Rodzina

Rynek dla wielodzietnych

Rodziny wielodzietne to specyficzni odbiorcy. Z zasady kupują więcej i mają większe potrzeby. Czasem nietypowe. Są też dobrym klientem, który potrzebuje więcej różnych produktów. A niestety nikt – lub mało kto – o nich pamięta.
Przykład pierwszy z brzegu. Codziennie pijemy herbatę w ilościach o wiele większych niż rodzina trzyosobowa. Siedem osób to co najmniej trzy litry herbaty.
I tu zaczynają się schody. W czym najpierw zagotować wodę na herbatę? Zazwyczaj czajniki są półtoralitrowe, najbardziej pojemnie mogą zagotować 2,5 litra wody. Czyli trzeba gotować dwa razy, zużyć dwa razy tyle gazu lub prądu. Czajnik o pojemności trzech litrów trudno znaleźć, choć zapotrzebowanie na nie jest.
Gdy ogląda się nawet w sklepie internetowym, to oferta jest ogromna, tylko niekoniecznie można znaleźć to, czego poszukujemy. A gdy w końcu po wielu dniach poszukiwania znajdziemy interesujący nas produkt, to nie odpowiada nam wizualnie. Dlaczego duże rzeczy muszą być brzydkie? Tego nie jestem w stanie zrozumieć.
Na koniec, gdy znajdziemy i wielkość i kolor, i stylistykę, która nam odpowiada, okazuje się, że jest to jeden jedyny przedmiot na rynku…
Możesz go kupić albo nie, i gotować wodę dalej w garnku.
Kolejny problem. W czym zaparzyć herbatę? Imbryki można kupić najczęściej na litr herbaty. Są też większe porcelanowe z podgrzewaczem. Wypróbowaliśmy.
Po pierwsze są ciężkie. Dziecko samo nie poradzi sobie z nalaniem herbaty.
Po drugie, po pewnym czasie pękają ścianki i czajnik, choć ładny, nie nadaje się do użytku. Może zdobić kuchnię, ale nie ma już z niego pożytku.
Żeby było łatwiej, można parzyć herbatę w termosie.
I tu następują poszukiwania odpowiedniego termosu. Największe mają pojemność od litra do półtora litra. Dla nas to mało.
Szukamy dalej. Są termosy konferencyjne. Przeważnie mają pojemność od 8 – 10 litrów. To dla nas zdecydowanie za dużo. Znaleźliśmy mniejszy 1,9 litra. Trudno, choć nie jest to produkt, o jaki nam chodziło, to bierzemy. Jest już to największy z podstawowych termosów, o których pisałam wyżej.
Duży, srebrny, tylko sposób nalewania nie bardzo wygodny. U góry znajduje się pompka. Dorosły musi się wysilić, aby nalać, a dziecko zupełnie sobie nie poradzi.
Znaleźliśmy kolejny. Miał pojemność 2,5 litra. Wizualnie nawet ładny i sposób nalewania bardzo prosty. Miał pomysłowy kranik, który lekko się naciskało i nalewała się pachnąca herbata. Cóż, tylko jedna wada. Woda spływa w dół, działa siła grawitacji… i po kilku nalaniach herbaty do filiżanki, zawartość termosu znajdowała się samodzielnie na blacie, a nie w filiżance. Wymieniliśmy trzy sztuki i wszystkie tak miały, a kolejny zalał blat po pierwszym użyciu…
Są na rynku urządzenia AGD, które znacznie mogą skrócić czas przygotowywania posiłków dla liczniejszej rodziny. Jest jedno takie urządzenie, które może wiele. Od miksowania, po szatkowanie, mieszanie, wyrabianie ciasta, gotowanie… i wiele innych funkcji. Każda zabiegana gospodyni domowa marzy o tym urządzeniu. Ja też. Ale ma ono jedną wadę. Ma zbyt małą pojemność. Tylko 2,2 litra. Taka ilość zupy nie starczy dla mojej rodziny na jeden posiłek.
Z zazdrością patrzę, jak moje koleżanki na przykład w pięć minut robią ciasto na pizzę. Ja robię ją tradycyjnie.
Na szczęście na rynku pojawiły się pralki 10 – kilogramowe. I nie trzeba jednego dnia robić 2-3 prań, tylko jedno.
Są też duże zmywarki, które mieszczą więcej zastawy i można umyć wszystko podczas jednego, maksymalnie dwóch cykli mycia dziennie.
Następnym urządzeniem, które oszczędziłoby mi czas i pracę jest obieraczka do ziemniaków. Standardowo może za jednym razem obrać 10 kilogramów ziemniaków. To za dużo jak na naszą rodzinę. Są również mniejsze na… 4,5 kilograma. To wciąż za dużo jak na potrzeby naszej rodziny.
Z drugiej strony, to może i dobrze, bo dzieci też kiedyś muszą się nauczyć obierać ziemniaki. Jaka to satysfakcja, gdy się zje obrane przez siebie ziemniaki. I towarzysko to może i lepiej. Można z dzieckiem dłużej porozmawiać, ono coś opowie i rodzic poznaje swoją pociechę jeszcze bardziej.
Samochód. Kolejna trudna rzecz do kupienia. I choć reklam nowych i starych samochodów jest wiele w radiu, telewizji czy w gazetach, to wielodzietni mają z tym problem. Albo sprowadzają samochody z zagranicy, albo zwykłe dostawcze zamieniają na minibusy i wożą nimi swoją rodzinę.
Niektórzy wybierają opcję pięcioosobową z dodatkowymi dwoma miejscami w bagażniku, ale na bagaże już wtedy nie ma miejsca.
Kupują więc na dachy tak zwaną trumnę i tam przewożą rzeczy.
Gdy my pakujemy się na wakacje, to zawsze zastanawia mnie, jak moja znajoma pakuje rzeczy dla swojej też siedmioosobowej rodziny. U nas tego bagażu jest dużo i ledwo się mieścimy w naszym dużym bagażniku. A jak ona mieści to wszystko? Zawsze budzi to mój podziw i uznanie.
Jeśli jesteśmy już przy wakacjach, to jest z tym problem. Głównie ze znalezieniem noclegu. W zwykłych pensjonatach pokoje są maksymalnie czteroosobowe. Zatem trzeba brać dwa pokoje. To już zwiększa koszty. Niektóre pensjonaty oferują apartamenty, czyli dwa pokoje połączone z kuchnią i łazienką.
Zazwyczaj korzystają z nich dwie zaprzyjaźnione ze sobą rodziny, które razem jadą na wakacje. Ale to wygodna opcja dla wielodzietnych – sprawdziliśmy.
Podobno teraz, po programie 500+, rodziny wielodzietne ruszyły w Polskę i to one z nich korzystają.
Hotele nie mają takiej oferty dla wielodzietnych. Trzeba brać trzy pokoje i koszty rosną.
Jakimś rozwiązaniem są zawsze domy pielgrzyma z pokojami dla 10 osób.
To samo jest w niektórych muzeach. Są bilety rodzinne. Dla dwojga rodziców z trójką dzieci. Kolejnych już się nie uwzględnia. Czasem, jak jest miła pani kasjerka, to policzy bilety dla trzech osób i resztę wpuści gratis, a czasem trzeba płacić za wszystkich i bez wejścia rodzinnego, bo już nie pasujemy do szablonu.
W ogóle rodziny wielodzietne odbiegają od standardu prawie pod każdym względem. Ciekawe, że badacze rynku się tą niszą nie zajmą?
Może warto to im podpowiedzieć?
A jak wyglądają Wasze doświadczenia z wielodzietnością na co dzień?

Photo credit: Foter.com

O autorze

Joanna Jakubowska

Joanna Jakubowska

Z wykształcenia dziennikarz, z miłości żona i mama piątki dzieci: Karol — 10 lat, Mikołaj — prawie 8; Dominik 6, Klara 4,5; Kornelia 2 lata.
Zajmuję się domem i dziećmi — wychowuję je razem z mężem Bronisławem. Lubię czytać książki, fotografować. Od niedawna odkryłam uroki ogrodu — sadzę i sieję kwiaty, aby wokół było kolorowo.

Prowadzę blog:
http://podrodzinnymdachem.blogspot.com

2 komentarze

  • U nas samochody dwa-7-osobowy i 5-osobowy.Zmywarki nie mamy ,bo za małe mieszkanie.Chyba właśnie za małe mieszkanie to największy problem.I jak nas w spółdzielni liczą za zużycie prądu na klatce to od osoby-nie od mieszkania.Jak chcielibyśmy kupić w Kudowie działkę np.od miasta to nie możemy liczyć na żadną obniżkę,z wykupem mieszkania też tak było-płaciliśmy tyle co reszta.

  • Z singlami-parą singli też jest tak,że mają 2 samochody więc na parkingu też zajęte 2 miejsca…Często też metraż mieszkania mają taki sam co rodzina z kilkorgiem dzieci.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: