Małżeństwo

Tylko dla odważnych

Dzisiaj każdy ruch mojej żony mnie zachwyca, to, jak jej oczy patrzą na mnie, to, że przykłada uwagę do swojego stroju i makijażu. A przecież… chciałem się z nią rozwieść!

Mam na imię Mariusz, od 17 lat jestem mężem Kasi, mamy czworo dzieci. Kiedy się poznaliśmy, miałem 19 lat, a Kasia 21. To była wielka miłość. Po roku pobraliśmy się. Kasia była wówczas w ciąży. Chodziliśmy w niedzielę do kościoła, ale nie przejmowaliśmy się nauką Kościoła i nigdy nie przekładaliśmy jej na życie małżeńskie. Po 4 latach coś złego zaczęło się dziać. Wciągnął nas świat: pieniądze, seks, dobra zabawa. Po 7 latach małżeństwa założyłem działalność gospodarczą i zaczęła się katastrofa. Pracowałem od 6.00 do 19.00, a nawet do 21.00, często wyjeżdżałem, mieliśmy dużo pieniędzy, a ja byłem z siebie dumny. Równocześnie zacząłem szukać rozrywek i prawie doszło do zdrady małżeńskiej.

Spotkania z żoną kończyły się milczeniem albo awanturami, w których, niestety, uczestniczyły dzieci. Zaczęliśmy myśleć o rozwodzie. W tym czasie Kasia poszła na Rekolekcje Ewangelizacyjne Odnowy w Duchu Świętym (REO). Kiedy wracała do domu, wyjmowała Pismo Święte i modliła się o uratowanie naszego małżeństwa, a ja myślałem tylko o tym, żeby jak najszybciej znaleźć się z nią w łóżku. Po roku podjąłem decyzję o rozwodzie. Ale jeszcze w geście takiego głupiego „miłosierdzia” zgodziłem się pójść z Kasią na rekolekcje, które… przespałem. Gdy patrzę z perspektywy czasu, mój sen był potrzebny po to, bym nie przeszkadzał Panu Jezusowi w odmianie mojego życia i nie kombinował po swojemu. Na zakończenie podjąłem decyzję, że chcę, aby Pan Jezus prowadził nasze małżeństwo. Obudziło się we mnie wielkie pragnienie modlitwy. Uporządkowałem swoją pracę tak, żeby każdego wieczoru móc modlić się z żoną i rozważać Słowo Boże. Odczuliśmy potrzebę kontaktu z innymi małżeństwami. Pojechaliśmy na „Kurs Filip” do wspólnoty Święta Rodzina. Zobaczyliśmy, że to jest miejsce dla nas. Wstąpiliśmy do tej wspólnoty, aby dalej wzrastać i dać się prowadzić Panu Bogu.

Potem zaczęliśmy służyć innym małżeństwom, świadcząc o tym, że Bóg może uratować każde małżeństwo, jeśli otworzymy się na Jego miłość. Pan Jezus nadal porządkował nasze życie. Dziś patrzę na Kasię z jeszcze większym zakochaniem niż to, które towarzyszyło nam przy poznaniu. Widzę, jak wspaniale Pan Bóg stworzył ją dla mnie. Każdy jej ruch mnie zachwyca, to, jak jej oczy patrzą na mnie, to, że przykłada uwagę do swojego stroju i makijażu.

Kiedyś bardzo się kłóciliśmy, dochodziło do przepychanek. Dzisiaj też mamy sprzeczki, ale nie potrafimy 15 minut chodzić zagniewani, dawniej trwało to nawet 3 dni. Dzieci wzrastają, patrząc, jak się kochamy, i jest to dla nich ważne.

Ja zawsze szukałem prawdziwej miłości w rozrywkach cielesnych. A to jest pułapka. Dopiero patrząc na miłość, jaką obdarowuje mnie Pan Bóg, zrozumiałem, jak powinienem kochać żonę, dzieci i innych ludzi.

Na koniec coś dla mężczyzn: pójście za Panem Jezusem jest tylko dla ludzi odważnych. Polecam wszystkim!

Mariusz (37 l.)

 

Foto: pixabay

O autorze

Tak Rodzinie

Tak Rodzinie

Katolicki magazyn formacyjny Wydawnictwa Sióstr Loretanek

2 komentarze

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: