Być mamą, być tatą

Prawo do łez

Wracam jeszcze do tematu okrucieństwa wobec dzieci. Nie w formie oczywistej i wołającej o pomstę do nieba, o której donosi prasa, ale tej przykrytej kurzem codzienności i pośpiechu. Chodzi mi o ten pradaoks, kiedy dziecko płacze, a rodzic krzyczy. Ośmiesza. Ironizuje. Może nawet bije. Nie wiem, czy istnieje większa samotność człowieka niż ta właśnie – gdy reakcją na ból emocjonalny jest obojętność lub agresja. Trudnych lekcji wniesionych w dorosłość płynie z takich sytuacji wiele.

Po pierwsze – nie mogę prosić o pomoc, nie mam takich narzędzi. To, które jest dla dziecka najbliżej dostępnym sygnałem S.O.S. – łzy – nie działa. Co oznacza, że prawdopodobnie nic nie działa i jest się w życiu zdanym na siebie.

Dalej – nie mam prawa do smutku, żalu, wtsydu, rozczarowania i całej tej palety uczuć, o której mówi płacz. Empatia rodziców, przytulenie mamy, daje paszport do przeżywania własnych emocji, przyjmowania ich ze spokojem, radzenia sobie z nimi. Równie katastrofalny jak krzyk na płaczące dziecko jest zreszta baton czy cukierek “dla odwrócenia uwagi”.

Karanie za łzy to także informacja, że nie można być słabym, że nie ma się prawa do bólu, a nasze granice mogą być tratowane właśnie wtedy, gdy jesteśmy najbardziej bezbronni.

W konsekwencji braku dostrojenia zachowań rodziców w odpowiedzi na przeżycia dziecka – możliwe są dwie ścieżki: brak empatii w przyszłości (i powielanie we własnym życiu sytuacji, w których dziecko, płacząc, “doprowadza rodzica do szału” – i zamiast mądrego wsparcia, rodzic wyżywa się na dziecku za własną  frustrację, nie wiedząc, co robić z trudnymi emocjami) albo nadwrażliwość, która prowadzi do chorobliwego wsłuchiwania się w emocje innych i prób spełnienia ich oczekiwań z pominięciem własnych fundamentalnych potrzeb.

Możemy używać różnych dorosłych słów dla zaniku empatii: rozsądek, obiektywizm, “weź się w garść”, “nie ma o co płakać”, podczas gdy jedyną słuszną reakcją na łzy jest pełne skupienia pytanie: “dlaczego płaczesz?”, “co się stało?”, “widzę, że coś się dzieje”.

To są początki osławionego “zarządzania emocjami” – czyli bycia w kontakcie z tym, co czuję, umiejętności nazywania, rozumienia emocji i radzenia sobie z nimi w mądry sposób. Podobnie jeśli jako dorośli ludzie doświadczamy paraliżu wobec czyjegoś cierpienia, potrzeby racjonalizowania go albo ucieczki, to prawdopodobnie dlatego, że sami nie doświadczyliśmy empatii, która uczy być z emocjonalnym trudem i zostawia wolność dla jego przeżywania, jednocześnie nie zarzucając wsparcia.

O autorze

Małgorzata Rybak

Małgorzata Rybak

Żona Andrzeja, mama trójki dzieci, z wykształcenia anglistka; w latach 2011-17 związana z Fundacją Pomoc Rodzinie i warsztatową formą pracy z małżeństwami. Autorka książki "Raz się żyje. Przewodnik po work-life balance", którą napisała z ks. Jarosławem Szymczakiem. Pisze i publikuje od lat. Prowadzi warsztaty rozwojowe oraz własnego bloga na stronie malgorzata-rybak.pl.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: