Relacje

Troska nasza powszednia

Podobno to cecha typowa dla kobiet, chociaż myślę, że nie dla wszystkich i nie tylko kobiet. Dbałość o szczegóły dnia codziennego. Gdzieś z tyłu głowy wszyty terminarz: w poniedziałek – szczepienie Kasi, we wtorek – klasówka Jacka, w czwartek – zebranie w pracy męża, w piątek – cytologia siostry. Troska kojarzy się z kobietą – matką, ale przecież nie tylko.

Świadomość bycia spoiwem. Świadomość bycia nierozerwalną częścią. Rodziny, przyjaźni, związku. Łańcuchem, ogniwem, elementem odrębnym, ale przecież zupełnie niezastąpionym.
Dlatego, gdy umiera człowiek, w osieroconych na ziemi najbliższych pozostaje wyrwa nie do spojenia. Nie do wyleczenia. Przemija żałoba, ale na zawsze pozostaje tęsknota. Świadomość bycia częścią… Tak bardzo potrzebna nam wszystkim.

Najpiękniej określiła to Małgorzata Musierowicz w „Imieninach”:

Nie ma żadnego „ja”. Nie ma żadnego „ty”, bo sami w sobie nie istniejemy. Swoje istnienie czerpiemy z wzajemnej zależności wszystkich od wszystkich i wszystkiego od wszystkiego. Jesteśmy-jednym.

Ludzie nam bliscy to rodzina, którą mamy z urodzenia, ale też rodzina, którą sami sobie wybieramy. Relacje, które tworzymy. Ludzie, którzy pojawiają się znienacka i okazuje się, że stanowią brakujący element układanki. Ludzie, dzięki którym nasz świat jest pełniejszy. Nasz mały, prywatny świat, który pragniemy pielęgnować i dbać o niego, otulać kołderką troski, chuchać i dmuchać, nie dopuścić do choroby. Nie dopuścić do rozluźnienia bądź zerwania kontaktu. Nie stracić relacji.

Zawsze dbać, pamiętać. Zapamiętać, jaką lubi herbatę, ile słodzi. Jakie jest jego ulubione ciasto. Kiedy ma badania, kiedy egzamin na studiach. Sprawiać mu przyjemność małymi rzeczami. Wyczuć, kiedy potrzebuje bliskości, dotyku, a kiedy – wolności. Poprawić grzywkę, strzepnąć pyłek z marynarki. Martwić się. Przeżywać. Odczuwać. Pamiętać, jakie są jej ulubione kwiaty i często kupować jej bukiety. A jak umrze – te same przynosić na cmentarz. Po prostu. Po ludzku. Z miłości. Z miłości, rozumianej również jako wyraz dbałości o pamięć pokoleniową, tożsamość rodziny, grupy społecznej, narodu.
Z miłości, interpretowanej jako cierpliwość, jako przyjaźń, jako wybór. Tak codziennie, w powszednich gestach, w gestach troski naszej powszedniej. Trwać…

To miał być artykuł o uczuciach trudnych. Nie bardzo rozumiałam, patrząc ze swojego poletka, próbowałam pytać, szukać, analizować. W miarę pisania zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle istnieje coś takiego jak trudne uczucia, czy takie podejście jest właściwe. Czy uczucie może być trudne lub nie, określone, czy w ogóle może podlegać weryfikacji. Doszłam do wniosku, że trudne mogą być nasze schematy, blokady, doświadczenia przez pryzmat których odbieramy i oceniamy uczucia. Trudne przede wszystkim dla nas samych. Wydaje mi się, że uczucia odzwierciedlają nasz stosunek do rzeczywistości, ale same w sobie nie mogą być dobre ani złe. Nie mogą być trudne. To my, z różnych powodów, komplikujemy je i utrudniamy. O ile piękniej, zamiast racjonalizować wszystko dokoła, byłoby po prostu wziąć kogoś za rękę. Może się okazać, że prosty gest bliskości jest właśnie tym, czego drugiemu człowiekowi najbardziej potrzeba.

O autorze

Marta Cynkier

Marta Cynkier

Z wykształcenia politolog, z zamiłowania dziennikarka, z zawodu urzędniczka.
Grodziszczanka z urodzenia i wyboru. Kobieta wierząca, działaczka społeczna, ale przede wszystkim – córka w stanie spoczynku, wnuczka i siostrzenica.
Interesuje się zdrowiem publicznym, prawem spółdzielczym i pomocą społeczną. Przybrana córka nieżyjącego już weterana powstania warszawskiego. W wolnych chwilach czyta wszystko, co wpadnie jej w ręce. Lubi nutki i literki. Debiutowała w 2005 r. na Turnieju Jednego Wiersza „Srebrna Szyszka” w Międzyborowie.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: