Wychowanie

Skąd się biorą egoiści

25 lat po upadku komunizmu w Polsce wyrosło nowe pokolenie, które nie zna kolejek po chleb, pustych półek czy kartek na wszystko. To ludzie, którym rodzice zapewnili wszystko to czego sami nie mieli i za czym tęsknili. Jednak w pogoni za zaspokojeniem wszelkich potrzeb swoich dzieci i własnych pragnień sprzed lat zapomnieli o najważniejszym – wychowaniu. W rezultacie wyhodowaliśmy sobie następców, którzy niespecjalnie będą się przejmować naszym losem gdy sił nam zabraknie. Ani państwem, w którym żyjemy.

– Czy możemy usprawiedliwiać rodziców za to, że dają dzieciom to czego sami nie mieli? – pyta prof. Tadeusz Parnowski, kierownik II Kliniki Psychiatrycznej w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie – i stanowczo odpowiada – Nie! To świadczy o głupocie rodziców i przerwaniu ciągłości pokoleniowej. Dawniej najważniejsza była hierarchia wartości. Najpierw przekazywano wartości podstawowe, takie jak wiara, wierność królowi i ojczyźnie. To był fundament, na którym można było budować wartości materialne. Dziś, wielu rodziców odwraca kolejność lub w ogóle pomija wartości podstawowe. W efekcie wyrasta nam pokolenie egoistów, a nawet „psychopatów”.

Dobrze przekazane wartości podstawowe dają wiedzę co jest ważne, a co nie, co jest dobre, a co złe. Tworzą wewnętrzne uporządkowanie, hierarchię, zrozumienie świata i jego przewidywalności. W efekcie poczucie zaradności i motywację do działania oraz umiejętność odnajdywanie się w najróżniejszych, nawet trudnych i skrajnie nie niekorzystnych warunkach. Mówiąc krótko wartości podstawowe warunkują jak żyć i jak przeżyć. I to dosłownie. Pisał o tym Aaron Antonowsky w swojej koncepcji koherencji czyli spójności. Badając losy Żydów w obozach koncentracyjnych jak i po wyzwoleniu. zauważył, że niektórzy dość łatwo załamywali się i szybko umierali, inni potrafili przetrwać piekło i powrócić do normalnego życia. Zdaniem Antonowsky’ego owo poczucie spójności sprawia, że człowiek wszelkie sytuacje w jakich się znajduje potrafi przyjąć i zrozumieć, posiadane umiejętności i wiedza pozwolą mu sprostać wymaganiom. Tak ukształtowana jednostka trudności traktuje jako wyzwania do pokonania a nie paraliżujące zagrożenia.

Zaburzonych coraz więcej

Obecnie jest coraz więcej osób z zaburzeniami osobowości. I nie wypaczyła ich ani komuna, ani przejście do kapitalizmu. Wypaczyło ich to co rodzice z nimi robią. Wypaczyły ich relacje społeczne, zarówno te w najbliższym kręgu jak i te trochę na zewnątrz. Ponieważ po roku 1989 zamiast stabilnej demokracji z jej systemami kontroli państwa nastał społeczny chaos. Chaos, w którym funkcjonujący rodzice sami ulegają pewnemu zaburzeniu, lękowi, utracie mechanizmów samosterowności. I to przekazują swoim dzieciom. Powstaje zaklęte koło gdzie chaotyczne społeczeństwo zaburza rodzinę, która produkuje niestabilne jednostki tworzące społeczeństwo.

– To jest problem państw postsocjalistycznych oraz państw, które nie potrafią sobie poradzić z wychowywaniem dzieci. W ogóle nie dotyczy to państw w których istnieje mechanizm oceny społecznej, tzw. „starych demokracji”, gdzie szkielet państwa i relacji społecznych powstał i jest zachowany nadal. – twierdzi prof. Parnowski.

Np. Anglia jako państwo ma kilkaset lat nieprzerwanych współzależności społecznych. A z tych współzależności stworzyło się społeczeństwo gdzie oprócz zaspakajania własnych potrzeb i realizacji indywidualnych celów funkcjonują potrzeby wspólne. Np. pomoc ludziom starszym. W Polsce owej „lepkości społecznej”, nie pozwoliła w pełni wytworzyć się, najpierw zdegenerowana demokracja szlachecka, potem zaborcy i kolejni okupanci. W efekcie dziś w okolicach świąt pojawia się problem „szpitalnej babci” czyli wzrasta liczba osób starszych przewiezionych do szpitala, a wielu pensjonariuszy spędza święta samotnie w domach starców.

Z punktu widzenia czystego interesu można powiedzieć, że taki starszy nie jest młodemu do niczego potrzebny. Przeciwnie generuje tylko problemy. Skoro więc już dorosły, sam na siebie pracuje i realizuje się w życiu, to po co ma mu pomagać? – Przede wszystkim dlatego, że on jest moim protoplastą. – odpowiada prof. Parnowski – Gdyby nie on to nie było by mnie na świecie. Działa to w obie strony. Za chwilę to ja będą starszy i też będę potrzebował pomocy. A takie będą pokolenia jakie dzieci chowanie. Jak nauczę moje dzieci szacunkiem dla osób starszych to one będą obdarzały szacunkiem mnie. – podkreśla naukowiec.

Posag

To co przekazuje starsze pokolenie młodemu, to jest wartość nie do przecenienia – kumulację mądrości życiowej. Czyli wszystko to, co mu się udało i z czego są dumni oraz to co im się nie udało i jest nauczką. Podsuwają młodemu pokoleniu pomysły na przyszłość. Oczywiście młodzi mają swoją drogę i muszą nazbierać pewną liczbę własnych doświadczeń, zarówno pozytywnych jak i negatywnych, sukcesów i porażek. Młode pokolenie ma w sobie bardzo dużo energii, ale nie ma tego co mają starsi – refleksji. Refleksja rodzi się na podstawie doświadczeń życiowych. To taki stan ducha kiedy bieżące wydarzenia można odnieść do swoich przeżyć i wyciągnąć z nich ogólne wioski. Dzidkowie ojcom, a ojcowie synom przekazują co jest ważne a co nie, co jest dobre a co nie. Przekaz międzypokoleniowy jest czynnikiem lepiącym społeczeństwo. Bez niego, bez dobrych relacji z rodzicami, dziadkami nie mamy tej bazy, fundamentu, na którym można budować własne życie. Może to być punkt odniesienia, z którym można się zgadzać lub nie ale jest. W przeciwnym wypadku wszystkiego trzeba się uczyć od nowa i to w samotności.

Sam wśród obcych

Wartości podstawowe tworzą osobę. Wartości dodatkowe pozwalają jednostce wpasować się w społeczeństwo. Jeżeli ich zabraknie to wyznacznikiem wszelkich działań będzie ego jednostki.  – Wszystko co się dzieje odnoszę do siebie. I w zależności od tego jakie mam te wartości podstawowe, tak będę postrzegał innych. – tłumaczy prof. Parnowski –  Jeżeli będą miał niski poziom lęku, to będę spoglądał na innych z góry, jak na takie „bydło”. Bo moje wartości będą stały wyżej jako wdrukowane mi przez rodziców. Inni są mało warci. Nie są oni w stanie dorównać mi w swoich usiłowaniach życiowych. Są po prostu marni. Czyli nie należy z nimi nawiązywać bliższych relacji emocjonalnych bo jeszcze mnie zepsują. Na polu intelektualnym oczywiście możemy się potykać i współzawodniczyć, walczyć.

Nieumiejętność nawiązywania relacji emocjonalnych wynika także z tego, że rodzice nie nauczyli. – Matka nie śpiewała kołysanek na dobranoc, nie przytulała tylko strofowała. Ojciec nie brał na kolana, nie wysłuchał ze zrozumieniem, gdy syn przegrał bójkę w szkole. Przeciwnie, uczył odwetu i agresji. – To jest emocjonalne kastrowanie dziecka. – podkreśla naukowiec Jego zdaniem kolejnym błędem jest uczenie dziecka o tym, że świat jest wrogi a ono wyjątkowe. Proces wychowania staje się wtedy swoistym szykowaniem do wojny gdzie dobre wykształcenie, kolejne kursy mają być arsenałem broni. Jeśli do tego rodzice za pomocą swoich znajomości i kontaktów pomagają dziecku załatwić pracę, to tak naprawdę deprawują go i psują dając mu w nadmiarze.

Anhedonia i hedonia

Anhedonia to brak odczuwania przyjemności, brak zadowolenia z różnych rzeczy. A bierze się ona z nadmiaru hedonii czyli przesytu w zaspokajaniu potrzeb oraz braku wysiłku dla ich zaspokojenia. Porównując społeczeństwa Zachodu i Afryki możemy zauważyć, że na Czarnym Lądzie prawie niema anhedonii. Każda rzecz jest tam wartościowa i cenna bo bieda i niedostatek są powszechne. Podobnie było w Polsce po II wojnie światowej, dzieci wspaniale bawiły się tocząc fajerki z kuchni węglowej za pomocą pogrzebacza, grając w cymbergaja lub klipę. I były szczęśliwe. Wspomnienia tych zabawek pozostały w nich do końca życia. Dziś dzieci często dostają wszystko co sobie zamarzą. To ciągłe zaspakajanie oczekiwań zabija w nich poczucie wartości rzeczy. Ile ze współczesnych gadżetów, które wypełniają pokoje naszych dzieci, pozostanie w nich na zawsze?

– Żyjemy w sytuacji nadmiaru, którego nie kontrolujemy. Bo o tę kontrolę tu chodzi najbardziej czyli o zhierarchizowane traktowanie dziecka. Czyli nauczenie go, że na rzeczy ważne trzeba zaczekać, a nie od razu biec do sklepu i kupić kolejną zabawkę czy ciuch. Bo z tego natychmiastowego zaspakajania dziecka robi się rozwrzeszczany bachor, który domaga się kolejnej zabawki. Potem wyrasta z niego młody człowiek, który nie zna słowa nie. A gdy nie dostaje to sam bierze.

– Źle wychowaliśmy naszą córkę – opowiadają Damian i Monika – Od wczesnego dzieciństwa miała wszystko na co było nas stać. Ja miałam w późnym dzieciństwie jeną lalkę Barbie, którą dostałam od kuzyna z zagranicy – wspomina Monika – a nasz córka miała ich osiem. W efekcie gdy miała kilkanaście lat, a nie chcieliśmy jej kupić kolejnej pary modnych spodni, ona po prostu ukradła nam pieniądze z portfela i pojechała do sklepu z koleżankami.

W rezultacie z takich dzieci wyrastają osoby zimne emocjonalnie, które zastraszają otoczenie w celu zaspakajania swoich potrzeb. – Moj facet jest łóżkowym egoista… nie patrzy na to aby mi sprawić przyjemność lecz aby zadowolić samego siebie… najgorsze jest stwierdzenie ”dobra dosyć na dziś” i finisch…. kobiety czy wasi mężowie/ chłopacy tez się tak zachowują? – pyta zrozpaczona kobieta na jednym z forów internetowych.

Potęga drobiazgów

Ważne jest towarzyszenie dzieci rodzicom w różnych sytuacjach życiowych. Dzieci uczą się przez podpatrywanie. Jeśli ojciec przynosi kwiaty matce bez okazji, przepuszcza kobiety w drzwiach, jak mama siada z dziećmi i razem rysują laurkę bądź plakat dla taty z jakiejś okazji. Jeżeli się to robi konsekwentnie i na wielu polach, to to jest kindersztuba, uczenie dziecka wzajemnych relacji z rodzicami. Jak będzie miał dobre relacje z rodzicami to potem przeniesie to na relacje z innymi ludźmi, w społeczeństwie. I nawet gdy spotka się a agresją, dostanie po głowie to będzie wiedział jak się zachować bo ma pewien kościec wartości, które wyniosło z domu. A gdy przyjdzie czas to będzie się zachowywał w stosunku do swojej żony tak jak jego ojciec. Będzie przekazywało swoim dzieciom to czego samo się nauczyło w domu rodzinnym. Takie rzeczy pozostają w człowieku do końca życia. Jeżeli ich nie ma, to życie staje się puste, smutne i pozbawione wartości.

Im mniej domu tym więcej podwórka. Brak wychowania w domu, ciepła, miłości jasnych zasad w domu skłaniają dzieci do poszukiwania wzorców wśród rówieśników, w mediach i Internecie.

Emocjonalność a mądrość

Racjonalne wychowywanie dzieci, według profesora Parnowskiego, powinno opierać się na wyważeniu proporcji między mądrością a emocjonalnością. – Jeśli przyjąć, że te dwie zmienne można przedstawić jako układ dwóch linii, przecinających się pod kątem prostym, gdzie pionowa pokazuje emocjonalność w skali od miłości do nienawiści, a pozioma przedstawia wymiar mądrości od głupoty do kontrolowania wszystkiego to w zależności gdzie się te linie przetną to takie będzie dziecko. Jak będzie za dużo głupiej miłości bo będzie wszystko dostawało to będzie nieszczęście. Bo będzie wymuszało na ludziach zaspakajanie swoich potrzeb. Jak będzie za mało miłości, a za dużo chłodu i takiego kontrolowania, krytykowania. Także krytykowania innych. – Znam rodzinę gdzie ojciec krytykuje wszystkich dookoła: ten głupi, ten idiota, a tamten beznadziejny. Nie wskazuje żadnego autorytetu. Jego syn ma dziś kilkanaście lat i jest zaburzony. Nie może porozumieć się z rówieśnikami, co powoduje w niego taki stres ,że reaguje agresją. – opowiada prof. Parnowski – Zabrakło ciepła, miłości, tej pozytywnej emocji w wychowaniu.

Opoka

Rodzina, a przede wszystkim, to co sobą reprezentuje jest podstawą wychowania młodego pokolenia. Dlatego osłabienie rodziny, kryzys rodziny, prowadzi do kryzysu społeczeństwa.

I wbrew twierdzeniom lewicowych inżynierów społecznych likwidacja rodziny niczego nie poprawi. A wręcz przeciwnie. Jest ona niezastąpioną strukturą stabilizacji emocjonalnej człowieka. Nawet jeśli w rodzinach pojawiają się jakieś patologie to żadne dotychczasowe pomysły na zastąpienie jej inną strukturą nie zdały egzaminu.

– Polacy nie są zbyt roztropnym społeczeństwem są ponieważ się zajmują się głównie sobą a nie państwem. Ważne jest nich jak zarobić, co do garnka włożyć, kiedy pojechać na grilla, zaś sprawy publiczce, dobro wspólne gdzieś umyka w przerwach między reklamami – zauważa prof. Parnowski – Dbałość o rodzinę jest warunkiem naszego przetrwania. Bo przecież istniejemy w naszych dzieciach.

Tekst ukazał się w miesięczniku Fronda.

Ilustracja: pixabay

O autorze

Rafał Karpiński

Rafał Karpiński

Mąż, ojciec jednej córki i dwóch synów. Człowiek wielu zawodów i zainteresowań. Konserwatysta. Miłośnik historii dwudziestego wieku.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: