Rodzina

Opieka – praktyczny wymiar miłości

Maria ma trzydzieści lat, długie włosy związane w koński ogon i piękne, smutne oczy. Znalazłam ją na portalu społecznościowym, na którym promowała akcje charytatywne. W wolnych chwilach zajmuje się dobroczynnością, ale tych wolnych chwil jest niewiele.
-Jeśli chcesz o mnie napisać, to napisz, że nie robię nic wyjątkowego – zaznaczyła od razu, w odpowiedzi na próbę kontaktu z mojej strony. – Nie mam już ochoty na teksty w stylu „poświęciła swoje życie”.
-Mówili tak o tobie? Że poświęcasz swoje życie?
-Nie chcę do tego wracać. Takich sformułowań może używać tylko ktoś, kto zupełnie nie wie o czym mówi.

Sposób na życie według Marii

Średnia długość życia w Polsce wzrasta. Żyjemy coraz dłużej dzięki rozwojowi medycyny i wzroście świadomości społecznej w zakresie profilaktyki. Statystyki dotyczące długości życia niestety nie mówią nic o jego jakości, a przecież sprawność fizyczna i psychiczna każdego z nas jest różna i z wiekiem różnicuje się coraz bardziej. W większości rodzin znajdziemy kogoś, kto wymaga opieki. O chorobach, leczeniu, zapobieganiu, rehabilitacji wiemy już prawie wszystko. Często jednak zapominamy, że za tę stałą opiekę odpowiadają opiekunowie. Opiekunowie, którzy często stoją w cieniu, a ich świat nierzadko ograniczają cztery ściany domu chorego.

-Nie założyłaś swojej rodziny – mówię cicho do Marii.
-Chcesz zapytać, czy to jest mój wybór? – dopytuje Maria. – Nie dziwi mnie to. Wszyscy dokoła mówią o wyborze.
-Nie rozumieją, że ty już dokonałaś wyboru?
Mama Marii jest unieruchomiona od pięciu lat. Przyczyna: choroba o podłożu neurologicznym.
-Nie pisz więcej – prosi Maria, jedynaczka, która zrezygnowała z pracy, żeby opiekować się mamą.
-Nikt nie wie, co nas spotka. Trzeba być przygotowanym na wszystko i po prostu wziąć to wszystko, dobre i złe, świadomie, prawdziwie, w pełni. Chciałabym, żeby w końcu ktoś zobaczył w mojej drodze coś innego, niż „poświęcenie”.
-Co takiego? – pytam, chociaż dobrze znam odpowiedź.
-Miłość – mówi Maria i uśmiecha się. – Jeśli się kogoś kocha, to chce się z nim być. Tu naprawdę nie ma wielkiej filozofii.

Irina się przywiązuje

Irinę spotykam w jednej z warszawskich kawiarni. Jest zupełnie inna niż Maria, ale na pierwszy rzut oka widzę ich wspólne cechy: obie są zdecydowane, skrupulatne, to one nadają ton i sens rozmowie.
-Najpierw napisz, że jestem Polką – prosi Irina. – Moi dziadkowie byli Polakami. To jest ważne.
-Jak długo pracujesz „na opiece”? – pytam, bo właśnie tak w języku opiekunek nazywa się tę pracę.
-Mija trzynasty rok. Ze wszystkimi byłam do końca.
-Do końca, to znaczy?
-Miałam pięć osób na opiece. I tylko jedną zrehabilitowano do samodzielności. Mamy kontakt do dziś. Dziwisz się? Nie powinnaś. Człowiek się przywiązuje, po prostu.

Irina jest zawodową opiekunką. Wykonuje czynności pielęgnacyjne, nadzoruje podawanie leków, podaje jedzenie, karmi, poi, masuje, rozmawia. Oprócz tego sprząta, gotuje, robi zakupy.
-Głównie wtedy, kiedy rodzina chorego wraca z pracy – zaznacza. – W ciągu dnia jestem z pacjentem. -To jest trudna praca.
-Fizycznie tak, trzeba dużo dźwigać. Psychicznie gorzej. Mówiłam ci już: człowiek się przywiązuje.

Praktyczny wymiar miłości

Wracam z pracy około siedemnastej. Codziennie. Wykonuję te same czynności, które musiałabym wykonać, gdybym mieszkała sama, albo gdybym miała rodzinę. Gotuję, sprzątam, krzątam się w codzienności. Jedyna różnica jest taka, że zawsze milej uśmiechnąć się do kogoś, niż do ściany. Podopieczny okazuje wdzięczność. Przytula się, dziękuje za obiad, dziękuje za starania.

Moja babcia jest osobą niepełnosprawną, ale chodzącą, więc w miarę możliwości pomaga mi w prostych czynnościach. Lubi zmywać naczynia. Lubi słodycze, cukierki poprawiają jej nastrój. Potrafi cieszyć się drobnostkami. Nie wiem, czy w codziennej krzątaninie byłabym w stanie usłyszeć szelest papierka po cukierku, śpiew ptaszka za oknem czy szum wiatru. Dzięki niej – słyszę. Ona potrafi to wyłapać, te drobnostki, z których tak naprawdę składa się życie. Potrafi nimi się cieszyć.

-Napisz, że opieka to nic szczególnego, to po prostu cierpliwość i troska – prosi mnie Maria. – Jestem, ponieważ kocham. Tu nie ma nic więcej.

Foto: sdfgsdfgasdr/Flickr/CC BY-ND 2.0

O autorze

Marta Cynkier

Marta Cynkier

Z wykształcenia politolog, z zamiłowania dziennikarka, z zawodu urzędniczka.
Grodziszczanka z urodzenia i wyboru. Kobieta wierząca, działaczka społeczna, ale przede wszystkim – córka w stanie spoczynku, wnuczka i siostrzenica.
Interesuje się zdrowiem publicznym, prawem spółdzielczym i pomocą społeczną. Przybrana córka nieżyjącego już weterana powstania warszawskiego. W wolnych chwilach czyta wszystko, co wpadnie jej w ręce. Lubi nutki i literki. Debiutowała w 2005 r. na Turnieju Jednego Wiersza „Srebrna Szyszka” w Międzyborowie.

6 komentarzy

  • Tak jakoś właśnie jest. Uśmiechnąć się do ściany nie jest niczym złym, ale ściana tego uśmiechu nie odwzajemni.
    Opiekowałam się kiedyś pewna panią Danusią, która na każdy dzwonek do drzwi reagowała słowami: „Nie otwieraj! Przyszli po ciebie!”. Było zabawnie. I bardziej pamiętam takie chwile niż te trudne, związane z dźwiganiem, karmieniem, odsysaniem czy – wręcz – tuleniem do snu. Nie wstydzę się tego, choć wiem, jak to brzmi. Pani Danusia miała ponad 90 lat i płakała z bólu, kiedy nie mogła zasnąć. Tuliłam ją wtedy i trzymałam za rękę – sama nie wiem, ile razy w ciągu tego roku, kiedy do niej jeździłam.
    Dzieci? Miała. Wpadały raz w tygodniu. Porozmawiać ze mną i dać nowe wytyczne. O pani Danusi mówili: „ona”.
    PS. Ma Pani rację. Opieka to – „jestem, bo kocham”. To troska i cierpliwe towarzyszenie.Tyle i tylko tyle.

  • A mi jest ciężko i brakuje mi cierpliwości. Pracuję, mam czworo dzieci i 95-letniego ojca. Przeszłam ciążę pozamaciczną i operację, nie mogę się po tym pozbierać. Ojciec jest przykry i roszczeniowy, zawsze taki był. Czuję, że opieka nad nim jest ponad moje siły i mam dość.

    • Gdyby nie praca, nie dzieci, nie wiek Pani Ojca… starczyłoby i tak aż nadto. Mówią mądrzy ludzie, że Pan Bóg nie daje takich ciężarów, których człowiek nie może udźwignąć. Więc – głowa do góry, kochana B. Serio. Cierpliwości brakuje każdemu z nas – a (jak to napisała Autorka tekstu) tylko ten, kto wie, o co w tym chodzi, jest w stanie zrozumieć. Mocno trzymam za Ciebie kciuki. Na różańcu.

  • Droga B., chyba tylko opiekun jest w stanie zrozumieć uczucia drugiego opiekuna. Tak często się o nas zapomina, o naszych podstawowych prawach, chociażby do odpoczynku, chwili oddechu… Szczególnie po takiej traumie, którą przeszłaś. Współczuję Ci zwyczajnie, po „człowieczemu” – z całego serca.

  • Bardzo Wam dziękuję za te słowa, a zwłaszcza za modlitwę. Ból po stracie dziecka jest straszny. Jeszcze raz dziękuję!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: