Małżeństwo

Rozrzucone kapcie

Wracam do domu z apteki. Jest dziesiąta wieczór. Nasz synek mocno przeziębiony. Krople będą dopiero jutro. Sprawdzam sytuację, przytulam, smaruję obtarty nos.

Idę zdjąć buty. W przedpokoju tyle ich w nieładzie. Jeszcze wpis na blog na jutro. Więc nisko się schylam i szukam tematu. Ale on jest tam, w tych butach i jeszcze kapciach, których po kilka sztuk w każdym pokoju.

Bywa, że drobiazgom wypowiadamy regularną wojnę. Ale już kilka lat temu przestałam na temat rozrzuconych kapci robić jakiekolwiek uwagi. Ile razy widzę kapcie Męża w zaskakujących miejscach, myślę, co by ten widok dla mnie znaczył, gdyby stało się jakieś nagłe nieszczęście i Andrzej nigdy by już nie wrócił. I ile wtedy dałabym za to, żeby był i rozkładał te kapcie po całym domu. Znaczyłyby mapę jego wychodzenia w pośpiechu do pracy, wybiegania na chwilę na piłkę czy do sklepu. Milcząca poręka chwilowej tylko nieobecności.

O autorze

Małgorzata Rybak

Małgorzata Rybak

Żona Andrzeja, mama trójki dzieci, z wykształcenia anglistka; w latach 2011-17 związana z Fundacją Pomoc Rodzinie i warsztatową formą pracy z małżeństwami. Autorka książki "Raz się żyje. Przewodnik po work-life balance", którą napisała z ks. Jarosławem Szymczakiem. Pisze i publikuje od lat. Prowadzi warsztaty rozwojowe oraz własnego bloga na stronie malgorzata-rybak.pl.

1 Komentarz

  • Dziękuję za ten wpis (i okazuje się, że temat wymyślony w biegu, jeśli jest dobrze ujęty, może być tak samo inspirujący dla czytelników jak temat „wysiedziany”). Jakże często mam ochotę robić awanturę mężowi lub dzieciom z powodu takich błahostek właśnie: porzuconych butów, porozrzucanych zabawek, walających się skarpetek. A tymczasem to one świadczą o tym, że nasz dom żyje, że żyją w nim ludzie, których kocham, i bez ich obecności może byłby większy porządek, ale byłby to taki zimny, bolesny porządek. Wolę już przewracać się o te kapcie i wiecznie zbierać zabawki.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: