Być mamą, być tatą

Niespodzianka…

Jak wiecie, jestem mamą piątki dzieci. Pierwsza grupa w ilości cztery sztuki ulęgła się nam w zamierzchłych latach dziewięćdziesiątych, lekko zahaczając o sławny rok 2000.4da5c-img_3256

Zdjęcie, które widzicie , zostało zrobione w Magdalence w roku 2002, kiedy mnie i mężowi wydawało się że mamy już duże dzieci. Najstarsza miała 8 lat, druga z kolei 7, rodzynek 5, a najmłodsza świeżo ukończone dwa latka. Niechcący nabraliśmy wtedy przeświadczenia, że tak będzie zawsze; że nasze dzieci już takie zostaną: małe, kochane, zabawne. Gdzieś w tyle głowy majaczyła nam co prawda świadomość przemijalności czasu i tego, że w pewnym momencie dzieciaki wylecą z naszego przytulnego rodzinnego gniazdka na szeroki świat, ale nie traktowaliśmy tego poważnie. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy pewnego niedzielnego poranka okazało się, że nikt od nas nic nie chce – ba, że mimo dosyć zaawansowanej pory dnia, nikt nie ma zamiaru ruszyć ani rączką ani nóżką. Staliśmy się rodzicami NASTOLATKÓW.

Nie powiem, żyło nam się wygodnie jako rodzicom Dużych. Leniwe weekendy, wyprawy rowerowe, delegowanie naszych dotychczasowych obowiązków na młodsze pokolenie. Pozbyliśmy się wszystkich wózków, łóżeczek, grzechotek, śpioszków a także ciążowych ubrań. Znikły ślady małych, lepkich paluszków na ścianach, ciągnące się przez cały dom na wysokości około metra. Zanikły plemienne kłótnie i wojny, zaczęły się fajne rozmowy, dobre lektury i filmy. Zaczęło się też wzajemne podbieranie ciuchów i śledztwa w sprawie znikających w zastraszającej ilości rajstop. Tak wysokie pogłowie kobiet objawiło też inną, całkiem niespodziewaną dziedzinę zakupów hurtowych: artykuły sanitarne oraz szampony do włosów…

Aż tu nagle… Aż tu nagle nie zmieściłam się w ulubioną (dodajmy – jedyną) wyjściową sukienkę. Co jest, do jasnej Anielki?! W moim zaawansowanym wieku kwestie związane z wagą traktuje się śmiertelnie poważnie, a kaloryczne rachunki sumienia robi się co najmniej kilka razy na dobę. No cóż, żadnych grzechów nie pamiętam…przynajmniej żadnych poważniejszych. To nie może być TO, o czym nagle pomyślałam…z pewnością takie ekscesy już są poza mną…Co prawda, mdliło mnie ostatnio, ale wszyscy mieli jakieś grypy żołądkowe, myślałam, że mam i ja. Co prawda, miałam nagłą ochotę na kaszankę, a ochota na kaszankę była zwykle u mnie oznaką TEGO, co już na pewno mnie nie spotka, bom już wyrosła z takich  rzeczy. No dobra, na wszelki wypadek sprawdzimy…TO NIEMOŻLIWE. A jednak możliwe. Chłopak, termin 26 czerwca 2011.

Najpierw szok i niedowierzanie, później obłędna radość. Dziewczyny ruszyły w kupowanie ubranek, oglądanie wózków i łóżeczek, chłopaki (tatuś z synkiem) nieco ogłupieli z tego wszystkiego, ale powoli na oszołomione oblicza wypłynął uśmiech od ucha do ucha. MAMY DZIDZIUSIA.

Ciąża czterdziestoparoletnia rzeczywiście jakby bardziej ciąży, ale wszystko osładza myśl o małym ukrytym syneczku, cierpliwie, dzień po dniu przygotowującym się na spotkanie z liczną rodzinką.23080-img_0827

Nareszcie nadszedł wielki dzień. Poród sprawniutki, dzidziuś śliczniutki, tylko mina pani doktor jakby trochę kwaśna. Co jest? No, coś jest, ale nie wiedzą co. Pobierają badania, czekamy. Wynik: hipoglikemia. No, może wskazywać na dużo strasznych straszności, ale może nie. Kroplówki, badania, kroplówki, badania, kroplówki, badania. To wykluczamy, tamto wykluczamy, cukier się waha, a jeszcze pojawiła się żółtaczka.

Szukali, szukali, przebadali od stóp do głów, nic nie znaleźli. Poziom glukozy w normie. Nareszcie wychodzimy!!!!

W taki sposób pojawił się w naszym domku drugi rzut potomstwa, w postaci rodzynka Tomeczka. Dziecko nie dosyć, że najmłodsze, to jeszcze mające do dyspozycji oprócz mamy i taty – czwórkę  zakochanego w nim starszego rodzeństwa, babcię i dziadka. Centrum wszechświata po prostu. Niezłe wyzwanie pedagogiczne dla starszych rodziców: jak nie wychować rozpieszczonego potworka.

A starsi państwo musieli ponownie przedzierzgnąć się w młodych rodziców małego dziecka, jako upgrade do starszych rodziców panien na wydaniu i młodzieńca pod wąsem.

No dobra. Kolki – znamy, znamy. Alergie – znamy, znamy. Nietolerancja laktozy – irytująca nowość, która w dodatku nie pozwala karmić piersią. Rozczarowanie numer jeden. Syndrom Beckwitha – Wiedemanna to rozczarowanie numer dwa, ale o tym napiszę innym razem. Migreny spowodowane notorycznym niedospaniem to rozczarowanie numer trzy, chyba najdotkliwsze ze wszystkich. Poza może wstawaniem o świcie, zwłaszcza w weekendy. Dom na nowo zagracił się wózkami, łóżeczkami, śpiochami oraz zabawkami obficie dostarczanymi przez całą okolicę znajomych i przyjaciół. 375b2-img_3284W pewnym momencie pojawiły się ponownie ulubione ślady lepkich paluszków na wszystkich możliwych ścianach…

Późne rodzicielstwo jest jak spacer po lesie – słońce przeświecające przez liście. Wiele rzeczy przychodzi z większym trudem, często brakuje cierpliwości, wiele spraw się po prostu odpuszcza. Z drugiej strony jakby bardziej docenia się każdy etap rozwoju malucha, celebruje każdy moment ze świadomością, że to, co jest, już nigdy się nie powtórzy. Jest też łatwiej, bo są starsze dzieci. Nie powiem, że są zawsze zachwycone koniecznością zajmowania się młodszym bratem, ale zajmują się nim z wigorem i pokładami cierpliwości, których często brakuje ich mamusi.

O autorze

Katarzyna Głowacka

Katarzyna Głowacka

Mama piątki dzieci, babcia jednego wnuka; z zawodu doradca rodzinny, z upodobania blogerka (Mama w dużym brązowym domu) oraz nałogowa czytelniczka. Mieszka z rodziną w podwarszawskim Józefowie.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: