Wiara

Przekroczyć próg… Jean Thierry Ebogo vs Chiara Badano

Szpital onkologiczny. Twarze smutne i zalęknione w oczekiwaniu na kolejne wyniki badań. Twarze dorosłych, nastolatków, a nawet małych dzieci. Wiele twarzy.
Tak bardzo boimy się choroby, cierpienia, czy wreszcie śmierci. Strach o zdrowie i życie czasem potrafi całkowicie zawładnąć człowiekiem, nagle wyrwanym z nurtu swej codzienności, z bezpiecznej przystani, w której wszystko miał tak idealnie poukładane i zaplanowane co do minuty. Wróg przychodzi z zaskoczenia, atakuje ciało i osłabia ducha, każe przekroczyć szpitalny próg i wprowadza w nowy wymiar rzeczywistości, gdzie zmusza bezbronnego do walki o przetrwanie. Jakże wielkiej siły wymaga samo stawienie czoła chorobie, nie mówiąc już o znoszeniu bólu z radością i z uśmiechem na ustach. Czy w tej męce słabego ciała w ogóle możliwa jest radość, gdy tak zwyczajnie po ludzku gaśnie nadzieja…?

Świadectwo życia Jeana Thierry`ego Ebogo, karmelity bosego, przedstawione w książce pt. „Thierry, który pragnął stać się Jezusem”, może stanowić dla nas wezwanie do wytrwałego poszukiwania światła nadziei w każdej trudnej życiowej sytuacji, bo skoro pojawia się cień na ludzkiej drodze, to jednocześnie oznacza, że gdzieś musi być i światło! Thierry je odnalazł. Pełne światła były też niezwykle piękne oczy błogosławionej dziś Chiary Badano.

Promienna twarz Thierry`ego spoglądająca na nas z ostatnich zachowanych fotografii, nie zdradza w najmniejszym stopniu śmiertelnej choroby. Za tym pogodnym uśmiechem skrywa się jednak ogromne cierpienie młodego człowieka, dla którego medycyna nie zna ratunku.
Urodzony 4 lutego 1982 roku w Kamerunie Jean Thierry, od dziecka zafascynowany Jezusem, pragnął zostać w przyszłości kapłanem. Przeciwności losu sprawiły, że nie udało mu się zrealizować tego celu u oblatów Maryi, jak to sobie wymarzył, jednak z czasem odnalazł dla siebie nową drogę, drogę prowadzącą do Karmelu – tam postanowił służyć. Rozpoczął więc kanoniczny nowicjat, lecz wkrótce zapadł wyrok, który pokrzyżował jego plany – nowotwór złośliwy.

W roku 1990, gdy Thierry był zaledwie 8-letnim chłopcem, we Włoszech powoli żegnała już ten świat niespełna 19-letnia Chiara Badano. Była ona piękną, uśmiechniętą i wysportowaną dziewczyną, kochała morze i góry, marzyła o wyjeździe na misje do Afryki, chciała zostać stewardessą. Niespodziewanie choroba nowotworowa uniemożliwiła jej realizację tych zamierzeń.

Zauważmy, jak wiele wspólnego mieli ze sobą Thierry i Chiara, choć nigdy w życiu się nie spotkali. Łączyła ich przede wszystkim ta ogromna radość życia, zarówno w zdrowiu, jak i później w trakcie choroby.

Obydwoje pochodzili z głęboko wierzących rodzin, tak więc już w dzieciństwie w ich sercach zaszczepiona została miłość do Jezusa. Spędzali dużo czasu na modlitwie. Starali się żyć Ewangelią na co dzień, okazując miłość bliźnim. Cechowała ich wybitnie altruistyczna postawa, wręcz poszukiwali okazji do pomagania innym, zwłaszcza tym najsłabszym. Szybko nawiązywali bliskie relacje z ludźmi. Byli inteligentni, odważni i energiczni, obdarzeni silnym charakterem, bardzo lubiani wśród rówieśników. Nie omijały ich jednak życiowe upokorzenia, jak choćby te związane z nauką w szkole. Z niewytłumaczalnych właściwie powodów, Thierry nie zdał za pierwszym podejściem egzaminu maturalnego, natomiast Chiara nie przeszła do następnej klasy. Przeżywali to bardzo, lecz w tych upokorzeniach starali się zawsze dostrzegać Jezusa Opuszczonego.

Kochali muzykę. Kochali również sport. Życiowe pasje odebrał im dokładnie ten sam rodzaj nowotworu, mianowicie nowotwór złośliwy kości. Z trudem a jednocześnie z pokorą Chiara i Thierry przyjmowali utratę sprawności fizycznej, bo jeżeli Bóg tego chciał, oni także.
Gdy Thierry`emu amputowano prawą nogę, ofiarował to cierpienie w intencji nowych powołań zakonnych i kapłańskich dla Karmelu i dla całego Kościoła, co opisał w jednym ze swych wierszy.

Gdy Chiara straciła władzę w nogach, powiedziała: „Młodzi są przyszłością. Ja już nie mogę biec. Chciałabym przekazać im pochodnię. Jak na olimpiadzie. Mają tylko jedno życie. Warto przeżyć je dobrze”.
Uśmiech Thierry`ego bardzo przypominał uśmiech Chiary. Dlaczego…? Może dlatego, że wypływał z tego samego źródła, czyli prosto z serca, które bezgranicznie umiłowało Boga i mu zaufało. Nikt, kto zbliżył się do Thierry`ego nie mógł odejść zasmucony, ponieważ on wolał wszystkim dawać radość. W pokoju szpitalnym Chiary także królował optymizm, chora nie potrzebowała współczucia, to raczej inni ludzie czerpali od niej siły i otrzymywali pocieszenie.

Chwilami przychodziło też zwątpienie, czy wytrwają w swym cierpieniu i pozostaną wierni Bogu, bali się tak, jak boi się każdy człowiek w obliczu zagrożenia, czuli bezradność, ale trwali pomimo to.
Thierry, który pierwotnie pragnął przywdziać białą tunikę, aby „stać się Jezusem”, na łożu śmierci zakłada biały płaszcz karmelitański, podczas uroczystości składania ślubów wieczystych. Na swój pogrzeb Chiara przygotowuje zawczasu białą sukienkę, niczym na dzień ślubu, bo przecież „wychodzi za Jezusa”.

Chiara „Luce” Badano w ostatnim akcie miłości oddaje swoje rogówki do przeszczepu. Umiera 7 października 1990 roku, w niedzielny poranek, w święto Matki Bożej Różańcowej. Z uśmiechem na ustach wypowiada do mamy ostatnie słowa: „Bądź szczęśliwa, bo ja jestem szczęśliwa”.
Thierry Ebogo na krótko przed śmiercią obiecuje, że spuści z nieba deszcz powołań na Karmel i na Kościół. Odchodzi 5 stycznia 2006 roku, mówiąc z radością: „Jak piękny jest Jezus, ile światła… jak piękny jest Jezus”.

Młodzi i piękni świadkowie naszych czasów, Thierry i Chiara, do ostatniego tchnienia powtarzali ze szczęściem wymalowanym na twarzy, jak bardzo kochają Boga i jak bardzo pragną wypełniać Jego wolę. Tu na ziemi przekroczyli swój próg cierpienia, a jednocześnie i „próg nadziei” – o którym pisał niegdyś św. Jan Paweł II. Odeszli, każde z walizką pełną uczynków miłości, aby niebawem przekroczyć próg nieba. Chiara Badano została beatyfikowana w 2010 roku w Rzymie. Proces beatyfikacyjny Jeana Thierry`ego Ebogo od Dzieciątka Jezus i Męki Pańskiej rozpoczął się w 2013 roku i nadal trwa.

Trudno chyba dopowiedzieć cokolwiek więcej w tym miejscu, bowiem te dwa życiorysy mówią same za siebie. Może tak po prostu wystarczy nam zachować pamięć o tych wspaniałych młodych ludziach, przepełnionych światłem wiary i czerpać z tego źródła inspirację do uświęcania własnego życia. Opowiadajmy więc historię Thierry`ego i historię Chiary kolejnym pokoleniom, aby kontynuować to posłannictwo, które wcale nie zakończyło się z chwilą śmierci…

Anna Karczmitowicz, spec. ds. marketingu i PR w Wydawnictwie Karmelitów Bosych

s. Maria od Krzyża OCD, Thierry, który pragnął stać się Jezusem, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2018

Artykuł ukaże się w Głosie Karmelu nr 80 (marzec-kwiecień 2018)

O autorze

Redakcja

Redakcja

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: