Wiara

Rozmowa, której nie było

Rozmowa, której nie było, ale która tyle razy wyrywała się z głębi serca, kiedy nagle okazywało się, że osobiście, pieczołowicie przygotowana droga, która miała być szeroką i wygodną autostradą, była – wąską stromą ścieżyną o długości zaledwie kilku kroków. Potem był mur. Ściana, której ani obejść, ani obalić, ani przeskoczyć.
Gniew, który dochodził do głosu i musiał znaleźć ujście, żeby nie zabić i nie zniszczyć.

Nie rozmowa. Monolog. Naręcze wyrzutów.

– Nie będziesz mi mówić, jak mam żyć i co mam robić!
Jego głos był jak brzytwa, która przy najmniejszym dotyku kaleczy i jak bicz, który z głośnym świstem przecina nabrzmiałe od upału powietrze.
Dyszał ciężko, z trudem łapiąc oddech nierównymi, łapczywymi haustami powietrza, jak gdyby każdy z nich  miał być ostatnim. W jego spojrzeniu było tyle samo lęku co niechęci, a jego dłonie, zaciśnięte w pięści, zniechęcały do jakichkolwiek słów czy gestów pojednania.

– I nie wyobrażaj sobie, nie poproszę cię o pomóc. – W jego głosie było słychać szyderstwo i kpinę. – Nie jesteś wszechmocny. Nie wierzę, że możesz wszystko, a nawet jeśli, to i tak to nie wystarczy. Wydawało ci się, że nikt nie będzie na tyle odważny, żeby Ci się przeciwstawić? No, to masz zagadkę. – Gniew zaczynał górować na głosem, wydobywającym się z zaciśniętego gardła człowieka. – I zapamiętaj, sam sobie poradzę. Nie będę jak tamci, którzy przychodzili jak psy z podkulonym ogonem i skamlali o choć ułamek twojego wybaczenia czy uwagi. Ja nie przyjdę. Nie wierzę w twoje magiczne SIEDEMDZIESIĄT SIEDEM ani NADSTAW DRUGI POLICZEK. Nie wierzę, słyszysz?

Ostatnie słowa wyrwały się z jego wnętrza i zawirowały w powietrzu, uderzając z głuchym łoskotem w szyby, które zabrzęczały pod ich naporem.

Zamilkł, choć miał jeszcze w sobie, jak mu się wydawało, nieskończoną ilość słów, które nieznośnie uwierały i przygniatały, nie pozwalając mu swobodnie oddychać i myśleć.

Jeszcze ciężko oddychał, ale już jakby lżej.
Z każdą chwilą czuł, jak – wbrew sobie i mimo stawianego oporu – robi się coraz słabszy i coraz mniej pewny siebie. Już nie czuł gniewu ani złości, jedynie ból i bezsilność, które dotykały jego serca, duszy i umysłu, przytępiając wszystko inne i sprawiając, że w jego oczach pojawiły się łzy.

Dlaczego serce tak boli…

Fot. pixabay

O autorze

Dorota Szczepańska

Z wykształcenia i zamiłowania polonistka i pedagog, z pasją teatralną. Pracuje z dziećmi i młodzieżą, ale bardzo lubi też pracować dla niepełnosprawnych. W wolnych chwilach zajmuje się quillingiem i decoupage`em. Robi różańce z nasion łzawicy i kłokoczki. Bardzo dużo czyta. Coraz więcej pisze. Wolontariusz biblioteczny. Prowadzi bloga w-zaciszu-slow.blogspot.com

Leave a Reply

%d bloggers like this: