Edukacja

Pokolenie Instant

„Tuż przed maturą kwitły kasztany, żyło się jakby we śnie…” 
Pamiętam dzień swojej matury, zupełnie jakby to było całkiem niedawno, a przecież tyle lat już minęło…Dzień był dość chłodny i pochmurny; po deszczowej nocy ulice mojego Lublina były mokre i pachniały wiosną. Pamiętam, że jechałam do szkoły z koleżanką i jej tatą … trabantem!, a pod szerokim paskiem, przytrzymującym moją studniówkową, granatową spódnicę miałam małe karteczki ze ściągawkami. Oczywiście, nie użyłam ani jednej z nich, ale czułam się pewniej, mając je przy sobie.
Maturę pisaliśmy w klasach, komisja składająca się z trzech nauczycieli siedziała na starej katedrze (ciekawe, czy młode pokolenie wie, co to takiego?), a ich biurko było zastawione kanapkami, owocami i ciastami, przygotowanymi przez troskliwe i opiekuńcze mamy. Na naszych ławkach stała tylko woda i siedziały pluszaki, umilające nam czas i przysłaniające troszkę przed sokolim okiem szacownej komisji. Cztery tematy do wyboru (ostatni – analiza wiersza, na której wielu się wykładało, bo jak tu przewidzieć, co autor miał na myśli?!), niezapisane kartki papieru kancelaryjnego i pięć godzin do dyspozycji, podczas których trzeba było napisać wypracowanie, będące przekrojem całej literatury. Pamiętam, że pisałam o literaturze wojny i okupacji „Ocalić od zapomnienia – refleksje maturzystki”. Nie ograniczano naszych słów i nie wymagano od nas, abyśmy „wstrzelili” się w klucz, ułożony przez Kogoś Bardzo Mądrego; który tak naprawdę ma na celu jedno – wyprodukować pokolenie ludzi myślących szablonowo. Rozległa wiedza jest niebezpieczna, bo zagraża myśleniem. a dzisiejszy proces edukacji za wszelką cenę chce nasze dzieci tego pozbawić.
Nastały czasy pokolenia instant. „Instant” czyli już, natychmiast, szybko i bez wysiłku.
Ostatnio załatwiałam coś w banku; malutkiej filii, do której przychodzą głównie ludzie starsi, zamieszkujący tę okolicę. W kolejce do kasy cierpliwie czekały dwie osoby. W pewnym momencie wszedł młody człowiek i dołączył do kolejki. Wytrzymał dwie minuty. 120 sekund bezczynności i zatrzymania okazało się ponad jego siły. Gwałtownie wstał i wyszedł. Nie był w stanie zmierzyć się z miłą ciszą, panującą w tym miejscu i przegrał z własną cierpliwością. Już, teraz, natychmiast. Muszę to mieć na „już”. Tego oczekują dziś młodzi ludzie.
Pokolenie żądaniowe. Wszystko im się należy i mają wyłącznie prawa. Szybko się komunikują, jedzą w biegu, żyją w pośpiechu. Wszystkiego chcą spróbować, mieć stawiają nad być, a życie ma być łatwe i przyjemne. Wypełniają swój świat nieustannymi dźwiękami i nie potrafią funkcjonować w ciszy. Bo cisza zmusza do pobycia sam na sam ze sobą i swoimi myślami.
To nie jest ich wina, ich pokolenie inaczej nie potrafi. To my, pokolenie stanu wojennego, z troski o nich, chcąc wynagrodzić naszym dzieciom nasz niedostatek, rozpuszczamy je do granic niemożliwości.Wszystko podajemy im na tacy. Kupujemy rzeczy, których sami nie mieliśmy, nie zastanawiając się, czy one w ogóle tego potrzebują. Moja Babcia nieustannie obdarowuje moich chłopców ptasim mleczkiem, za którym oni wcale nie przepadają. Ale Babcia tego nie rozumie, bo aby kupić ptasie mleczko dla mnie, musiała stać w trudnych dziś do wyobrażenia kolejkach, bez pewności, że kupi cokolwiek, kiedy już dotrze do lady.
Nasze dzieci już od najwcześniejszych lat szkolnej edukacji dostają gotowe rozwiązania. Dzisiaj nie wymaga się od młodego człowieka wiedzy i rozumienia, tylko wybrania gotowego rozwiązania, spośród czterech podanych. A potem kończy się tak, że młodzież potrafi świetnie rozwiązać test wyboru, ale nie potrafi się wypowiedzieć, bo tak naprawdę nie ma wiedzy, która potem mogłaby ich w życiu poprowadzić.
Drodzy rodzice, jeśli nie weźmiemy edukacji naszych dzieci w swoje ręce i nie będziemy stawiać im wysoko poprzeczki; powierzając ich kształcenie i kształtowanie wyłącznie współczesnej szkole, będziemy mieli pokolenie znające jedynie cztery litery alfabetu A, B, C, D (test wyboru!), tłumaczące analfabetyzm i lenistwo dysleksją i dysortografią, i traktujące nasz kulturalny i historyczny dorobek jako przeżytek, który należy odstawić do lamusa, bo dzisiaj żyje się inaczej. Bez poszanowania podstawowych zasad i szacunku do drugiego człowieka.
Taka refleksja naszła mnie dzisiaj w związku z egzaminem dojrzałości; kiedy troszkę przyjrzałam się systemowi edukacji, który od czasu wprowadzenia nowej matury, z roku na rok staje się coraz gorszy…
(maj 2013)
fot. Marcin Piotr Oleksa

O autorze

Monika A. Oleksa

Monika A. Oleksa

Pisarka, eseistka, blogerka. Lektor języka angielskiego i businesswoman. Od dwudziestu lat żona Marcina. Mama dwóch nastolatków. Marzycielka z duszą wrażliwą i otwartą na drugiego człowieka. Pisanie jest jej pasją od zawsze.Debiutowała w 2002 roku  zbiorem opowiadań „Uśmiech Mima”. Pierwsza powieść „Miłość w kasztanie zaklęta” ukazała się w 2011 roku, kolejne: "Ciemna strona miłości”, "Samotność ma twoje imię", „Niebo w kruszonce” i „Spacer nad rzeką”. Blog autorki http://magialiterczarslow.blogspot.com/

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: