Małżeństwo

Obowiązki mogą być lżejsze!

Wiadomo – dom to kilka etatów w jednym dla gospodyni. Wiadomo – doba ma 24 godziny a i pospać trzeba. Tymczasem obowiązek goni obowiązek, czasem dogania. Wtedy np. jednocześnie przepytujemy z angielskiego, mieszamy gulasz i kołyszemy niemowlę.

Nie myśl drogi czytelniku, że podam receptę na odjęcie balastu z codzienności w sensie dosłownym. Prawda jest taka, że nie możemy sobie ot tak odpuścić części obowiązków. Są sposoby, aby lepiej zorganizować dzień, nie brać wszystkiego na siebie, ale o nich była już mowa w tekście Anny Brzostek „Zarządzanie czasem”.

Chcę powiedzieć o czynnikach innego gatunku, które sprawiają, że brzemię staje się lżejsze.

SENS

Jeśli uzmysłowię sobie, że te moje monotonne, powtarzane dzień w dzień czynności są ważne i potrzebne, poczuję się odpowiednią osobą na właściwym miejscu. Dumną, bo beze mnie świat (co prawda ten nasz prywatny mikro-, ale jednak świat) się zawali. Jeśli dostrzegę ten sens, może przestanę zamęczać siebie oraz domowników utyskiwaniem, że znowu centymetr kurzu, nieobrane ziemniaki itd. (Chciałam dopisać stertę brudnych naczyń, ale przecież mam pewien sprzęt domowy – zmywarunię).

DOCENIANIE

Ten sens łatwiej zauważyć, jeśli jest się docenianym. To niby takie banalne, ale jak usłyszę, że świetnie sobie radzę, że piekę najpyszniejszą pizzę, że to wspaniale, że znajduję czas na poczytanie dzieciom książki, rosną mi skrzydła u ramion. Dlatego, Drodzy Mężowie, jeśli to czytacie, zauważcie dziś, co zrobiły wasze żony i pochwalcie je. Najlepiej za konkretną rzecz:)

Być docenianą to nie wystarczy. Ja, żona, też muszę zauważać, doceniać trud głowy rodziny i wyrażać swoje uznanie. Mam wtedy poczucie, że tworzymy zgrany zespół. Mimo że przez ileś godzin doby trudzimy się każde na swój sposób, oddzielnie, to jednak mamy wspólny cel: dobro rodziny. Licytowanie się, kto zrobił więcej i lepiej nie czyni codziennych obowiązków łatwiejszymi!

MIŁOŚĆ

Na koniec najważniejszy czynnik. Miłość. Porzućmy poczucie obciążającego przymusu. Wybrałyśmy miłość – czynienie dobra dla innych jako sposób na życie. Wybrałyśmy małżeństwo i macierzyństwo. Jeśli będziemy działać z miłością i z miłości, to nasz codzienny trud stanie się piękny i całkiem znośny. Uświadamiajmy to sobie co dzień podkasując rękawy i wkładając fartuchy. Nie zapominajmy o życzliwości, uśmiechu, kiedy dajemy bliskim swój czas i siły.

O autorze

Maria Sowińska

Maria Sowińska

Jest szczęśliwą żoną oraz mamą szóstki dzieci na ziemi i jednego u Pana Boga. Ukończyła filologię polską jako wielbicielka pragmatyki językowej. Prowadzi firmę Dobra Fala i jest wydawcą wrodzinie.pl. Lubi las, długie spacery, spotkania z ludźmi i gry planszowe – szczególnie z mężem.

4 komentarze

  • Mnie w trudnych chwilach pomaga myślenie, że to tylko na chwilę. Że dziecko już niedługo wyjdzie z pieluch, że za chwilę nauczy się chodzić, że już niedługo dziecko samo zacznie sprzątać swoje łóżko, że już niedługo samo się ubierze… Kiedy tak sobie wszystko tłumaczę i widzę postępy całej trójki to jest lżej 😀

  • Wszystko staje sie lekkie i robimy to z radością, gdy jest prawdziwa miłość, wyrażana przez codzienną obecność, pracowitość i czułość obu małżonków 🙂

  • Pewien starszy ksiądz doradził mi kiedyś, aby wszystko co robię ofiarowała za coś, albo za kogoś. Mając małe dzieci, kiedy po raz enty sprzątałam pokój nuczyłam się ofiarować to w intencji..aby dzieci były zdrowe, jak szłam do dentysty….ból ofiarowałam za pijącego znajomego. Po prostu każdą trudną sytuację nauczyłam się ofiarować Bogu- o ile łatwiej wszystko znosić, o ile mniej odczuwa się wszelaki ból! A intencji nigdy mi nie braknie. Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: