Relacje

Musimy znajdować!

Nie mamy być kowalami własnego losu, którzy ciężkimi machnięciami kowalskiego kowadła wykują z siebie nowego człowieka, przemienionego, zdolnego kochać. Tu nie ma czego wykuwać, to wszystko jest już w nas. My musimy uwierzyć, zaufać i wyruszyć w wędrówkę.

Co jest piękniejsze, kochanie? Miłość zgubiona, czy miłość odnaleziona? Nie śmiej się ze mnie, kochanie. Wiem, że jestem niezdarny i naiwny, jeśli chodzi o miłość i że zadaję pytania rodem z popowych piosenek. To zwątpienie przygniata mnie i podmywa, kochanie. Znaleźć… czy zgubić? Ludzie dookoła mnie wciąż tęsknią. Zgubili czy znaleźli? Nie potrafię powiedzieć. (..) A Ty, błyszcząca iskro mojej zmarnowanej młodości, zgubiłaś czy znalazłaś? Nie wiem. I nigdy się nie dowiem. Nie pamiętam nawet Twojego imienia, kochanie. I nie znam odpowiedzi. Ale tak właśnie chcę to sobie wyobrażać. Ostatecznie, kochanie, nie mamy wyboru. Musimy znajdować. (Młody Papież, sezon I, odcinek 9)

Zabrzmi to pewnie jak kolejna mądrość rodem z lipnych poradników psychologicznych, ale nie ucieknę od tego określenia, więc miejmy to już za sobą. Ludzie ciągle coś gubią. Ja, Ty, Twoi rodzice, nieznajomi mijający Cię na ulicy, Twoi przyjaciele. Twój brat, siostra, maż, żona, narzeczony i narzeczona. My wszyscy, absolutnie wszyscy, nieustannie coś gubimy. Każdego dnia.
Co gubimy? Często czas i jest to niestety w większości wypadków zguba bezpowrotna. Gubimy idealne chwile, w których konkretne zdanie wybrzmiałoby idealnie. Gubimy spojrzenia skierowane tylko do nas, słowa, które mogłyby donośnie wybrzmieć w naszej duszy. Gubimy ciszę, dając się porwać straceńczemu nurtowi codziennych obowiązków i hałasów. Gubimy wolność, skrywając własne uczucia, przestrzegając sztucznych konwenansów i biorąc udział w wielkiej grze zwanej „życiem w społeczeństwie”. Gubimy też uśmiechy, którymi moglibyśmy bezinteresownie obdarować ludzi równie samotnych jak my. Gubimy sens życia, cierpienia, wytrwałości. Dopada nas to przeklęte drażniące niezrozumienie, które każe wymachiwać pięścią, wygrażać i domagać się uzasadnienia rzeczy niewytłumaczalnych. Dlaczego na dobrych i złych pada deszcz? Dlaczego ten ma lepiej, ten ma gorzej, a ja mam jak mam? Dlaczego to, dlaczego tamto… To najtrudniejsze pytanie odbija się echem w naszych sercach i powraca, zatruwając nam spokój serca i odbierając dziecięcą ufność względem życia. Gubimy wtedy wiarę.

Lecz, bądźmy szczerzy, w ostatecznym rozrachunku te zguby nie mają większego znaczenia. Można jakoś sobie bez nich radzić w życiu, choć na pewno funkcjonowanie bez nich nie należy do najprzyjemniejszych. Gubimy jednak niestety także coś najistotniejszego, coś najbardziej nieodzownego, coś, co powinno stanowić życiodajną siłą budzącą nas każdego poranka i sprawiającą, że zasypiamy ze spokojem sumienia każdego wieczora.

Gubimy miłość. I to jest dopiero prawdziwy powód do zmartwień. Już pal licho, że „nie nadstawiamy drugiego policzka”, „nie dajemy szaty” i „nie idziemy dwóch tysięcy kroków”. W dzisiejszej rzeczywistości te wymagania brzmią… no właśnie, nierzeczywiście. Tak ciężko jest nam wyjść z naszego bezpiecznego egoizmu i konformizmu, tak łatwo potępić kogoś, z kim się nie zgadzamy, tak łatwo milczeniem zbyć zagrożenie wymagające naszej interwencji. Tak, Bóg na naszej drodze każdego dnia stawia nieskończenie wiele sytuacji, w których możemy wykazać się miłością, a niejednokrotnie zdarza się tak, że marnujemy i gubimy je wszystkie. Wszyściusieńkie. Albo, co gorsza, wykorzystamy jedną i chełpimy się, jacy to miłosierni i wrażliwi jesteśmy, jak to kochamy Boga i bliźniego. To nieprawda i należy to sobie bardzo dosadnie uświadomić. Gubimy miłość.

Czy istnieje rozwiązanie tej trudnej sytuacji? Jakieś cudowne lekarstwo na gubienie miłości i całej reszty tych pięknych rzeczy stworzonych i przeznaczonych nam przez Boga?
Tak, istnieje. I nie jest wcale tak skomplikowane, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Bo nie chodzi o to, by na siłę walczyć z gubieniem. I tak do końca nigdy go nie zwyciężymy, nie wyeliminujemy z naszego życia. Gubienie to część naszej natury, trzeba się z tym pogodzić. Ale równocześnie nie możemy się poddać i spocząć na laurach. Musimy szukać i… musimy znajdować. Znajdować miłość w codziennym życiu. W drobnych gestach, prostych słowach, sumiennym wypełnianiu swoich obowiązków. W uczciwości i wierności. W obecności dla bliźniego. W gotowości do poświęceń. W cierpieniu. W pokorze i nadziei. W zaufaniu. Musimy znajdować w tym miłość.

Jak to zrobić? I czy to w ogóle możliwe? Kiedy tak się zastanawiałem swego czasu nad tym, jakimi to nas wszystkich Pan Bóg stworzył, doszedłem do dość przewrotnego wniosku. Czym jest ten „Boży obraz i podobieństwo” w nas? Jak je dostrzec, gdzie go szukać, jak je rozumieć? Dla mnie to właśnie jest miłość; a właściwie: zdolność do kochania, do bezinteresownej miłości agape. To jest ten odblask Bożej Doskonałości zaszczepiony w nas. On w nas jest, zawsze, bez względu na okoliczności. Mamy w sobie miłość, nie musimy jej w pocie czoła stwarzać na nowo. Musimy do niej po prostu dążyć.

Nie mamy być kowalami własnego losu, którzy ciężkimi machnięciami kowalskiego kowadła wykują z siebie nowego człowieka, przemienionego, zdolnego kochać. Tu nie ma czego wykuwać, to wszystko jest już w nas. My musimy uwierzyć, zaufać i wyruszyć w wędrówkę.
Ostatecznie, nie mamy wyboru. Musimy znajdować!

Photo credit: NevilleNel via Foter.com / CC BY-NC-ND

O autorze

Bartłomiej Witeszczak

Bartłomiej Witeszczak

Prawie dziewiętnastolatek. Autoironiczny wrażliwiec, ze sporym dystansem do siebie i własnej twórczości. Filozof z powołania (miłośnik Kierkegaarda), obserwator życia społecznego z zamiłowania. Świadomy katolik. Kocha wolność (i uważa ją za największą z wartości), góry, muzykę progresywną i swoją wspólnotę. Nie znosi ignorancji i pustosłowia. Wierzy w zapomniane wartości, dostrzega sens tam, gdzie inni go nie widzą, nieustannie szuka. I wędruje przez noc. Autor bloga Wędrując przez noc

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: