Świadectwa Wiara

Stworzony by wielbić

Jestem stworzony, by wielbić
Zrozumiałem tą prawdę po finale 50 godzinnego uwielbienia w kościele św. Krzyża, organizowanego przez inicjatywę Dom Modlitwy 24/7 we Wrocławiu, z okazji 50 lecia Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej.

Jak to się zaczęło?
22 kwietnia, Bardo Śląskie. Weekend z modlitwą o wylanie Ducha Świętego, wchodzącego w skład kursu Alpha, prowadzonego w mojej wspólnocie Wawrzyny Plus. Muzyczne uwielbienie prowadził dla nas zespół z wrocławskiej wspólnoty Agalliasis, dzięki pomocy której łatwiej było mi otworzyć się na Ducha Świętego. Doświadczyłem pewnego przełamania.
Po powrocie do domu, wieczorem, kładę się spać i o dziwo tęsknię za tym, co się stało w czesie weekendu. Kiedyś wystarczyło mi uwielbienie typu koncert, mniej więcej raz na miesiąc. Nie rozumiałem ludzi, którzy z pasją o tym opowiadali. Nie pozostawiłem tego pragnienia. Zacząłem uwielbiać spontanicznie, tak jak umiałem. Zanim się obejrzałem minęła godzina.

W skrócie
W Bardzie Bóg nie uzdrowił mnie z dolegliwości, nie miałem spoczynku w Duchu Świętym, nie waliło mi serce. Bóg zapraszał mnie do przełamywania kłamstw o tym, że mam się krępować wtedy i wtedy, obawiać się reakcji ludzi, co oni pomyślą, że nie wypada. Zapraszał do poruszania rękami w określony sposób, do obracania się w około, stawania w prawdzie wobec siebie, wobec innych takim jakim jestem, mówienia o tym na głos, by krzyknąć, zawołać, głośno śpiewać. Wciąż jeszcze czasem brakuje odwagi, ale kiedy się przełamałem – zrobiłem krok, a Bóg robił skok.

Uwielbienie jest aktem wdzięczności
Zdarzyło Ci się kiedyś uwielbiać kogoś? To jest odpowiedź na otrzymywaną miłość. Ta osoba jest dla Ciebie tak ważna i masz wielką wdzięczność, że możesz przełamać strach, wstyd, lęk. Uwielbienie Boga działa podobnie. Jest aktem miłości. Miłość to nie uczucie. Można kochać pomimo różnych uczuć. Zdaje sobie jednak sprawę, jak trudno jest być wdzięcznym za coś, czego nie rozumiemy, co jest dla nas nieprzyjemne, trudne, bolesne, jest pewnym cierpieniem.
Bóg wyjaśnił mi, że się da i poprowadził mnie do tego (1 Tes 5,18).
Czasami uwielbienie to dla mnie duchowa walka. Na przekór swoim słabościom, kłamstwom, grzechom, wtedy kiedy spadam. Kiedy czuję się do niej zaproszony, dostaje wystarczającą siłę, koło ratunkowe w postaci pamięci o tym co Bóg mi obiecał. To jest prawda, która zagrzewa mnie do walki, która zmusza mnie do wykorzystania wszystkich sił i jej resztkami złapać się nadziei jak wiszącej liny. Ze łzami w oczach, w zaufaniu, oddając siebie w całości Bogu, prosząc o ratunek. Bo po wielu próbach, nic więcej mi już nie pozostaje.

Moc uwielbienia
W poniedziałek 24 kwietnia, wciąż żyłem weekendem. Sięgnąłem po czekającą już jakiś czas na przeczytanie, książkę „Moc uwielbienia” Merlina R.Carothersa. Teraz już wiem, że wcześniej nie byłem gotowy na tą książkę. Merlin zachęca w niej, żeby spróbować dziękować w tych najtrudniejszych momentach. Bo, jeśli wierzymy, że Bóg jest Wszechmogący (Rdz 17,1), jest miłością, kocha nas do szaleństwa (1 J 4,8; Iz 49,16) i ma dla każdego z nas doskonały plan na życie (Jr 29,11) to powinniśmy Mu zaufać i decyzją naszej woli podziękować za to, co się aktualnie dzieje. Coś złego w naszych oczach, wydarza się w życiu dlatego, że nie jesteśmy świadomi tego, jakie zło
czynimy, ale też czasem Bóg na nie pozwala, by wydobyć większe dobro. To jest tajemnica boskiej mądrości, doskonałości. Jeśli robimy coś świadomie, odpowiadamy za to w pełni. Kiedy jednak starasz się iść za Bogiem, a dotyka Cię coś złego, wiedz, że to ma jakiś większy sens. Mamy wtedy okazję przekonać się, że można przełamać strach, narzekania i złość, wiarą w Jego doskonały plan. Nie zaprzeczać swoim uczuciom, ale mówiąc Bogu o nich, podjąć decyzję, żeby dziękować razem z nimi. Zgodzić się na to, że tego nie zrozumiemy, ufając Mu.
Jeśli potrzebujesz przeżyć trudne emocje, daj sobie ten czas. Ale potem? Co pozostaje? Czy będziesz trwać w rozczarowaniu, zgorzknieniu, będąc złym na cały świat, na Boga. Kiedy dotrzesz do beznadziei?
Jezus powiedział, że nie przyszedł karać i potępić, ale zbawić (J 12,47). Bóg jest z nami w każdym najdrobniejszym cierpieniu, a jest tym bliżej, im jest boleśniejsze. Kiedy ogarnia Cię lęk, przerażenie, Jezus jest wtedy na łodzi twojego życia i nie jest obojętny na Twoje wołanie. Jeśli wydaje Ci się, że zwleka, wiedz, że ma ważne ku temu powody. Może ma nauczyć Cię to wytrwałości, cierpliwości, zaufania, czyli wzmocnić Twoją wiarę.
Na początku kwietnia, przeżywałem trudny czas niezgody na samotność. Zarzucałem Bogu, że nie spełnia obietnicy o szczęśliwej rodzinie, którą mi dał w 2013 r. Będąc na Mszy Świętej, zrozumiałem, starając się uwierzyć przez logiczne rozumowanie, że Bóg nie nie jest moim wrogiem, ale sprzymierzeńcem skoro mnie kocha. Skoro mówi do mnie, abym był mężny i nie bał się (Pwt 31,6). To musi mieć jakiś sens!
Wracając do książki. Po przeczytaniu zaledwie kilkunastu stron, zrozumiałem, że mogę oddać Bogu chwałę i cześć mimo żalu, złości i uciec się do Niego. Już nie jako wroga, ale do Tego, który chce mi pomóc. Jeszcze tego samego dnia, swoim duchowym dzienniku zapisałem dużymi literami te słowa: „Na nowo zawierzyłem Jezusowi swoje życie. Bez względu na moje uczucia, stany. Uwielbiam Boga za wszystko, zwłaszcza za te trudne sytuacje, bolesne okoliczności mojego życia.
Odpuściłem. Przyjąłem fakt, że tylko On może to zmienić. Zaufałem Mu, że z Jego woli to się stało i dzieje się to w moim życiu. To jest Jego doskonały plan. Cieszę się ze łzami w oczach! Już nic nie jest w stanie odłączyć mnie od tego przekonania, bo wszystko! co jest, pochodzi od Niego. A On kocha mnie najmocniej na świecie.”

Trzy, ważne dla mnie myśli, w uwielbieniu
1. Odpuścić
Uwielbiać to odpuścić kurczowe trzymanie się własnego planu na życie, kontrolowania i upartego przeżywania bólu, jakby to miało zmienić sytuację. A przecież się nie zmieni. Od narzekania i użalania się nic się przecież nie zmieni. Logiczne, lecz pozwolić na zmianę to znaczy w praktyce stanąć nad sobą, zaprzeć się siebie, zwłaszcza jeśli stary sposób przeżywania bolesnych wydarzeń jest w nas głęboko zakorzeniony. Odpuść, a Duch Święty cię poprowadzi.

2. On może to zmienić
Tylko On może uzdrowić bolesną sytuację. Kiedyś, przez rany, myślałem, że muszę sobie zasłużyć na Jego łaskę. Że to ja muszę coś zrobić, błagać jak niewolnik, żeby Bóg mnie wysłuchał. Że ja kontroluję swoje życie, że muszę to robić, że muszę tak myśleć, bo nie ma innej opcji. Że muszę się bać, że sobie nie poradzę, bo wiem że jestem słaby. Błędne koło.
Czy więc wciąż będę czekał, aż spróbuje wszystkich własnych rozwiązań i dojdę do muru nie do przebicia z bezradnością i beznadzieją w sercu? Czy może spróbuję pójść do Boga, wyżalę się Mu, spytaj co On a to. Może poproszę, żeby On to zmienił, skoro On może wszystko. I ostatecznie z trudem podziękuję Mu, bo wszystko co ważne ma swoją cenę.

3. Skrucha, pokora i posłuszeństwo
Wtedy staje przed Nim, jak grzesznik który Go potrzebuje, bo sam nic nie może. Bez niego nawet ręki w górę nie mogę podnieść, więc mówię szczerze i otwarcie. Jak na adoracji, face to face. Staram się mieć przed oczami swoje słabości, grzechy, żeby w postawie pokory uczciwie móc oczekiwać pomocy, oczyszczenia, pokrzepienia, wsparcia, pocieszenia, cokolwiek czego potrzebuje. Jestem potrzebującym, a On jest Dawcą. Wszystko mam od Niego, niczego nie mogę stworzyć, a On stworzył mnie całego. Wszystko mam w Nim. Wszystko jest u Niego. Chce Jego samego. Chcę być Jego synem i chcę uczynić to do czego mnie zaprasza.
Jednym słowem – zaufanie.

Kroki ku Bogu – owoce uwielbiania
Moc uwielbienia może polegać na tym, że ja sam lub ktoś się nawraca, zostaje uzdrowiony z nieuleczalnych chorób, a nawet wskrzeszony. Ale także na uzdrowieniu lub umocnieniu wewnętrznym, niewidzialnym, duchowym. Które, moim zdaniem jest ważniejsze od tych pierwszych. Przecież nie ciało daje życie, ale duch (J 6,63, Rz 8,2). Bóg jest Miłością, a miłość daje życie.
Życie w obfitości (J 10,10) oznacza przede wszystkim życie w duchu (Rz 8,6). A skutkiem tego może, aczkolwiek nie musi być, zdrowe ciało, sukcesy osobiste, zawodowe. Wola Boża jest nieskończenie doskonała i nie jest ludzkim myśleniem (Iz 55,8), a jednak jest najlepsza dla nas z możliwych. Jest doskonała, bo pochodzi z miłości doskonałej, nie ludzkiej (Jr 31,3).
Każdy się czegoś boi. Jednak są rzeczy, których nie powinniśmy się bać czy wstydzić. Nazywamy się dziećmi Bożymi i nimi jesteśmy (1 J 3,1). Nie powinniśmy się bać ludzi (Jr 1,17). Jezus zwyciężył świat (J 16,33) i dana Mu została wszelka władza na ziemi (Mt 28,18). Wstyd jest efektem grzechu pierworodnego. Oddaliliśmy się od Boga. Żeby powrócić, trzeba być otwartym na Boże uzdrawianie, na Jego miłość. Trzeba nam z odwagą przełamywać strach i kroczyć droga zwycięzcy. Decyzja należy do nas czy podejmiemy wyzwanie z odwagą dzieci Bożych, nieskrępowanych myślami, czy to wypada czy nie.
Już doświadczam owoców uwielbienia. Kilka z nich opiszę.

Pierwszy owoc – nowa radość
Skok, jaki Bóg robi kiedy na Jego zaproszenie przełamuję strach przed tym co pomyślą inni to momentalna radość, czasem śmiech, w zależności od tego jak duży jest Jego skok. Duch Święty zaprasza mnie do konkretnych reakcji ciała. Pokazują mi, że jestem już gotowy by to uczynić, tzn. otrzymałem wystarczająco dużo odwagi. Często są to ruchy rękami i ciałem które są mi bliskie, a których się wstydzę wobec innych. I nic już więcej nie musi mi mówić, bo wiem że kiedy ja zdecyduje na stanięcie ponad nimi, przełamanie ich, przeciwstawienie się złemu który każe mi się bać (Jk 4,7), to zrobię ten jeden krok do przodu, to doświadczę uwolnienia. Mam wolną wolę. Do
mnie należy decyzja czy się chcę się uwolnić od kłamstwa, że mam się dalej wstydzić, krępować, dusić, niszczyć.

Drugi owoc – większa wolność
Jeszcze większa wolność to jest drugi, najważniejszy dla mnie owoc. Odwaga nie jest wtedy kiedy się nie boisz, ale wtedy kiedy działasz mimo strachu. Z wiarą! I ta wiara przełamuje mury Twojego serca.
Co daje mi wolność?
Radość, pewność siebie, odwagę, która pozwala mi na bycie spokojnym, rozważnym, cierpliwym, bycie jak dziecko, ale coraz bardziej dojrzałym synem Taty. Mogę to wszystko okazywać dawać innym, tyle ile zyskałem. Więcej godności. I to już nie ludzkiej, ale i boskiej, jako dziedzic Boga i współdziedzic Chrystusa (Rz 8,17).

Trzeci owoc – nowa prawda
Przełamanie lęku to przyznawanie się do Jezusa. To zwycięska walka o prawdę o sobie, o drugim człowieku, o Bogu. A jest nią to, że posiadamy godność dzieci Bożych, które powinny być które są światłością świata i solą ziemi (Mt 5,13.14) i ludem wybranym przez samego Boga (1 P 2,9).
Poznanie prawdy, łączy się z drugim owocem (J 8,32). Prawda ta nie pozwala już na uwielbianie sztucznie, na emocjach, klaskanie, skakanie i tańczenie pod dyktando przyzwyczajeń, którymi rządziło kłamstwo. Pozwala na prostą postawę, naturalną, w której czuję się dobrze i swobodnie także po uwielbieniu. W każdej sytuacji życia. A takich to czcicieli chce nasz Ojciec (J 4,23).
Kiedy uwielbiam Boga, zapraszam Ducha Świętego, więc jak potem mogę Go okłamywać swoją sztuczną postawą, mówiąc „to nie ja”?

Czwarty owoc – większa siła ducha
W czasie uwielbienia w utrapieniu, uwielbiam właśnie nim, nic nie jest w stanie mi przeszkodzić bo wszystko co będzie, jakkolwiek się czuje to właśnie tym Go uwielbiam, jak napisałem w dzienniku. To buduje, umacnia mojego ducha, moją wolę. Stawania nad swoim bólem łącząc go z cierpieniem Jezusa. A nawet mając poczucie zaszczytu że podzielił się nim ze mną. Że mogę współcierpieć razem z Nim. To z pewnością jest najtrudniejszy rodzaj uwielbienia, ale Bóg nie daje nic ponad nasze siły. Jeśli choć raz zaciśniesz zęby, zawołasz do Niego z mocą, dostaniesz taką siłę o której nie wiedziałeś że istnieje.
Ta siła pozwala mi na chodzenie z podniesioną głową, wychodzenie do ludzi, których się obawiałem. Mam więcej wiary, że skoro mam chrzest i bierzmowanie, mam Ducha Świętego w sobie, mogę i powinienem stawać w autorytecie Jezusa. Czynić Jego wolę bez obaw, że się nie uda, modlić się za innych z wiarą.

Piaty owoc – chęć bycia Bożym wariatem
Kiedy uwielbiam, chce podobać się tylko Bogu, nie ludziom. To On mnie stworzył. Mój ukochany Tata. On mnie uwalnia, przywraca mi życie (Ps 23,3), godność, wolność, prawdę o mnie, zwykłą radość z życia. On się o mnie troszczy, chroni, broni, walczy o mnie, wychowuje. Nie chcę być skrępowany czymkolwiek i kimkolwiek i uczynić wszystko co Duch Święty mi powie. Wiem że mogę być odebrany za szalonego, ale to będzie tylko potwierdzenie tego że prawdziwie pozwalam się prowadzić Duchowi Świętemu. Że Go nie zasmucam i przyjmuje Jego miłość.

Szósty owoc – wzrost miłości!
Uwielbienie uwalnia i rozpala miłość, która chce dawać, wylewać się na innych. Jak wspomniałem na początku, uwielbianie to decyzja, tak jak miłość.
Jeśli kochasz Boga, Bóg odda miłością jeszcze większą. Uwielbienie uzależnia. Chcę coraz więcej. Boga to cieszy, bo On chce żebym chciał wszystko, całą pełnię, życie w obfitości – Jego samego, na Którego nie zasługuje jak św. Piotr, a mimo to mówił „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham” (J 21,17). Kulawą miłością, niedoskonałą, marną, ale całą swoją mocą, a Ty Boże rób całą resztę.

Jak zacząć?
Nie jest to jakaś złota metoda. Wypracuj sobie własną, która jest zgodna z Tobą, z Twoim charakterem, temperamentem, uczuciami. Najważniejsze żebyś sam dobrze się w tym czuł. Bóg nie chce żebyś powielał coś co w jakimś stopniu zaprzecza Tobie. Ja zapraszam Ducha Świętego, bo On zaszczepia we mnie pragnienia (Flp 2,13) i On mnie ożywia (2 Kor 3,6). Proszę Jezusa, aby modlił się razem ze mną.
Zapraszam Maryję, pierwszą charyzmatyczkę powstającego w wieczerniku Kościoła. Maryja uwielbiała Boga całą Sobą. Rozważała sytuacje i słowa, które były Jej dane. Ufała. Swoje uwielbienie wypowiedziała w Magnificat (Łk 1,46-55). Pomocną dłonią mogą być słowa Zachariasza (Łk 1, 57-79), który za swoje posłuszeństwo otrzymał
wielką radość.
A także Daniela, który opisał niezwykłą wiarę trzech młodzieńców, wrzuconych do rozpalonego pieca, którzy odmówili oddania pokłonu złotemu posągowi. Chodzili oni wśród płomieni wysławiając Boga i błogosławiąc Pana (Dn 3,52-90).
Ciszą i brakiem myśli też Go uwielbiam. Mówię Mu, że tym niczym Go uwielbiam.

Przyznanie się i wdzięczność
W przyznaniu się do swojej grzeszności pomaga mi krótki rachunek sumienia z minionych wydarzeń. Gdzie oddalałem się od prawdy myślą, mową, uczynkiem, zaniedbaniem. Od zwykłego, pochopnego oceniania, po uczynki, nieposłuszeństwo. Staram się zobaczyć je w świetle miłości Boga, czy to było zgodne z Jego myśleniem, wolą. Staram się zawsze poprosić Ducha Świętego, żeby pokazał mi moje słabości, ciemności, czego nie widzę, a co Go zasmuca, co nie jest godne chrześcijanina. 3 myśli, o których pisałem wyżej pomagają mi wejść w taką postawę. „Bóg jest miłością. Wszystko co czyni jest miłością w działaniu. Nasz problem polega na tym, że mamy ograniczony obraz tego, czym w ogóle jest miłość” pisze Carothers. I dlatego często nie rozumiemy tego co robi, nie rozumiemy Jego planu dla naszego życia. Boimy się go, a przez to samego Boga, jak kogoś kto tylko karze i chce coś nam zabrać.
Dobrze jest zaszczepić w sobie postawę wdzięczności. Kiedyś zacząłem dziękować Bogu codziennie, za najdrobniejsze rzeczy i trwa to do dziś. Zastawiam się, co dobrego spotykało mnie w tym dniu. Choćby to, że mam dach nad głową, pożywienie, itp. Dziękuję za wydarzenia, które się zadziały, także za te trudne. Na pewno czegoś mnie nauczyły, choćby tego, że już wiem czego unikać, jestem bogatszy w doświadczenie.
Staram się mówić wszystko jak się mam i oddaje Mu chwałę, bo naprawdę jest Tego godzien. Bóg wszystko czyni z miłości do mnie i dla Ciebie. On cieszy się nami w znacznie większych emocjach, niż możemy sobie wyobrazić. On chcę mnie i Ciebie wywyższyć, uwielbić.
Czy odpowiesz uwielbieniem na uwielbienie?

Dziś
Wciąż tęsknię. Uwielbiam Boga codziennie. Na początku była to godzina dziennie, a czasem i dłużej. Teraz uwielbienie staje się częścią mojego życia, zmienia się w codzienność, dojrzewam w nim, i mam nadzieję, że wciąż będzie dojrzewać. W Niebie uwielbienie trwa bez przerwy (Ps 34).
Czasami muszę zapierać się siebie, przełamywać strach przed przekroczeniem zastałych tradycji, które zamykają mnie na nowe dary, na Boże błogosławieństwo, ale On wynagradza mój trud, nieporównywalnie większymi owocami.
Dla mnie uwielbienie nie jest w tym lub tamtym Kościele. Może być w każdym miejscu, gdzie się znajduję, o każdej porze dnia i nocy. Wystarczy odrobinę skupienia, świadomości. On jest, On kocha Cię nieustannie, ukochał przed założeniem świata.
Przekonaj się jak to jest żyć uwielbieniem.
Masz spore wsparcie, cała rzesza Świętych i Aniołów stoi za Tobą murem.

 

Autorem świadectwa jest Pan Łukasz Betlewicz.

Photo: BostonCatholic via Foter.com / CC BY-ND

O autorze

Redakcja

Redakcja

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: