Edukacja

Nauczanie domowe – szansa czy przekleństwo?

Do końca ubiegłego roku nauczanie domowe rozwijało się bardzo dobrze. Według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej taką formą edukacji objętych było ponad sześć tysięcy dzieci, a licząc „zerówkowiczów”, ich liczba dochodziła do siedmiu tysięcy. Tuż przed Bożym Narodzeniem Ministerstwo ogłosiło rozporządzenie obcinające dotacje na edukację domową o około 40 procent. Taki „prezent” pod choinkę. Dla rodziców ze środowiska ED to był szok.

Wynik jesiennych wyborów parlamentarnych i wygrana „prorodzinnego” Prawa i Sprawiedliwości wywołało w środowisku homeschoolingu niekłamaną radość i poczucie bezpieczeństwa. Pierwsze decyzje nowej szefowej MEN Anny Zalewskiej, oddające rodzicom możliwość wyboru w sprawie sześcio i siedmiolatków, zdawały potwierdzać te nadzieje. Drastyczne obcięcie funduszy na edukację domową spowodowało ostrą reakcję – Ministerstwo Edukacji chyba myśli, że ED to jest zamykanie dziecka w pokoju i uczenie go bezkosztowo, a obcięcie subwencji nie uderzy w rodziny. Będzie dokładnie odwrotnie. Uderzy w rodziny, i to w rodziny wielodzietne – oburza się Anna Brzostek, mama trójki „homeschoolersów”. Jej zdaniem zmniejszenie dotacji pozbawi rodziny wielodzietne możliwości korzystania z zajęć dodatkowych lub lekcji muzealnych w dotychczasowej ilości. Zaś na ich dokupywanie dużych rodzin po prostu nie stać.

Resort edukacji przekonuje, że wprowadzone rozwiązanie nie jest wymierzone przeciwko rodzicom ani dzieciom nauczanym domowo ale przeciwko oszustom, którzy na dotychczasowym systemie zbudowali sobie dochodowy interes. – Trafiliśmy na sytuację, że w pewnej gminie, która ma 5 000 mieszkańców, nauczaniem domowym objętych jest 900 uczniów. Do szkoły pojechali wizytatorzy, którzy przez kilka tygodni bezskutecznie próbowali nawiązać kontakt z dyrektorem. Okazało się, że budynek jest na głucho zamknięty. Są tam właściwie tylko dwa pomieszczenia wynajęte na dodatkowe zajęcia. A w ogóle szkołę prowadzi niepubliczne stowarzyszenie z Warszawy. Przeniosło się ono do wiejskiej gminy po to, żeby wyłudzać pieniądze. Takich przypadków znaleźliśmy kilkanaście – mówiła Anna Zalewska w wywiadzie dla wpolityce.pl

Izabeli Budajczak, jednej z pionierek polskiego homeschoolingu, takie wyjaśnienie nie przekonuje. Jej zdaniem pomysł obcięcia funduszy na nauczanie pozaszkolne wypłyną ze środowiska samorządowców szczególnie skupionych wokół Unii Metropolii Polskich. Już w 2013 roku samorząd Sopotu uzyskał z MEN taką interpretacje przepisów aby dotacji edukacyjnej nie wypłacać dla domowych „zerówkowiczów”. Rzecznik Praw Obywatelskich uznał takie stosowanie przepisów za bezprawne. Prace nad obecną regulacja, pełna parą ruszyły na wiosnę 2015. W ich trakcie lobby samorządowe miało sugerować aby dotację zmniejszyć nawet o 90 procent. Ostatecznie wyszło czterdzieści. Samorządy o których mowa zdominowane są głównie przez Platformę Obywatelską i jej sojuszników. Nauczanie domowe, w niektórych krajach europejskich jest zakazane. W Niemczech nawet karane grzywną lub więzieniem. Niektórzy Niemcy omijają ten rygorystyczny przepis korzystając z takiej możliwości w Polsce. Rodzi się zatem pytanie czy samorządowcy nie byli podatni na „sugestie” polityków niemieckich aby jak najskuteczniej ukrócić ten proceder. Pytań do Platformy Obywatelskiej jest zresztą więcej. To za ich rządów w Polsce powstały takie rozwiązania prawne, które wykorzystali nieuczciwi przedsiębiorcy edukacyjni, a które obecnie „prostuje” minister Zalewska.

Na styczniowym spotkaniu kierownictwa MEN ze środowiskami nauczanie domowego padła wyraźna deklaracja, że Ministerstwo nie zamierza wylewać dziecka z kąpielą. Padały zapewnienia o szczególnej ochronie dla małych wiejskich szkół, z których wiele korzystało z obniżonej dotacji. Uzgodniono powstanie wspólnego „menowsko-rodzicielskiego” zespołu do wypracowania dobrych rozwiązań dla dzieci i ich nieskrępowanej edukacji. Czas pokaże, czy te zamierzenie się spełnią a nauczanie domowe w Polsce przybierze podobne rozmiary jak w USA, które są światowym liderem w tej dziedzinie. W systemie pozaszkolnym uczy się tak około 3 procent uczniów czyli dwa miliony dzieci. Na egzaminach osiągają o ponad 40 procent lepsze wyniki niż ich szkolni rówieśnicy a najlepsze uniwersytety witają z otwartymi rękami i hojnie przyznają stypendia.

Foto: Robbi Baba/Flickr/CC BY-NC-ND 2.0

O autorze

Rafał Karpiński

Rafał Karpiński

Mąż, ojciec jednej córki i dwóch synów. Człowiek wielu zawodów i zainteresowań. Konserwatysta. Miłośnik historii dwudziestego wieku.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: