Relacje

Nasze życie to uczta miłości

Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich! (Flp 2, 4)

Życie w rodzinie jest codzienną próbą sił. Wszyscy jej członkowie, od najstarszego do najmłodszego, ciągle ścierają się między sobą, stając jednocześnie do walki z własnym egoizmem na rzecz służby drugiemu. Wiadomo, że to ważne i potrzebne. Ale kto z nas nie spotkał osoby, która ma dosyć ciągłego dawania siebie? Dba o wszystkich, troszczy się o dom, dzieci, psa, rybki, choć sama czuje, że jej potrzeby są ignorowane. Opieka nad dziećmi i domem to nie krótkoterminowy projekt, a raczej niekończąca się opowieść. Powtarzanie czynności bez wyraźnie zauważalnych efektów potrafi złamać nawet najbardziej hojne serce. Wtedy rodzi się bunt.

 

Zjesz, jak cię poczęstują

Ostatniego dnia pierwszych rekolekcji oazowych, na które pojechaliśmy kilka lat temu, zorganizowano pożegnalną agapę. Przyjęcie, podczas którego jedliśmy, rozmawialiśmy, tańczyliśmy i cieszyliśmy się jednością, jaka nawiązała się między nami w duchu wspólnego przeżywania bliskości z Bogiem.

Słowo agape, z greckiego,  oznacza najwyższą formę miłości, która nie stawia warunków i nie ma końca, jest ofiarna i zdolna do poświeceń. Wszystko w jej rozumieniu koncentruje się na dobru kochanej osoby. Taka jest miłość Boga do człowieka.

Sama forma świętowania w taki sposób nie była dla mnie nowością. Zetknęłam się z nią wcześniej, podczas wyjazdów oazy młodzieżowej. Jednak tym razem było inaczej. Na tej agapie obowiązywała bowiem zasada: sam nie możesz wziąć ze stołu nic dla siebie – możesz skosztować tylko to, czym poczęstuje cię ktoś inny. Moja pierwsza myśl: Co za bzdura! Kto to wymyślił?! Mimo ciepłych relacji i sympatii, jakie zawiązały się pomiędzy uczestnikami rekolekcji, widziałam, że nie tylko ja jestem lekko skrępowana nietypową formą ucztowania. Natomiast dzieci złapały za talerzyki i ruszyły pomiędzy stoły. Załadowały je po brzegi smakołykami i po chwili hojnie częstowały nas, siebie wzajemnie i innych uczestników. Były przy tym naturalne i spontaniczne, widać było, że takie usługiwanie innym sprawia im wiele radości.

 

Zajrzyj w talerzyk osoby obok

To doświadczenie szybko zaowocowało. Jakiś czas po powrocie, w trakcie naszych małżeńskich wspominków, wrócił temat tej agapy. Doszliśmy do wniosku, że w formie takiego świętowania zawiera się prosta teologia małżeństwa i rodziny. „Wiesz – powiedział mój mąż –  życie w rodzinie to też taka agapa. Nie chodzi o to, żeby dorwać się do stołu i samemu najeść, ale najpierw spojrzeć w talerzyk osoby obok – tylko po to, żeby sprawdzić, czy niczego jej nie brakuje. Dbając o jej potrzeby w pierwszej kolejności, rozkręca się spiralę dobra. Problem w tym, że człowiek nie chce dawać siebie, bo boi się, że przez to dawanie straci. Bo jeśli ja będę dbał o ciebie, to kto zadba o mnie? Ale tak naprawdę im bardziej stawiam ciebie na pierwszym miejscu, tym ty jesteś dla mnie lepsza”.

Rzeczywiście coś w tym jest. Łatwiej mi się starać, bo czuję się kochana… i doceniana. Wiem, że nie muszę spazmatycznie szarpać się z życiem o moje, bo mój mąż – z miłości do Boga i do mnie – zadba o zaspokojenie moich potrzeb.

 

Dzieląc się, zyskujesz

„Ta agapa uświadomiła mi – powiedział – że kiedy dbasz o drugą osobę, kiedy traktujesz ją i jej sprawy jak ważniejsze od własnych, to rodzi dobro w tobie, w niej i zatacza dalsze kręgi na dzieci, rodzinę, przyjaciół etc. Poświęcasz się, ale nie z przymusu, tylko z miłości. A to różnica, bo wtedy nie tracisz, a zyskujesz. Całe nasze życie to taka codzienna agapa”.

Zaczęliśmy praktykować to bardziej świadomie. Proste sytuacje, jak troska taty o to, żeby zapewnić mamie najwygodniejsze miejsce przy stole, czy żeby pierwsza porcja trafiła do współmałżonka. Czasem wybory są trudniejsze, jak te, kiedy trzeba wstać w nocy do płaczącego dziecka czy poświęcić wolny czas na spacer z dziećmi, by drugie mogło poczytać książkę w ciszy albo odespać noc. Te mniejsze i większe ofiary towarzyszą nam każdego dnia. Czasem przychodzą łatwo, a innym razem rodzą bunt i protesty, ale nigdy nie pozostają bezowocne.

Kochając, inwestujesz w przyszłość

Widzimy, że im więcej dajemy drugiemu, tym piękniej kwitnie nasza relacja, a dzieje się to na oczach naszych dzieci. Jest dla nich oczywiste, że dla taty najważniejszy jest Pan Bóg, potem mama. Tata dba o mamę, mama o tatę. I wcale z tego powodu nie narzekają, ani nie zrodziło się w nich przekonanie, że są mniej ważne czy niekochane. Wręcz przeciwnie! Z perspektywy czasu widzimy, że taki przykład jest dla dzieci najlepszym źródłem poczucia bezpieczeństwa i własnej wartości. Stały się bardziej pewne siebie i dużo spokojniej reagują na nasze ewentualne kłótnie i różnice zdań. To chyba efekt tego, że widząc rodziców okazujących sobie miłość i troskę, dzieci czują się kochane i „na właściwym miejscu” w rodzinie. Już dziś uczy je to szacunku dla docenionego przez współmałżonka rodzica, a w przyszłości – mamy nadzieję – pozwoli im zbudować dobre relacje małżeńskie i rodzinne.

 

Egoizm nie może cię pokonać

Kiedy oboje z mężem przyjmujemy postawę z tamtej pierwszej agapy, służąc sobie nawzajem z miłością, nie musimy się bać, że nasze własne potrzeby pozostaną niezaspokojone. Gwarantem bezpieczeństwa moich interesów jest Chrystus, działający przez mojego męża. Nie muszę nawet zabiegać i troszczyć się o siebie, bo on to zrobi. To działa w obydwie strony. Jednak wszędzie gdzie są ludzie, prędzej czy później egoizm weźmie górę i ktoś postawi własne dobro na pierwszym miejscu. Taka sytuacja nie oznacza porażki. Bo życie to proces, któremu towarzyszą ciągłe wybory. Ważne, że jeśli chcemy coś zmienić w naszych rodzinach, a naszym dzieciom skrócić drogę do utworzenia silnych, założonych w Bogu małżeństw, zmiany musimy zacząć od siebie. I trzymać się tego dzień po dniu.

O autorze

Tak Rodzinie

Tak Rodzinie

Katolicki magazyn formacyjny Wydawnictwa Sióstr Loretanek

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: