Podróże i zwiedzanie

Osobliwości Rangun

W Rangun, które to miasto do 2006 r. było stolicą Mjanma, widać coraz więcej zagranicznych turystów, nie tylko z Chin i Australii, chociaż ci najbardziej rzucają się w oczy. Turyści przyjeżdżają przyciągnięci egzotyką miejsca, dobrą kuchnią i rozsądnymi cenami. Nawet w zwykłej restauracji można posilić się w sympatycznych warunkach, kosztując miejscowych specjałów, które zachwycają niezwykłą gamą smaków. Z racji na bliskość morza, miejscowa kuchnia obfituje w ryby i owoce morze. W restauracji, w której zatrzymaliśmy się gdzieś na przedmieściach Rangun, na czarnej tablicy biały napis po angielsku informował, że jest to dzisiejsze menu, po czym nazwy potraw wypisane zostały w języku birmańskim, który ma swój oryginalny alfabet, w niczym nieprzypominający łacińskich liter ani nawet cyrylicy. Jak się okazało nie było to żadną przeszkodą, ponieważ nieopodal kuchni znajdowały się olbrzymie akwaria z żywymi rybami, małżami, krewetkami i homarami, które można sobie było wybrać do bezpośredniej konsumpcji. Obok stały skrzynie wypełnione lodem, gdzie również spoczywało całe bogactwo morskich otchłani, ale już bez oznak życia, w oczekiwaniu na swoją kolejkę pojawienia się na stołach, z krótkim wcześniejszym pobytem w kuchni, w celu odpowiedniego przygotowania się na spotkanie coraz to nowych gości. Muszę powiedzieć, że dawno nie jadłem tak dobrego obiadu, o tak świeżych i naturalnych, morskich smakach.

Jedną z ciekawostek Rangun jest olbrzymi, spoczywający na prawym boku posąg Buddy w świątyni o dość złożonej nazwie Chaukhtatgyi Buddha Temple. Posąg ten posiada 66 m długości. Leżący Budda cerę ma białą, odziany jest w złote szaty, o niezbyt męskim wyrazie twarzy, z czerwonymi ustami i niebieskimi cieniami wokół oczu trwa w melancholijnym zdumieniu. Przed nim liczni pielgrzymi i turyści robią sobie okolicznościowe zdjęcia. Z drugiej strony posągu, od strony pleców, stoi długi rząd małych figur Buddy na podwyższeniach, gdzie pielgrzymi mogą składać swoje ofiary. Są tylko dwa rodzaje tych figur: stojące i siedzące, wykonane w identyczny sposób. Na olbrzymich stopach Buddy, w kolorze ceglastym, umieszczone zostały symbole buddyjskiego kalendarza. Naprzeciwko nich na ścianie namalowano kolorowe freski przedstawiające sceny z życia Buddy. Pierwszy posąg w tym miejscu został ufundowany już w 1899 r. przez bogatego Birmańczyka Sir Po Tha. Ostatecznie prace nad nim zakończono w 1907 r. Jednakże nie był dziełem zbyt udanym, był nieproporcjonalny i podobno posiadał agresywny wyraz twarzy. Ostatecznie w latach pięćdziesiątych stary posąg został zniszczony, a nowy zaczęto wznosić pod nadzorem U Thaunga, mistrza z miasta Tavoy, obecnie Dawei. W nowej konstrukcji na szczególną uwagę zasługują szklane oczy o wymiarach 1,77 na 0,58 metra. Zostały zrobione na zamówienie wykonawców posągu w Naga Glass Factory. Ostatecznie obecny posąg Buddy został konsekrowany w 1973 r.

Następną osobliwością Rangun, znajdującą się na jego peryferiach, jest pagoda noszącą nazwę Kyaikhmawwun Ye Le Pagoda, umieszczona na małej wysepce na jednym z dopływów rzeki Rangun, o wdzięcznej nazwie Hmaw Wun Creek. Pagoda ta, znajdująca się w dość gęsto zabudowanym kompleksie świątynnym, kryje w sobie relikwie Buddy. Na wyspę można dotrzeć tylko łódką. W zależności od zasobności portfela można popłynąć samotnie, albo w licznym towarzystwie, obszerną albo wąską łódką. Pagoda została zbudowana przez króla Zeyasana, siódmego króla dynastii Pada w III wieku przed Chrystusem. Wysokość oryginalnej pagody wynosiła tylko 11 stóp. Kyauktan Ye Le Pagoda poczynając od 1857 r. była początkowo czczona w klasztorze East Mingala Village, Kyauktan Township. W 1939 r. została jednak przeniesiona na wspomnianą już wyspę Hmaw Wun Creek. Następnie pagoda została odnowiona w 1948 r. Według miejscowych buddystów Kyauktan Ye Le Pagods nigdy nie jest zalewane wodą, bez względu na to, jak wysoka jest fala na rzece, i zawsze jest wystarczająco miejsca dla wszystkich ludzi, bez względu na to, jak zatłoczona jest platforma pagody. Wszystkie te osobliwości mają świadczyć o szczególnym charakterze tego miejsca i nadprzyrodzonej opiece nad nim. Na wyspie znajduje się też świątynia, która powstała podobno ponad 2000 lat temu. Pagoda chroni w swoim wnętrzu złoty posąg Buddy, który umieszczony został w małej, misternie zdobionej sali. Kompleks świątynny zawiera jeszcze kilka bogato zdobionych budowli z ciekawymi rzeźbami w drewnie i złotymi dekoracjami zwieńczonymi wielopoziomowym dachem zwanym Pyatthat. Pielgrzymi biegają od pagody do różnych świątyń i kapliczek znajdujących się na wyspie, składają ofiary oraz zanoszą modły w najróżniejszych potrzebach. Natomiast turyści z aparatami albo tylko z telefonami, usiłują wykonać jak najładniejsze ujęcia. Po zakończonych modłach, tudzież fotografowaniu, ostatnią atrakcją na wyspie jest karmienie ryb. Ludzie wychodzą na wybetonowany cypel wyspy, do którego z podpływają sumy i prawie że jedzą z ręki. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, najbardziej cieszą się dzieci z tego osobliwego spotkania z rybami. Szkoda tylko, że woda jest mętna i nie można ich podziwiać w pełnej krasie.

Dodatkową atrakcją Rangun, z której chętnie korzystają turyści, są wycieczki statkiem po delcie rzeki o tej samej nazwie, jak położone nad nią miasto. Początkowo mieliśmy trudności z odnalezieniem właściwego statku, ale w końcu się udało. Na nadbrzeżu witały nas wulkanem kolorów rybackie łodzie. Przy okazji byliśmy na statku zasiedlonym przez Australijczyków, gdzie impreza z muzyką i drinkami zaczęła się, zanim statek ruszył w podróż. W końcu odnaleźliśmy nasz właściwy środek lokomocji, którego większość pasażerów stanowili Chińczycy. Co prawda nie tańczyli i nie słuchali muzyki, ale za to głośno rozmawiali, ciągle robili zdjęcia i karmili mewy, od których trudno się było potem uwolnić. Wreszcie ruszyliśmy, mijając pod drodze wraki porzuconych okrętów. Kiedy zapadł zmierzch naszym oczom ukazała się cudowny spektakl zachodzącego słońca. Taka wariacja złota, żółci i czerwieni robiła na każdym podróżującym olbrzymie wrażenie. Niejako automatycznie dusze wznosiły się do nieba. Wreszcie można było popatrzeć na słońce nie mrużąc oczu, co w ciągu dnia nie jest możliwe. Pomyśleć, że wszyscy ludzie, na całej ziemi, z różnych jej punktów patrzą na to samo słońce. W drodze powrotnej ujrzeliśmy światła wielkiego miasta, które pogrążyło się w mrokach nadchodzącej nocy, by ze wschodem słońca znowu obudzić się do kolejnego dnia. Wedle słów proroka Malachiasza: A dla was, czczących moje Imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach (3, 20). A tym słońcem, przepowiadanym przez proroka, jest po prostu Chrystus.

O autorze

Ks. Henryk M. Jagodziński

Ks. Henryk M. Jagodziński

ur. w 1969 r. w Małogoszczu. Ukończył WSD w Kielcach i otrzymał święcenia kapłańskie. Uzyskał doktorat z prawa kanonicznego na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie. W 1999 rozpoczął przygotowanie do służby dyplomatycznej na Papieskiej Akademii Kościelnej, którą ukończył w 2001. W tymże roku rozpoczął służbę w dyplomacji watykańskiej pracując kolejno jako sekretarz nuncjatur: na Białorusi (2001-2005) i w Chorwacji (2005-2008). W 2008 rozpoczął pracę w Sekcji ds. Relacji z Państwami w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej. W latach 2015-2018 Radca Nuncjatury Apostolskiej w Indiach, obecnie pracuje w Nuncjaturze w Bośni i Hercegowinie.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: