Być mamą, być tatą

Rodzicielski projekt: M3 i etat na start?

Jedynak w oczach rodziców

Często słyszę z ust rodziców wychowujących jedno dziecko, że głównym powodem dla którego nie zdecydowali się na kolejne potomstwo jest brak wystarczającego zaplecza finansowego: Niestety, bardzo bym chciał, ale nie stać mnie na drugie dziecko. Wychowanie dziecka bardzo dużo kosztuje. Trzeba zapłacić za edukację, kupić mu samochód, musi mieć swoje M3 na strat. Przydałby się też etat. Dla jednego dziecka jeszcze dam radę coś załatwić w budżetówce… Nie, nie stać nas na drugie dziecko.

Nasi dziadkowie uważali, że dziecko trzeba wychować na człowieka kochającego Boga, Ojczyznę i Rodzinę. Dziś wielu rodziców uważa, że są zobowiązani do zabezpieczenia dziecku przyszłości i uważają, że zrobią to najlepiej kupując mu samochód, mieszkanie i pomagając, albo znajdując dla niego wygodny etacik. To rzeczywiście może doprowadzić do tego, że w polskich rodzinach będzie się rodziło mało dzieci a rodzice będą sfrustrowani i zamiast skupiać się na dziecku i na jego rzeczywistych potrzebach, będą dążyć do jak najszybszej realizacji narzuconego im przez media i środowisko rodzicielskiego projektu. I kto znowu na tym wygra? Na pewno nie dziecko i nie rodzice.

Rodzice w oczach jedynaka

Zasługuje na uwagę jeszcze jeden fakt, iż ci sami rodzice, którzy nie mają czasu dla własnego jedynego dziecka, bo ciągle są zapracowani, by zabezpieczyć jego materialną teraźniejszość i przyszłość, nie mają również czasu na pielęgnowanie więzi rodzinnych z własnymi rodzicami: Ciągle pracuję, by zabezpieczyć przyszłość naszego dziecka i jeszcze do tego mam trudną sytuację z moimi rodzicami. Są już starzy, niedołężni… a do tego zrobili się strasznie zrzędliwi, nie da się z nimi długo wytrzymać. Dobrze, że jest nas czworo rodzeństwa. Dzielimy się obowiązkiem opieki nad nimi i jakoś dajemy radę.

Co za ironia? Ten sam rodzic, który pozbawia swoje dziecko rodzeństwa, w obliczu piętrzących się życiowych trudności, szczęśliwy jest, że nie jest jedynakiem. Jakże łatwiej jest zaopiekować się schorowanymi rodzicami, gdy ma się rodzeństwo.

Jedynakowi znacznie trudniej pochylić się nad wymagającymi opieki rodzicami. Musi sam zadbać o siebie i o swoich rodziców.

Świadomie decydując się na jedynaka, skazujemy go na samotność i obciążamy ogromnym brzemieniem odpowiedzialności za siebie samego i za rodziców, którzy będą kiedyś potrzebować jego pomocy. O ile łatwiej jest dwóm osobom (rodzicom) zaopiekować się jednym dzieckiem, o tyle trudniej jest jednemu (dziecku) zaopiekować się obojgiem rodziców.

Egoistyczny rodzicielski projekt

Zatem, czy rodzicielski projekt nie jest w dużym stopniu projektem miłości własnej rodziców? Czy tu nie chodzi o to, by zadbać o nasze dobre samopoczucie, że zabezpieczyliśmy dziecku przyszłość? A może bardziej wartościowe byłoby nauczenie dziecka zasad dobrego inwestowania i pokierowanie jego edukacją tak, by w przyszłości było w stanie samo zabezpieczyć swoją przyszłość?

Photo credit: zeitfaenger.at / Source / CC BY

O autorze

Magdalena Waleszczyńska

Magdalena Waleszczyńska

nauczycielka języka polskiego i etyki, pedagog specjalny, propagatorka i realizatorka edukacji domowej, współpracuje z miesięcznikiem "Moja Rodzina", prowadzi stronę www.waleszczynska.pl, właścicielka sklepu Aptekanatury24.pl. Prywatnie szczęśliwa żona i mama trójki dzieci.

9 komentarzy

  • Autorka artykułu żyje w jakiejś innej rzeczywistości niż ja… U mnie problemem byłoby M3 dla mnie, mojego męża i przyszłych dzieci… Zapewnianie mieszkania dziecku!? Toż to jakieś marzenia bogacza…

    • A mnie sie wydaje,ze wlasnie o to chodzilo,ze sa ludzie,dla ktorych posiadanie wlasnego M3 to oczywistosc, i granice argumentow przeciwko kolejnym dzieciom przesuneli tam, gdzie wielu z nas widzi marzenia bogacza…

      • Być może jest tak jak mówisz…
        Jednak nie wydaje mi się, że to jest dla nich powodem, dla którego nie decydują się na potomstwo. Myślę, że oni po prostu nie chcą i mając nawet 5 mieszkań nie chcieliby tych dzieci. Prawdziwym problemem jest to, że ludzie którzy szczerze chcą i mają dzieci nie mają odpowiednich warunków na ich wychowanie i perspektyw na takie warunki.
        Swoją drogą, chciałabym żeby dla mnie była to taka „oczywistość”…

        • Wczesniej sie juz wypowiedzialam i dodam, ze rodzice jedynakow tak czesto mowia i zgodze sie z Ola, ze tez tak jest, ze nawet gdy mu szystko zapewnia to i tak znajda wymowke,zeby kolejnego dziecka nie miec, wymowke przed soba. Ale mysle, ze mozna tez glebiej odczytac ten tekst, tzn,ze jednym przeszkadza brak mieszkania dla dziecka a innym brak pokoju dla niego a jeszcze innym cos innego. Kazda wymowka jest dobra.nie musimy tylka patrzec na bogaczy.

  • No cóż, nie pierwszy raz Autorka popełnia tekst nijak mający się do rzeczywistości. I ten tekst o załatwianiu etatu w bużdżetówce – śmiechu warte.

  • Jestem jedynakiem, dostałem od rodziców mieszkanie, pierwszy samochód, gdy zdałem egzamin i otrzymałem prawko. Nie wiem, dlaczego rodzice nie mieli więcej dzieci, może dlatego, że po prostu tak się ułożyło. Pamiętam krótki epizod, gdy chciałem mieć brata, ale był naprawdę krótki. Rodzice też zadbali o swoją starość, ale oczywiście, jak będzie potrzeba, to im pomogę. Dzięki nim po skończeniu studiów nie musiałem się dorabiać mieszkania, ale je miałem, a pieniądze mogłem przeznaczyć na podróże. Moim dzieciom, gdy będę je miał, też kupię mieszkanie na start. Dwójkę mam ustawioną, tzn. jedno dostanie mieszkanie po moich rodzicach, drugiemu kupię, a jak będę chciał mieć trzecie, to będziemy liczyć na spadek ze strony żony. To jest planowanie rodziny! A etat może nie, ale współudział w firmie tak. Pozdrawiam!

  • Jestem zaskoczona, bo nigdy nie uważałam, żeby zapewnienie mieszkania, samochodu i (zwłaszcza!) pracy było obowiązkiem rodzica. Nie uważam, żeby moi rodzice nie spełnili swojego rodzicielskiego obowiązku wobec mnie, bo mi tych rzeczy nie dali i jednocześnie nie uważam, żebym ja to musiała dać swojemu dziecku/swoim dzieciom. Takie podejście sugeruje według mnie postrzeganie swojego dziecka jako „życiowej kaleki”, która sobie bez nas nie poradzi. Swoją rolę jako rodzica widzę za to tak, jak to jest opisane w ostatnim zdaniu, czyli jako naukę oszczędzania, inwestowania, etosu ciężkiej pracy i umożliwienie ukończenia jak najlepszych szkół i studiów przy moim wsparciu finansowym. Ważne dla mnie jest natomiast coś, co tu nie zostało wspomniane, czyli zabezpieczenie materialne własnej starości, aby nie być obciążeniem dla dorosłego dziecka/dzieci. Uważam, że jest to szczególnie ważne dziś, kiedy coraz później decydujemy się na potomstwo i coraz szybciej staniemy się dla niego rodzicami wymagającymi opieki i wsparcia finansowego, podczas gdy ono będzie jeszcze na dorobku.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: