Wiara

Mowa Klementyńska

Źle się dzieję w Państwie Duńskim, a i na naszej polskiej ziemi nie lepiej. Najpierw Olivier Frljić, teraz Marina Abramović. Skandaliści w akcji. Okultyści i sataniści u bram. Gdzie tam „u bram”…? W środku miasta. Na ulicach i placach głoszą swoje bluźnierstwa. Podnoszą pięści przeciwko niebu i ziemi. Plując na sacrum i nasze świętości. Bóg Honor Ojczyzna splugawione jako „Bób Humus Włoszczyzna”. A w Toruniu – jak cynicznie piszą: „Mieście Kopernika, piernika i Rydzyka” – należy dokonać aktu intronizacji szatana na króla Polski. Do tego „nowocześni” artyści dołączają „urocze” uzasadnienie: skoro Gniezno jest stolicą polskiego chrześcijaństwa, to Toruń należy czynić stolicą polskiego satanizmu. Co Ty na to…? Co na to Episkopat i diecezje, proboszcz i parafianie, Ty i Twoja rodzina?

Święty Klemens Maria Hofbauer, który 21 lat apostołował w Warszawie, w młodości był piekarzem. Tak, tak, ten młodzian, którego ojciec umarł, gdy Klemens miał siedem lat (a rodzina była liczna, matka została z dwunastką dzieci), zarabiał na chleb, piekąc chleb. Tak o nim myślę, myśląc o mieście Cudu nad Wisłą i powstańców warszawskich. I tego wszystkiego, co dzisiaj. Brak wdzięczności wobec Boga i ludzi skutkuje nikczemnością serc. Zbrodniczością i kłamstwem. Niestety, nie dotyczy to jedynie bezbożników, bowiem i człowiek pobożny, który pragnie żyć Bogu na chwałę, ludziom na pożytek, narażony jest na postmodernistyczne niebezpieczeństwa. Zamiast życia, w którym ziarno – mąka – chleb, zamiast życia w zachwycie Bogiem, który dla nas stał się Emmanuelem, Chlebem życia, który zamieszkał w Eucharystii, zamiast wiary… zamieniamy świętość w żenujące widowisko na oczach świata.

W tej właśnie chwili dwa krasnoludki-olbrzymy wnoszą potężne wory pełne mąki. Oj, nie będzie z niej chleba. To mąka, z której ludzie lepią białe kule, niczym mączne śnieżki, rzucają się nimi, śmiejąc do upadłego…! Nowoczesna Instalacja Artystyczna – dla każdego! Znawcy sztuk cmokają z zachwytem – ich protektor, Lord Lucyfer, będzie zadowolony. Gdzie się podziało Norwidowe: Piękno na to jest, by zachwycało do praca, praca – by się zmartwychwstało…? Gdzie serca, które biją mocno, gdy usta śpiewają „Gorzkie żale”? Gdzie żarliwe w ojców wierze daj wytrwanie, z którym błagaliśmy naszą Matkę.

Niepokalaną.

Wniebowziętą.

Królową Polski.

Myślałem początkowo, że ten chłopiec z buzią mokrą od łez to Klemens Maria Hofbauer, apostoł Warszawy. Albo Władysław z Gielniowa. Ale nie… jednak nie… to przecież Giulio Mancinelli. Tak, to on. Włoski jezuita, która modli się za nami. Za nami grzesznymi… Za Polskę i za Polaków.

O autorze

ks. Stefan Radziszewski

ks. Stefan Radziszewski

Urodzony w 1971 r., dr hab. teologii, dr nauk humanistycznych, prefekt kieleckiego Nazaretu; miłośnik św. Brygidy Szwedzkiej i jej Tajemnicy szczęścia oraz Żółtego zeszytu św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Czciciel s. Wandy od Aniołów.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: