Kultura i sztuka

Old Fashioned, czyli miłość w staroświeckim stylu

Amber podróżuje przed siebie dopóki starczy jej benzyny w baku. W pick-upie wiezie swój skromny majątek i kota. Droga zaprowadzi ją w końcu do małego miasteczka. Traf chce, że niekonwencjonalna podróżniczka wynajmie mieszkanie nad warsztatem i sklepem Old Fashioned, prowadzonym przez bardzo nietypowego mężczyznę. Clay ma swoje teorie na ważne życiowe tematy. Nie chodzi na randki, bo randkowanie to udawanie, które nie przygotowuje do małżeństwa. Nie przebywa sam na sam w jednym pomieszczeniu z kobietą. Oczywiście się nie całuje. O seksie przed ślubem nie ma mowy. Jest bardzo old fashioned (staroświecki). Czy zawsze był takim dziwakiem?
Z relacji jego nielicznych przyjaciół dowiadujemy się, że nie. Clay był szalonym studentem, brał życie pełnymi garściami, na nic nie chciał czekać i wszyscy go uwielbiali. Ale przed dziewięciu laty spotkał Jezusa i stał się strasznym sztywniakiem. Amber jest tym zaintrygowana i coraz bardziej zauroczona przystojnym Clayem.

„Old Fashioned” wbrew pierwszemu wrażeniu nie jest tylko chrześcijańskim romansem, zwykłym love story z religią w tle. To film o miłości, ale i o przebaczeniu. I to przebaczeniu samemu sobie. Zarówno Amber jak i Clay są „ludźmi z przeszłością”. Z przeszłością, która ciągnie się za człowiekiem jak smuga cienia, można sobie radzić lepiej lub gorzej, albo nie radzić w ogóle. Można przed nią uciekać, można się też „biczować” rozpamiętując ją i w ramach kary odmawiać sobie prawa do szczęścia. Można, będąc chrześcijaninem, nic nie rozumieć z Bożej miłości i miłosierdzia, z Jego planu dla nas. I o tym także jest ten film. O odkrywaniu prawdy o samym sobie, o prawdziwej pokorze, miłości i świętości.
Twórcom należą się brawa za to, że nie stworzyli filmu nachalnie religijnego i nie każą widzom wysłuchiwać z ekranu kazań przyjacielskiego pastora, chociaż rzadko i na krótko wciela się w tę rolę ciotka głównego bohatera. Dużo bardziej przemawia bowiem historia człowieka, który przez swoje poranienie niemal stracił szansę na szczęśliwe życie.

Film jest konsekwentnie w starym stylu. Miodowa barwa zdjęć ociera się o kolor starych fotografii. Rzecz dzieje się współcześnie, ale różnych nowoczesnych gadżetów (choćby telefonu komórkowego) tam nie zobaczymy, za to sporo mebli i wyposażenia z lat 50-tych, 60-tych i 80-tych. Narracja jest bardzo spokojna, powolna, zupełnie niedzisiejsza.

Co mi w filmie przeszkadzało? (Potem, kiedy już przyzwyczaiłam się do rytmu opowieści.) Rik Swartzwelder w głównej roli męskiej. Swartzwelder jest też reżyserem, scenarzystą i współproducentem filmu. Rola Claya jest jego pierwszą dużą rolą filmową. Tak bardzo jednak brak w niej ognia, a tak dużo sztywności, że trudno uwierzyć, aby był kiedyś popularnym studentem, a teraz zaintrygował temperamentną Amber (w tej roli dobra Elizabeth Ann Roberts). Dużo bardziej przekonywujący jest Tyler Hollinger w drugoplanowej roli Brada – dziennikarza radiowego i kupla ze studiów Claya, który nieustannie ucieka przed dorosłym życiem i zobowiązaniami.

„Old Fashioned” to dobra propozycja na spokojny, ale nie pusty, relaks po dniu lub tygodniu pełnym pośpiechu i zajęć. Daje nadzieję, że w tym zapędzonym świecie nadal jest miejsce i czas na tradycyjne zaloty, są dobrzy, bezinteresowni ludzie, którym zależy na szczęściu innych, a smutek i samotność może przemienić się w radość i miłość.

Polska premiera filmu: 23 czerwca 2017 r.

 

O autorze

Marta Dzbeńska-Karpińska

Marta Dzbeńska-Karpińska

Z wykształcenia politolog i manager, z wyboru fotograf i dziennikarz. Autorka książki i wystawy „Matki: mężne czy szalone?” Współpracuje z miesięcznikiem „Tak rodzinie”. Żona i mama trójki dzieci. Fanka czarno-białej fotografii analogowej. Bardzo lubi ludzi, spacery i muzykę, a niekiedy także gotowanie.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: