Świadectwa

Prawda, która wyzwala

Chciałabym podzielić się z Wami łaskami, których doświadczam codziennie. Dziękuję mojej rodzinie i przyjaciołom za wsparcie i ogromną akceptację, za otoczenie mnie modlitwą. Dziękuję za ich wielką miłość. Miłość, która zwycięża śmierć. W realny sposób odczuwam jej potęgę każdego dnia, a Bóg dokonuje w moim życiu cudów.

Od wielu lat borykałam się z nawracającą depresją. Kilka razy potrzebowałam terapii na oddziale w szpitalu psychicznym. To długa historia, w której pełno Bożej łaski. Teraz jednak chciałabym opowiedzieć Wam o minionym roku. Od marca 2016 roku doświadczałam wielu trudów, zmagałam się z przeszłością, która „zaatakowała” mnie i „nękała” starymi i już nierealnymi lękami, a jednak bardzo namacalnymi. Ja – dorosła kobieta musiałam nazwać to, czego doświadczyłam jako dziecko i zwalczyć poczucie winny, które mnie paraliżowało w każdej prawie sekundzie. Ja – mama piątki dzieci musiałam zaopiekować się jeszcze jedną maleńką istotą – opuszczonym dzieckiem, czyli samą sobą z czasów dzieciństwa.

Tylko w ten sposób mogłam świadomie przebaczyć moim krzywdzicielom, ale przede wszystkim sobie, że traktowałam samą siebie z obojętnością i brakiem szacunku. „Poznacie prawdę a prawda was wyzwoli” – właśnie tak się dzieje w moim życiu. Bóg dał mi ogromne wsparcie poprzez ludzi, którymi mnie otoczył, którzy pomogli mi wyjść z izolacji, przestać się ukrywać i wstydzić.

Jestem też na programie „12 kroków ku wolności” i krok po kroku zdrowieję. Wiem, że jestem wobec wielu spraw bezsilna, ale Bóg jest wszechmocny i Jemu ufam (czyli 1, 2 i 3 krok – w skrócie „ja nie mogę, Bóg może, chyba Mu pozwolę”). Obrachunek moralny jakim jest 4 krok pozwolił mi zobaczyć kłamstwa, w które wierzyłam i przestać w nie wierzyć. Moje „ja fałszywe” umiera i Bóg mi pokazuje, jaką mnie stworzył naprawdę. Ja jestem Jego córką! Doszłam do 5 kroku i mam jeszcze przed sobą ich 7. To bardzo duuużo …NADZIEI!

Od lutego 2017 wróciła mi radość życia, a wręcz poczucie, że góry mogę przenosić. Wiem, że te wahania góra-dół, depresja-mania to moja osobowość, mój krzyż. Dlatego z większą rozwagą podchodzę do siebie i zobowiązań, które biorę na siebie – a przynajmniej staram się uważać. Nie boję się kolejnego dołu.

Wiem, że zawsze jestem w rekach Boga, że On jest ze mną. Żyję TU I TERAZ (a jak zobaczę, że babram się w przeszłości lub fantazjuję na temat przyszłości – potrafię wrócić do rzeczywistości, bo tylko tu i teraz jest obszar mojego działania) i naprawdę bardzo cieszy mnie ta fontanna energii, która ponownie tryska w moim życiu.

Świadectwo przesłane przez naszą Czytelniczkę.

Photo credit: donvix via Foter.com / CC BY

O autorze

Redakcja

Redakcja

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: