Społeczeństwo

Parawaning

Jak zwykle od początku lata grzeje nas nie tylko słonce, ale i pewne tematy. Już pominę drażliwy temat jakim jest miesiąc trzeźwości w sierpniu. Ale też i inne. Pamiętne dni Powstania Warszawskiego. Pielgrzymki do Częstochowy. Zbliżający się nowy Rok Szkolny. Że nie wspomnę o lipcu, ledwie minionym. Jak to mówią – „dzisiejszy dzień będzie jutro dniem wczorajszym”…

Latem jednak najbardziej atrakcyjnym tematem są wakacje. A szczególnie wakacje nad morzem. Wdałam się ostatnio w gorącą polemikę na temat „parawaningu” na facebooku. Jak zauważyłam – parawany na plaży najbardziej przeszkadzają ludziom, którzy akurat w ten sposób nie spędzają swojego wolnego czasu. No, może najwyżej w formie wycieczki, bo poza tym jeżdżą do wysoko cywilizowanych krajów – Grecje, Tunezje, Egipty, Cypry – gdzie wszystko jest unormowane, plaże podzielone na sektory, na nich równe rzędy identycznych leżaków i parasoli, dookoła palmy i kelnerzy z coctailami. A tu nasze przaśne Władysławowo, pełniuteńkie ludzików, co szczególnie widać na zdjęciach z dronów.

Ach, wakacje nad morzem. Pierwsze to były Międzyzdroje z mamą, ona na wczasach a ja na doczepkę. Akurat zaczęłam podrastać a wtedy młode panienki stają się bardzo wstydliwe, szczególnie co do stroju plażowego. Na starym zdjęciu jeszcze w charakterystycznym plecionym koszu plażowym widać, jak osłaniam swoje dziecinną goliznę chowając twarz przed obiektywem…
Może teraz zresztą jest już inaczej. Tacy wszyscy współcześni i wyedukowani.
Więc nieco rozdrażniona tymi głosami krytycznymi na temat plaży i zakazu dla parawanów napisałam ostrym piórem (tzn. klepiąc w klawiaturę):
– Najpierw zakaz parawanów, potem palenia, potem małych dzieci bo krzyczą, potem emerytów bo nieestetyczni, potem pływania bo brudzą wodę, potem parasoli bo zasłaniają słońce, potem zakaz jedzenia na plaży bo śmierdzi i odpadki, wreszcie ograniczenia czasowe bo piasek musi odpocząć, i tak dalej, i tak dalej. A tak się niewinnie zaczyna!
Już ponad trzydzieści osób zgodziło się z tą moją opinią!

Nie każdy w wakacje czyta książki, a szczególnie „Paradoksy i nowe paradoksy” Kard. Henri de Lubac-a, które zaliczyłam pewnego lata akurat koło Władysławowa. A tam przeczytałam:
„To że człowiek różni się, nawet głęboko, od drugiego człowieka, wcale nie oznacza, że jest jego nieprzyjacielem: oznacza, że istnieje. Uznać i zaakceptować własną odmienność nie jest przejawem dumy. Uznanie i zaakceptowanie cudzej odmienności nie jest przejawem słabości. Jeśli ma zaistnieć związek, jeśli związek przedstawia sobą jakiś sens, może to być jedynie związek ludzi, którzy różnią się między sobą. A nawet, i przede wszystkim, właśnie przez uznanie i akceptację różnicy owa różnica zostaje pokonana i związek może się spełniać.”

Myślałam więc że mój żartobliwy wpis załatwi sprawę, ale nie.
Pod spodem znów mała „wycieczka” do mnie, czyli nowy wpis zatroskanej osoby:
– Prawdę mówiąc należałoby tak zrobić. Mewy nad Bałtykiem już nie uświadczysz (chyba że w porcie). Przeniosły się w głąb lądu gdzie sieją zniszczenie (pożerając mniejsze ptaki i małe zwierzęta, pasąc się na śmieciach) nie mówiąc o budzeniu wszystkich bladym świtem. Ryb nie ma i nie ma miejsca aby łapę postawić. Wracajcie dwunożne szkodniki skąd przyszliście.
Co ja skwitowałam radośnie:
– Tak, tak! Wszystko pozamykać!

Tylko gdzie będziemy wyjeżdżali na wakacje my, czyli wszystkie Grażyny, Barbary, Janusze i wielu innych, wliczając w to ich dzieci – to będzie spora liczba obywateli, których nie stać na zagraniczne frykasy, albo po prostu wolą zostać w kraju. W kraju, to nie znaczy że cały czas mają siedzieć we własnym domu…

O autorze

Elżbieta Nowak

Elżbieta Nowak

Z wykształcenia budowlaniec, pedagog, dziennikarz. Z zamiłowania – felietonista. Obecnie na emeryturze, lecz wciąż aktywna zawodowo – ma felietony w Polskim Radiu i w prasie katolickiej, prowadzi rubrykę korespondencyjną w „Niedzieli” (jako „Aleksandra”), udziela się w parafii, należy do SIGNIS. Jej strona autorska to Kochane Życie - www.elzbietanowak.pl

1 Komentarz

  • Pani pali? To proszę truć tylko siebie, a nie mnie i moje dzieci. Być moze, gdy Pani była mlodsza o tym nie mówiono, ale teraz już to wszyscy wiedzą, że palenie szkodzi. I smierdzi. Nie przypuszczałam, że można tak głupio w ponoć rodzinnym serwisie bronić palaczy. I to katolickim.. ech.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: