego spotkania i tych słów, bo tajemnica Matki Teresy kryje się właśnie w tych słowach. Spotykaliśmy się jeszcze wiele razy – ostatni raz 22 maja 1997 r., trzy miesiące przed jej śmiercią, ale każde jej przedsięwzięcie i decyzja były cudownie spójne z tym przekonaniem wiary: „Gdy się modlę, Bóg wlewa swoją miłość w moje serce i dlatego mogę kochać biednych”.

– Ostatnio ukazała się nowa książka Eminencji o Matce Teresie, w której pisze Ksiądz Kardynał o swoich spotkaniach z przyszłą świętą. Czy któreś z tych spotkań szczególnie utkwiło Eminencji w pamięci?

– W 1988 r. Matka Teresa odwiedziła niespodziewanie parafię pw. św. Stefana na Monte Argentario, gdzie byłem proboszczem. Było to 18 maja – po gwałtownej wichurze niebo znowu stało się jasne i niebieskie, zmieszało się z błękitem morza. Matka Teresa wyglądała jak dziecko, które cieszy się wyjątkowym pejzażem Monte Argentario, i powiedziała: „Jakie to piękne miejsce! W tak pięknym miejscu powinniście dbać o to, by i wasze dusze były piękne”. Te słowa wystarczyły, aby przykuć uwagę i wzruszyć serca ponad 20 tys. osób. Następnie Matka Teresa dodała: „Życie jest największym darem Boga, dlatego tak bardzo bolesne jest to, co dzieje się dziś. Życie jest celowo niszczone przez wojny, przemoc, aborcję. A jesteśmy stworzeni przez Boga dla większych rzeczy – by kochać i być kochanymi! Największym wrogiem pokoju w dzisiejszym świecie jest aborcja. Jeżeli matka może zabić własne dziecko w swym łonie, kto będzie w stanie powstrzymać ciebie i mnie od zabijania się nawzajem? Jeżeli matka może zabić swoje dziecko, kto mógłby zapobiec, aby syn nie zabił matki?”. Te słowa wydawały się jak promienie światła na ciemnym niebie – była to zbawienna nagana. Każdy z nas czuł się obnażony, a nasz egoizm doskwierał jak rana. Pod koniec modlitewnego czuwania stało się coś, co na zawsze zostanie w mojej pamięci i co wzrusza mnie jeszcze dzisiaj. Otóż zamożny przemysłowiec wyraził życzenie, aby podarować Matce Teresie swoją willę dla chorych na AIDS – miał już w rękach klucze, które chciał przekazać Matce. Powiedziałem jej o tej propozycji, a ona natychmiast odpowiedziała: „Muszę się pomodlić, muszę to przemyśleć. Nie wiem, czy to dobrze sprowadzić chorych na AIDS do miejscowości turystycznej. A jeśli zostaną odrzuceni? Będą cierpieć dwa razy”. Co za mądrość! Ile w tych słowach wewnętrznej wolności! A nam wszystkim, ludziom małej wiary, wydawało się, że Matka Teresa traciła wspaniałą i wyjątkową okazję. Dystyngowany mężczyzna, który uczestniczył w rozmowie, poczuł się w obowiązku dać radę: „Niech Matka weźmie klucze i później się zobaczy…”. Ale ona bez wahania odpowiedziała: „Nie, proszę pana! Bo to, co nie jest mi potrzebne, jest dla mnie tylko ciężarem”. Wspaniała i odważna odpowiedź. Weźmy ją jako wskazówkę dla naszego życia: „To, co nie jest mi potrzebne, jest dla mnie tylko ciężarem”.

– W swojej książce Eminencja umieścił modlitwy Matki Teresy. Jaką rolę w jej życiu odgrywała modlitwa?

– Opatrzność chciała, by Matka Teresa mogła przemówić nawet w siedzibie ONZ. Jak wynika z dokumentów, ONZ, za pośrednictwem sekretarza generalnego Javiera Péreza de Cuéllara, podjęło inicjatywę zaproszenia zakonnicy na publiczną uroczystość, która odbyła się 26 października 1985 r. Z tej okazji, oprócz uczczenia 40. rocznicy powołania do życia tej międzynarodowej organizacji, ONZ chciało oddać hołd Matce, prezentując film dokumentalny zatytułowany „The World of Mother Teresa”, nakręcony przez Ann Petrie, jej kanadyjską współpracowniczkę. Pérez de Cuéllar przedstawił Matkę Teresę wszystkim uczestnikom uroczystości, na którą został zaproszony również ówczesny arcybiskup Nowego Jorku – kard. John Joseph O’Connor. Być może wśród wszystkich określeń, których używano w stosunku do Matki Teresy za życia i po jej śmierci – wszystkie mniej lub bardziej odnoszące się do świętości jej życia i do zaangażowania w służbie najbiedniejszym z biednych – to Péreza de Cuéllara było najbardziej zaskakujące i paradoksalne. Sekretarz generalny ONZ powiedział, że Matka Teresa była „najbardziej wpływową kobietą na ziemi”. Oto jego słowa: „Jesteśmy w auli wystąpień. W ciągu lat pojawiali się na tym podium ludzie uważani za najbardziej wpływowych na świecie. Dziś mamy okazję powitać naprawdę najpotężniejszą kobietę na ziemi. Nie sądzę, że muszę ją przedstawiać – Matka Teresa nie potrzebuje słów, prosi o fakty. Jestem przekonany, że najlepszym sposobem oddania jej hołdu jest stwierdzenie, iż jest ona o wiele ważniejsza ode mnie i od nas wszystkich. Ona jest Narodami Zjednoczonymi! Ona jest pokojem na świecie!”.
Matka Teresa, gdy usłyszała te górnolotne słowa, stała się jeszcze mniejsza, ale jej wiara była wielka, podobnie jak odwaga. Pokazała różaniec, z którym się nie rozstawała, i powiedziała: „Jestem tylko biedną zakonnicą, która się modli. Gdy się modlę, Jezus wlewa mi w serce swoją miłość, a ja idę dać ją wszystkim biednym ludziom, których spotykam na swojej drodze”. Zapanowała chwila ciszy, która wydawała się wiecznością. Następnie Matka dodała: „Módlcie się i wy! Módlcie się, a zauważycie ubogich, którzy są obok was. Być może na tym samym piętrze waszego domu. Może nawet w waszych domach są tacy, którzy oczekują na waszą miłość. Módlcie się, a otworzą się wam oczy i serce będzie przepełnione miłością”. Ta kobieta miała naprawdę odwagę lwa!

– Matka Teresa pomagała ubogim, ale również fascynowała ludzi bogatych i możnych. Jaki był tego sekret?

– Matka Teresa była „czysta”, dlatego przeszkadzała ludziom „brudnym”. Broniła życia, dlatego przeszkadzała tym, którzy zabijają życie. Nie było w niej źdźbła egoizmu, dlatego przeszkadzała ludziom pełnym egoizmu. Matka Teresa tworzyła konkretne dzieła – dlatego przeszkadzała tym, który ograniczają się do gadania o miłosierdziu, co często krytykuje również papież Franciszek. Matka Teresa kochała ubogich, ponieważ widziała w nich Jezusa, dlatego zawsze powtarzała: „Robimy to dla Niego”.
Kiedyś powiedziano jej, że krążą dotyczące jej osoby słowa niesprawiedliwej krytyki, i poproszono, by na nie odpowiedziała. Gdy z nią rozmawiano, Matka karmiła wygłodniałego człowieka, który nie miał nawet siły, by trzymać łyżkę. Zamilkła na chwilę, a następnie powiedziała: „Mam tak wiele dobra do zrobienia, że nie mam czasu na odpowiadanie…”. Kontynuowała karmienie głodnego, który z otwartymi ustami czekał na kolejną łyżkę zupy, i dodała: „…ale myślę, że to już jest odpowiedź”. Miała rację. Matka Teresa była właśnie taka! Oby było jak najwięcej ludzi takich jak Matka Teresa z Kalkuty!

– Co Matka Teresa, przyszła święta, może powiedzieć współczesnemu człowiekowi?

– Tak jak mówiłem, widziałem Matkę Teresę po raz ostatni 22 maja 1997 r. Była zmęczona, oddychała z trudem i przeczuwaliśmy, że zbliża się chwila jej odejścia do Nieba. Powiedziała do mnie: „Przyjechałam z Nowego Jorku i zatrzymam się na kilka dni w Rzymie, aby odwiedzić moje siostry i moich ubogich, a później muszę jechać do Dublina, gdzie zajmujemy się tak wieloma alkoholikami… Następnie muszę jechać do Londynu, gdzie dajemy trochę miłości ubogim, którzy śpią pod mostami Tamizy, a potem, a potem…”. Na te słowa zareagowałem spontanicznie, mówiąc: „Matko, ależ to szaleństwo! To zbyt wielki wysiłek. Nawet młody człowiek nie mógłby wytrzymać takiego tempa w życiu”. Matka słuchała i przez kilka chwil nie odpowiadała. A potem spojrzała na mnie i powiedziała: „O, mój drogi Biskupie Angelo, życie jest tylko jedno – to nie jest tak, jak z sandałami, których mamy kilka par na zastępstwo. Skoro życie jest jedno, muszę je spędzić całe, aż do ostatniego oddechu, aby siać miłość. Pamiętaj, że kiedy umrzemy, zabierzemy ze sobą tylko walizkę miłości”. Słuchałem i nie śmiałem zaprotestować, bo w rzeczywistości rozumowanie Matki było bez zarzutu – całkowicie zgodne z logiką miłości, która jest jedyną właściwą logiką. Na zakończenie powtórzyła: „Zabierzemy ze sobą tylko walizkę miłości. Wypełniaj ją, póki jest jeszcze na to czas”.
Słyszę te słowa w swojej duszy, gdy budzę się każdego ranka i gdy zasypiam. Zadaję sobie wtedy pytanie: „Czy umieściłem coś w mojej walizce miłości? Jeżeli nic do niej nie włożyłem, straciłem dzień”. To potężne wezwanie jest duchowym dziedzictwem Matki Teresy i wezwaniem skierowanym do nas wszystkich.

– 4 września w Watykanie odbędzie się kanonizacja Matki Teresy, a Ksiądz Kardynał jest bardzo zaangażowany w jej przygotowanie. Z jakimi uczuciami podchodzi Eminencja do tego wielkiego święta wiary?

– Miałem zaszczyt i radość przedstawienia Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych cudu do kanonizacji. Chodziło o nagłe i całkowite uzdrowienie młodego brazylijskiego inżyniera. Był już na sali operacyjnej i miał być operowany na głowę, aby zmniejszyć ciśnienie wywierane na mózg, spowodowane licznymi ropniami. Anestezjolog spóźniał się i lekarz wyszedł na chwilę, by szukać zastępstwa. Kiedy wrócił na salę operacyjną, zaledwie po kwadransie, pacjent siedział i był całkowicie uzdrowiony. Matka Teresa odpowiedziała na jego żarliwe modlitwy. Co więcej, lekarze poinformowali młodego inżyniera, że z powodu ciężkich terapii, którym się poddał, nie będzie mógł mieć potomstwa. Tymczasem okazało się, że już po operacji doczekał się dwójki pięknych dzieci. To ukazuje wrażliwość Matki Teresy, która kochała dzieci i chroniła je z iście matczynym sercem.

– Co oznacza kanonizacja Matki Teresy właśnie w Roku świętym Miłosierdzia?

– Święty Jan Paweł II podczas jednej z uroczystości kanonizacyjnych powiedział: „Święci w niebie nie potrzebują oklasków. Proszą nas tylko o jedno – abyśmy ich naśladowali”. Również Matka Teresa, kobieta miłosierdzia, zachęca nas do podążania ścieżką, którą i ona kroczyła niestrudzenie i odważnie, zaczynając – jak często mówiła – od naszego domu.

TK Niedziela36/2016, str.14-15

Fot. Archiwum kard. Angelo Comastriego

O autorze

Włodzimierz Rędzioch

Włodzimierz Rędzioch

Inżynier, publicysta, watykanista. Pochodzi z Częstochowy. Rzymski korespondent tygodnika „Niedziela” oraz współpracownik amerykańskiego miesięcznika „Inside the Vatican”. Autor wielu książek. Odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu św. Sylwestra Papieża.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: