Podróże i zwiedzanie

Moja Ziemia Święta

Byłem tam dwa razy. Za każdym razem z jedną z najważniejszych kobiet mojego życia – żoną i córką. Oba wyjazdy były pielgrzymkami z elementami turystyki, bo Ziemię Świętą trudno odwiedzać inaczej. Oba były niesamowite, niezapomniane i pozostawiające pewien niedosyt, tęsknotę, pragnienie aby pojechać tam ponownie. Oto kilka subiektywnych myśli dlaczego.

Podróż do Ziemi Świętej sprawia, że czytanie Ewangelii już nigdy nie będzie takie jak przedtem. Słowa, zdania i opisy zdarzeń wypełniają obrazy konkretnych miejsc. Dopiero co przeżywaliśmy Wielkanoc – wspomnienie śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, a to wydarzenie nierozerwalnie wiąże się z Jerozolimą. To tu wszystko się wydarzyło. U podnóża Góry Oliwnej, naprzeciwko Starego Miasta, jest miejsce uznane za ewangeliczny ogród Getsemani. Rosną tam wielowiekowe drzewa oliwne, a korzenie niektórych z nich pamiętają tragiczną noc z przed dwóch tysięcy lat gdy Jezus pełen trwogi modlił się zroszony krwawym potem, który ściekał na skałę dziś zabudowaną Bazyliką Wszystkich Narodów.

Ogród Getsemani

Ledwie kilometr dalej, po wejściu do miasta przez Bramę Lwów, widać kamienny łuk Ecce Homo – pozostałość po rzymskim pretorium gdzie Piłat skazał Jezusa na śmierć. Spacerem przez kamienne uliczki Starej Jerozolimy, dziś w większości zastawionej straganami lub kafejkami, wędrujemy szlakiem drogi krzyżowej na Miejsce Czaszki czyli Golgotę. Całość zabudowana jest Bazyliką Grobu Pańskiego i aż nie chce się wierzyć jak niewiele metrów dzieli miejsce gdzie stał Krzyż od Grobu – jak blisko jest od śmierci do zmartwychwstania.

Golgota

Dzisiejsza Jerozolima, jakże inna od tej sprzed wieków, jest podobnie głośna i ludna. Podobieństwo wyraża się także w ciągłym zagrożeniu, wtedy w postaci rzymskiej okupacji, a dziś w podziemnej wojnie między Żydami a Palestyńczykami. Wtedy w ciasnych uliczkach rozpychali się legioniści, a dziś spotykamy tam żołnierzy armii izraelskiej z bronią gotową do strzału.

Jerozolima

Ze wspomnianą już Górą Oliwną wiąże się moje bardzo osobiste przeżycie. Na jednym z wierzchołków Góry znajduje się miejsce uznane przez tradycję za miejsce wniebowstąpienia Jezusa – żelazny punkt wszystkich pielgrzymek i wycieczek. Jest tam otoczony murem mały budyneczek (nadzorowany przez muzułmanów) w środku znajduje się płaski kamień z niby odciskiem stopy. Jednak nie wszyscy odwiedzający wiedzą, ze na innym wierzchołku tej samej Góry znajduje się Dom Pokoju prowadzony przez polskie siostry Elżbietanki opiekujące się palestyńskimi dziećmi. Tam właśnie trafiliśmy podczas mojej pierwszej wizyty w Ziemi Świętej. Tak się złożyło, że w miejscowej kaplicy odprawiana była msza w intencji zdrowia mojego syna, który w tym czasie miał mieć w Polsce operację. Po liturgii, podczas pożegnania, matka przełożona wspomniała mi, że wedle jej wiedzy prawdziwe miejsce wniebowstąpienia znajduje się właśnie tu gdzie stoi klasztor. Jakby na to nie patrzeć stan zdrowia syna od czasu owej mszy na Górze Oliwnej tak się poprawił, że operację odwołano.

Meczet wniebowstąpienia

Pustynia Judzka rozpostarta miedzy Jerozolimą a Morzem Martwym nie ma nic wspólnego z pokrytym wydmami piaszczystym pustkowiem. To góry w obłych kształtach pagórków i kolorze… piasku pustyni, poprzecinane jarami i wykrotami, pełne skał, grot i jaskiń. Nie dziwią już słowa diabła z kuszenia Jezusa o zamianie kamieni w chleb – Pustynia Judzka jest ich pełna. Ale zdarza się, że na przełomie stycznia i lutego, po obfitych opadach deszczu, pustynia zieleni się i zakwita – to jedna z wielu niesamowitości Tego Miejsca Na Ziemi. Inną osobliwością pustyni, tym razem zupełnie nieewangeliczną, są Beduini. W powszechnej wyobraźni Beduin jeździ na wielbłądzie i mieszka w namiocie. Ci judzcy są jacyś inni – wypasają swoje stada owiec i kóz (czarnych) na piechotę, a mieszkają w domostwach skleconych z desek, blachy i kamieni – taki widok to zero romantyzmu.

Pustynia Judzka

Zupełnie inne jest Jezioro Genezaret, które wielokrotnie występuje w Ewangelii. Tu Jezus nauczał tłumy, tysiące ludzi, stojąc w łodzi. I jest takie miejsce, niedaleko Góry Ośmiu Błogosławieństw, gdzie brzeg jeziora układa się w naturalny amfiteatr – będąc tam, oczami wyobraźni zobaczyłem setki Żydów siedzących na wysokich brzegach i Nauczyciela w łodzi pośrodku zatoki – sceneria dokładnie opisana na kartach Pisma Świętego.

Jezioro Genezaret

To na brzegu Morza Galilejskiego ukazał się apostołom Jezus po zmartwychwstaniu, a oni Go na początku nie poznali. Dopiero po cudownym połowie rozpoznał Go Jan, a Piotr rzucił się w wodę. Scena z Ewangelii sama pojawia się w wyobraźni – o poranku na kamienistym brzegu widać samotną postać obok niewielkiego ogniska, na którym pieką się świeże ryby.

Gdy pierwszy raz byłem na pielgrzymce, podobnie jak Jezus dwa tysiące lat wcześniej z uczniami, przeprawialiśmy się łodzią na drugi brzeg. I tak samo jak wtedy, nagle przyszła burza, wiatr i fale zalewające pokład. Apostołowie zbudzili Mistrza, który uciszył wiatr i uspokoił wodę, nam pozostała tylko modlitwa i izraelski sternik. Gdy po kilkudziesięciu minutach wpłynęliśmy do bezpiecznego portu, szczerze dziękowaliśmy sternikowi za jego umiejętności, a on nam za skuteczną modlitwę. Było to jedyne przeżycie, którego nie chcę powtarzać. Bo Ziemia Święta to miejsce jak żadne inne na świecie, do którego chce się wracać, a każdy powrót jest nowym poznaniem.

Foto: Marta i Rafał Karpińscy

O autorze

Rafał Karpiński

Rafał Karpiński

Mąż, ojciec jednej córki i dwóch synów. Człowiek wielu zawodów i zainteresowań. Konserwatysta. Miłośnik historii dwudziestego wieku.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: