Społeczeństwo

Smog

Zawisł w powietrzu, oddzielając niebo od ziemi. Zlepek brudów tego świata, złączonych ze sobą, wciskający się drobinkami pyłu do naszego organizmu i oblepiający wszystko ciemną warstwą zabójczej masy. Kompozycja nieczystości, aktywowana pod wpływem arktycznego, mroźnego i suchego powietrza, bezwietrznych dni i nasilonej aktywności człowieka. Przeszkadza cieszyć się pięknem świata pokrytego szadzią, uniemożliwia długie spacery, zagraża zdrowiu i życiu. Komplikuje. Przeraża, a na pewno niepokoi. I nie da się zlekceważyć, bo jest wszechobecny. Wymyka się spod kontroli, ale jesteśmy świadomi jego obecności.

W przeciwieństwie do smogu, który oblepia naszą duszę.

Niewidoczny dla oczu i często długo nie dający sygnałów, przyczajony jak rak, rozwija się i nabiera objętości, jednocześnie pozbawiając nas siły do życia i całkowicie odbierając jego radość. Namnaża się latami, kumulując zdarzenia, wyolbrzymiając problemy, podsuwając przed oczy czarne wizje i podszeptując usłużnie rzeczy, w które wsłuchujemy się z lękiem. Uaktywnia się w chwilach, gdy jesteśmy obnażeni bezsilnością, zagubieni w rzeczywistości, która zaczyna nas przerastać, utytłani życiem i nieoczekiwanymi wydarzeniami, spychając nas z drogi, która wydawała się stabilna i bezpieczna. Nie można się uodpornić na smog, prędzej czy później odbije się on na naszym zdrowiu i psychice. O ile jednak z tym zewnętrznym możemy coś zrobić, choćby przez minimalizowanie ryzyka jego wchłaniania, o tyle ten wewnętrzny, kiedy już zacznie się osadzać, wnika tak głęboko w duszę, wrażliwość i psychikę, że w pewnym momencie, gdy zaczyna brakować nam tchu i powietrza, godzimy się z tym myśląc, że tak po prostu musi być. Przestajemy filtrować zrzucany na nas brud, przestajemy pragnąć zmian, bo i tak już w nie nie wierzymy i zapominamy, że jeszcze kiedyś nam się coś chciało i coś cieszyło bardziej, a coś mniej, ale cieszyło, przynosząc radość. A teraz jest tylko obojętność. Bo to wszystko i tak nie ma sensu. Bo i tak nie dam rady, i tak sam niczego nie zmienię, nawet w sobie. Bo zabrakło mi wiary, sensu, motywacji, energii. I życia w życiu.

Smog. Szara chmura ściągająca w dół. W dół i w dół. Czasami zadajesz sobie pytanie, ile ich jeszcze będzie. Tych dołów. Tych obić, posiniaczeń i ran, które nawet zaleczone, nigdy nie zagoją się tak do końca. Ile jeszcze dasz radę udźwignąć i z ilu jeszcze dasz radę wyjść w miarę cało, z ilu się podnieść i pozbierać?  I czy ten kolejny, w który wpadniesz, bo nie masz już nadziei, że w jakikolwiek sposób uda ci się go ominąć, czy on nie będzie tym ostatnim? Tym, po którym będzie już tylko ciemność i cisza. Bo teraz tej ciszy w tobie nie ma. Teraz, pomimo tego, że zatykasz uszy, wszystko w tobie krzyczy, a najgłośniej ty sam(a), choć tego już nie słyszysz.

Chronić siebie. Sztuka, do której dojrzewamy latami i doświadczeniami. Filtr minimalizujący wchłanianie duchowego smogu, niemożliwy do nabycia w żadnym sklepie, nawet tym internetowym. Chronić siebie poprzez stawianie granic, nawet samemu sobie. Chronić siebie poprzez umiejętność mówienia: NIE! To trudne, ale możliwe do wypracowania i w pewnym momencie życia po prostu niezbędne, nie tylko dla własnego dobra, ale i dla dobra naszych najbliższych. Bo oni też są w grupie ryzyka. Wewnętrznym smogiem można się zarazić. Można go, nawet nieświadomie, przekazywać tym, którzy dzielą z nami codzienność. Zło łatwo się rozprzestrzenia, podobnie jak depresja, bezsilność, zwątpienie, lęk. Dużo trudniej zarazić radością. Bo aby ją dostrzec, potrzeba wysiłku, a smog tego nie potrzebuje. Tworzy się samoczynnie, z naszym mniej lub bardziej świadomym przyzwoleniem.

Chroń siebie. Filtruj informacje narzucane ci z zewnątrz, szukaj pomocy, jeśli życie stało się ciężarem, przewartościuj relacje i wyjdź naprzeciw tym, które budują, a zerwij węzeł tych, które niczego twórczego nie wnoszą w twoje życie. Nie gódź się na bezwolność i narzucanie ci tego, przeciw czemu wszystko w tobie się buntuje, nie daj się wykorzystywać i szukaj wokół siebie ludzi, przy których poczujesz, że rozkwitasz po długim okresie hibernacji. Takich, którzy emanują prostą radością życia, cieszą się z drobiazgów, nie stoją w miejscu, ale i nie biegną na oślep wraz z masą, aby mieć, posiadać, zdobyć. Chroń siebie, bo jeśli ty sam(a) nie zatroszczysz się o swoje własne życie, nikt inny tego za ciebie nie zrobi…

 

 

Fot: Michał Andrzej Oleksa

O autorze

Monika A. Oleksa

Monika A. Oleksa

Pisarka, eseistka, blogerka. Lektor języka angielskiego i businesswoman. Od dwudziestu lat żona Marcina. Mama dwóch nastolatków. Marzycielka z duszą wrażliwą i otwartą na drugiego człowieka. Pisanie jest jej pasją od zawsze.Debiutowała w 2002 roku  zbiorem opowiadań „Uśmiech Mima”. Pierwsza powieść „Miłość w kasztanie zaklęta” ukazała się w 2011 roku, kolejne: "Ciemna strona miłości”, "Samotność ma twoje imię", „Niebo w kruszonce” i „Spacer nad rzeką”. Blog autorki http://magialiterczarslow.blogspot.com/

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: